piątek, 24 grudnia 2010

Wesołych świąt!/ Merry Christmas!



Wszystkim (nielicznym) czytelnikom "Wciąż w drodze..." życzę niezapomnianych wypraw, jak najlżejszego sprzętu, jak najostrzejszych zdjęć i jak najlepszych wyników na najróżniejszych zawodach!

Rafał
---------------------------------------------------------------------
I would like to wish You- dear readers of "Wciąż w drodze..." unforgettable trips, the lightest gear, the best photos and the best results from your races!

Rafał

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Moja lista sprzętowa./ My gearlist.

Spisałem moją listę sprzętową. Jest osobna lista na rower i na wędrówki z plecakiem. Z czasem uzupełnię wszystkie brakujące wagi.
-------------------------------------------------------------------
I have written my gearlist. There are two lists: for bike trips and for trips with backpack. I will supllement the missing weight.

sobota, 27 listopada 2010

Mój pierwszy Gdyński Bieg Niepodległości.


Dowiedziałem się o nim z internetu. W Gdyni dzieje się sporo ale na szczęście ktoś bardzo mądry pomyślał o stworzeniu kalendarium imprez. Dzięki temu mam plany na najbliższy rok.;)
Rzut oka na regulamin i plan imprezy. 10km, fajny dystans tylko w ile to ja biegam? Nie pamiętałem swojego wyniku z ostatniej imprezy. Tak się zmęczyłem, że zapomniałem o zatrzymaniu stopera, zauważyłem to dopiero w domu i miałem na wyświetlaczu około 3h.:D Na drugim, moim 10km biegu zrezygnowałem z powodu poparzenia stóp przez fatalne buty. Ale nic to...w regulaminie limit był 1h i 15min. "Do zrobienia"-pomyślałem.
Wstałem rano, wsunąłem jajko sadzone na boczku, spakowałem i ruszyłem do "Riwiery" na zapisy. Miałem spotkać się tam też z Dominiką. Doszedłem na miejsce a tam...kolejka. Nie, źle napisałem, powinno być: "a tam KOLEJKA. Nie zapisałem się przez internet i to był błąd. Kolejka do zapisów była naprawdę wielka. Sami organizatorzy nie spodziewali się takiej frekwencji. Dla wielu osób (w tym dla mnie) nie starczyło numerków startowych i dostaliśmy po prostu kartki z numerem wypisanym markerem. Cały bieg, z powodu zapisów, opóźnił się o pół godz. Zaraz po tym jak otrzymałem swój numer i chipa, kiedy się przebierałem, przyszedł organizator i ogłosił koniec zapisów. "Mam farta"- pomyślałem. Chipa trzeba było pleść w sznurówki buta. Tylko jak to zrobić kiedy ma się salomony z osławioną kevlarową linką i stoperem? Nie miałem nawet kawałka linki. Swoja drogą...pod względem logistycznym w ogóle byłem kiepsko przygotowany. Nie miałem opłaty startowej w gotówce, scyzoryka, lekkiego posiłku przed samym startem, picia i wspomnianej linki do przywiązania chipa. Ale miałem Dominikę, która uratowała mnie w każdej z tych wpadek. Dostałem od niej wodę, banana, chipa przywiązałem jej gumką od włosów. Do tej pory nie wiem jak jej za to wszystko dziękować. Na koniec jeszcze wzięła mój plecak z rzeczami do przebrania.
Na starcie stanęło prawe 1500 osób. Nie rozgrzałem się odpowiednio z powodu braku czasu. Chwilkę skakania, rozciągania nóg. Ustawiłem stoper i słyszę wystrzał oznaczający start. Czołówka chyba ruszyła ostro, nie wiem- bo nie widziałem.;)Minęło chyba z 40s zanim ja powolutku ruszyłem biegiem. Po pierwszych 300m peleton troszkę się przerzedził i można było "wyciągnąć"nogi. Ten rytmicznie powtarzający się dźwięk podeszw uderzających o podłoże...ajjj, no mam do niego słabość.;D Tak samo jak to dźwięku łańcucha gładko poruszającego zębatki. Trasa biegu biegła po bulwarze gdyńskim, później podbieg do polanki redłowskiej i z powrotem do Skweru Kościuszki. Szło ładnie, ktoś mnie wyprzedzał, kogoś obiegałem ja. Poganialiśmy co wolniejszych. Był uśmiech na twarzy, napięcie łydki i doping ludzi ustawionych wzdłuż trasy. Generalnie wiedziałem, że jestem gdzieś w połowie stawki, pełno ludzi biegło przede mną, ale i za mną. Można było to zobaczyć szczególnie na zakrętach. Kiedy ja podbiegałem pod polankę czołówka zbiegała, byli mocni. Oj, tak mocni, że tylko usłyszałem świst i już ich nie było. Na polance był pomiar, przebiegając obok żółtej skrzynki mogliśmy usłyszeć znajome pip. No i zbieg, powrót i nawrót na drugą i ostatnią pętlę. Przyspieszyłem...stało się coś dziwnego, zaczął mnie boleć bark. Co jeszcze dziwniejsze lewy bark, spodziewałem się, że może się coś stać ale z prawym. Robiąc kiedyś salto w tył złamałem prawy obojczyk. Bolało przez cały bulwar. Puściłem trochę lewą rękę, nie pracowałem nią już tak mocno. Kiedy dobiegłem do podbiegu na polankę stała się kolejna dziwna rzecz. Wszystko przeszło, ból łydek, ciężki oddech i ból barku, a ja poczułem moc. Widziałem tylko to co przede mną, obraz po bokach mi się rozmazywał. Ruszyłem pod tą górę naprawdę mocno, bo co raz kogoś obiegałem, w dół poleciałem tak jak radzą w książkach "odchyl się do tyłu i rób duże kroki, naucz się wykorzystywać zbieg". Na metę wpadłem z wielkim uśmiechem, zaraz ktoś mi wręczył pamiątkowy medal. Poczekałem chwilkę na Dominikę, która zaraz doszła z moimi ubraniami, przebrałem się. Chwilkę pospacerowaliśmy po plaży i poszliśmy na ciepłą herbatę serwowaną w ramach wyścigu.
10km przebiegłem w 49min24s 38 setne co nie jest niczym wyjątkowym, ale dla mnie ważniejsze jest to, że po raz pierwszy 10km nie było okupione grymasem bólu a wieeelkim uśmiechem. Zająłem 659 miejsce.:D Jest dobrze, naprawdę. I Dominice bardzo dziękuję za pomoc!:)

Zapraszam do obejrzenia startu biegu, dopiero widać ile osób było, a i mnie widać ;)

piątek, 12 listopada 2010

Mój Harpagan. Staruszek bo liczy sobie już 40 edycji.


Start w Harpaganie planowałem od marca 2009r. Zdecydowałem się wtedy na studia na Akademii Morskiej w Gdyni. Ponieważ Harpagan to typowo kaszubsko-pomorska impreza...no, nie mogło mnie tam zabraknąć! Kilka tygodni wcześniej założyłem temat na forum podrozerowerowe.info i dzięki temu znalazłem dwóch partnerów, chętnych potowarzyszyć mi w czasie 12 godzinnych zmagań w okolicach Kościerzyny. Remigiusz i Szymon zaliczyli już kilka Harpaganów. Znali już specyfikę rajdu, cieszyło mnie to tym bardziej ponieważ miałem kogoś kto mnie w całe to zamieszanie wprowadzi.
Wszystko zaczęło się około 5:00 16 października. Szybkie śniadanie, napełnianie camela i plecaka. Ostatnie naprawy i regulacje roweru i jazda na rynek Kościerzyny. Moim skromnym zdaniem start nie bezpośrednio spod bazy ale właśnie z rynku miasta to naprawdę trafiony pomysł. Zależy oczywiście od rynku, ale akurat ten w Kościeżynie jest przyjemny.

Dokładnie trzy minuty przed startem dostajemy mapy. Pomysł z podziałem około 300 osób na grupy według numerów to kolejny świetny pomysł organizatora, który niesamowicie usprawnił rozdawanie map. We trzech pochylamy się nad mapą i próbujemy ustalić sensowną kolejność zaliczania punktów. Szczerze mówiąc to całe to rozmieszczenie punktów nie trzyma się kupy. Trzeba sporo nadrabiać, zawracać. Moim zdaniem spędzamy troszkę za dużo czasu analizując mapę. Wreszcie jednak decydujemy się na "północny" wariant, pakujemy mapy do mapników i jedziemy do pk15 zlokalizowanego niedaleko Gołubia nad jeziorem. Gdybym sam miał się wydostać z Kościerzyny nie byłoby tak łatwo jednak Remig i Szy bezbłędnie kierują się na szosę prowadzącą na Stężycę. Dalej droga idzie już banalnie. W Stężycy skręt na prawo, później w lewo do lasu. Od razu widać tą ścieżkę- sporo tu rowerzystów. Narzucamy całkiem spore tempo ponieważ już na początku wyprzedzamy kilku rowerzystów. Jest zimno, a ja jadę w letnich rękawiczkach do połowy palców. BŁĄD! Zimno że aż strach. Muszę co raz puszczać kierownicę i zaciskać kilka razy pięść żeby rozgrzać palce. W pewnym momencie tracę czucie w najmniejszym palcu prawej ręki...

Podbijamy punkt. I tu...no właśnie, razem z numerkiem otrzymujemy także chipy. Po dotarciu na punkt wystarczy dostać się do czytnika włożyć tam chipa, poczekać aż pipnie i...gotowe. Ja swojego chipa wiozę na smyczy na szyi. Bardzo wygodne
rozwiązanie. Pk15 był za 4pk wagowe. Cool:)

Wracamy do Stężycy i kierujemy się na pk19 szosą na Gostomie. Dojazd banalny, górkę na której ustawiony był pk19 jest już z daleka widoczna. Na tym przelocie już widzę, że na asfaltowych będę odstawał od kolegów. Mam założone ciężkie terenowe kapcie, które mają spore opory i mnie spowalniają. Cały czas sądzę jednak, że to było lepsze rozwiązanie niż 1.5' slicki. Ale wracajmy do pk19...przyjemny podjazd po kamykach, szybkie pip i w dół. Tutaj widać przewagę amortyzowanego przodu nad sztywniakami. Remig, zjeżdża o wiele wolniej...nadrabia jednak na podjazdach.;) Następny pk5 to już problem nawigacyjny. Nie ma wyraźnych szos, a jedynie leśne przecinki i polne dróżki. Remig z Szymonem prowadzą nas jednak bez większych problemów do piątki. Podbijamy i kanapeczka. Swoją drogą...camel potwierdza swoją przewagę nad wszelkimi bidonami czy innymi wynalazkami. Ja w swoim miałem sok jabłkowo miętowy i mogę pociągnąć łyka w każdej sytuacji.

Pk16 był wyjątkowy, mieścił się na samym cyplu. Zjeżdżamy na główną 20. Biorę zmianę i próbuję utrzymać całkiem szybkie tempo. Zjeżdżamy w las tam zaliczam glebę. Droga jest pochyła, trawersuje zbocze i leżał tam mokry, śliski patyk. Najechałem na niego przednim kołem, które ześlizgnęło się w bok. Ałć... Podbijamy kolejny punt i teraz wybór, albo nadrabiamy ok 5km rowerem, albo zdejmujemy buty i przechodzimy przez wąski pas wody. Decydujemy się na wariant wodny. Woda zimniutka, ale podobało mi się.;) Niektórzy z czołówki ponoć nawet nie tracili czasu na zdejmowanie butów i przeprawiali się tak jak jechali. Brrr...

Jedziemy dalej, do pk18. Nawigacja znów mnie przerasta. Koledzy jednak prowadzą nas jak po sznurku i możemy kolejny punkt dodać do zaliczonych. Jadąc do pk10 mamy dwie opcje. Albo jechać mniej pewnymi leśnymi dróżkami- droga będzie wtedy krótsza, albo pewniejszą jednak dłuższą drogą. Nie zastanawiamy się długo i z Pomyska jedziemy pewniejszą drogą oznaczoną na mapie linią ciągłą. Kolejne pip i na pk12!
Droga prowadzi przez Bytów na Studzienice. Ten przelot asfaltowy wyciska ze mnie wszystkie siły. Na górkę gdzie mieści się dwunastka dojeżdżam na oparach i zaczynam wątpić w "przyjemność" ścigania. Wysyłam też sms-a do dziewczyny: "Jest źle". Na punkcie robimy dłuższy popas. Jem bułkę i popijam ją colą- ponieważ zawiera mnóstwo cukru dodaje mi trochę energii. Po tym odpoczynku czuję się lepiej i mogę jechać dalej. Jadąc z tego punktu mylimy się. W lesie zbudowali piękną asfaltówkę, którą zamiast do Ostawy- Dąbrowy trafiamy do Czarnej Dąbrowy. Zaskoczenie i szybka korekta do pk6. Lokalizacja tego punktu jest o tyle dobra, że wszystkie drogi do niego prowadzą. Podbijamy i chyba tam...choć nie jestem pewny, widzimy zwycięzcę trasy rowerowej. Lider, znajmoy Remigiusza, spędza na punkcie nie więcej niż 5s. Wtedy uświadamiam sobie jak mocnym trzeba być na tym wyścigu, żeby zostać Harpem. Ja gdyby nie dość długie przystanki na punktach po prostu nie dałbym rady jechać. W sumie wyszło nam około 3h odpoczynków i 9h jazdy... Wracajmy jednak do trasy i do pk14, do którego jadąc gubię się całkowicie. Nawet nie potrafię śledzić trasy na mapie. Koledzy jadą pewnie, a ja nawet nie wiem gdzie jestem. Wstyd. Pk14 mieści się na polu namiotowym i tam się rozdzielamy. Szymon nie nadąża za Remigiuszem i mną. Postanawia dalej jechać sam- swoim tempem. Życzymy sobie powodzenia i jedziemy dalej. Remig i ja do pk17. W Dziemianach zajeżdżamy do sklepu. Kupuję sobie jakiś napój z kofeiną na pobudzenie i dwie bułki. Myślałem, że zjem je jeszcze ale okazuje się, że kupuję je niepotrzebnie i wiozę nieruszone do mety. Dojeżdżając do pk17 wymieniamy uwagi odnośnie jego lokalizacji. Ja mówię, że należy jechać do góry ponieważ wg poziomic punkt powinien być na górce, natomiast Remigiusz twierdzi, że należy jechać w dół bo poziomice te oznaczają dół. Punkt jest na górce, gdzie trzeba podepchnąć rowery po podjechać się nie da.

Jadąc z siedemnastki do jedynki mijamy z prawej strony pk3 za 1 punkt wagowy w odległości ok 1.5km. Będąc już na mecie mocno żałujemy, że go ominęliśmy bo byłby czas na jego podbicie.

Pk1 podbijamy szybko, jedziemy bardzo często po piachach gdzie dziękuję moim szerokim terenowym oponom. Remigiusz na swoich cienkich Marathonach ma trochę więcej problemów w "piaskownicach". Dalej kierujemy się do trzynastki. Głównie asfaltami, będąc niedaleko punktu widzimy się ponownie z Szymonem. Okazało się, że zaliczył wszystkie punkty- te co my z wyjątkiem pk17. Potwierdza lokalizację trzynastki więc i my szybko tam jedziemy. Kolejne pipnięcie i wracamy na asfalt. Mijamy wtedy legendę jednego z Harpaganów. Zawodnika, który na jednej z edycji przejechał ponad 100km bez siodełka bo to pękło mu zaraz po starcie. Mocarz...

Jadąc z pk13 do dziewiątki rozmawiam z Remigiuszem na temat mojego udziału w ataku na pk7. Mam już mało sił, a i do zamknięcia mety zostało mało czasu. Boję się, że spowolnię go i obaj się spóźnimy. Na razie jednak jedziemy mijając po drodze uczestników trasy pieszej. Większość snuje się niczym zjawy kulejąc do tego. Podbijamy szybko pk9 i ostatkami sił atakujemy siódemkę. Tam ponownie widzimy Szymona, który jedzie na punkt z którego my już wracamy.

Teraz tylko ostatnia prosta na rynek i podbicie mety. Wykręcamy naprawdę mocne tempo nie patrząc na czerwone światła po drodze. Nakazuję Remigiuszowi pierwszemu podbić metę. Należy mu się...ja i tak czuję, że nie zasługuję na tak wysokie miejsce. Większość trasy zdawałem się na jego zmysł nawigacyjny. Gdyby nie on i Szymon nie znalazłbym większości punktów, kręcąc się po lesie jak głupi. Tym bardziej głupio byłoby być wyżej w rankingu niż mój "przewodnik". Na mecie jesteśmy pół godziny przed jaj zamknięciem. Jestem niesamowicie szczęśliwy! Dzwonię do dziewczyny, żeby dać jej znać że już skończyłem i że udało się! Gratuluje mi przez telefon...niesamowita dziewczyna!

Podsumowanie:
-zaliczyłem 14/20 punktów przejeżdżając 182.64km w czasie 9h i 14min. Na odpoczynki zeszło ok 3h.
-zająłem 47miejsce zdobywając 47punktów wagowych.
-przez ten czas zjadłem:
-trzy rogaliki z toffi
-trzy bułki z serem i wędliną
-dwa marsy
-dwa snickersy
-banana

Wypiłem:
-1.7l soku jabłkowo-miętowego
-półtorej puszki coli
-puszkę napoju kofeinowego

Teraz tak...aby poszło mi następnym razem lepiej muszę poćwiczyć nawigację(baaaardzo mocno) oraz trenować. Szybciej decydować się na wariant trasy. Lekko zmodyfikować ekwipunek: zmienić telefon(obecny jest delikatny, ciężki i duży), mapnik (obecny strasznie się telepie) i plecak(ciężki). Następnym razem też zabrać mniej jedzenia. Co będzie? Zobaczymy...może tym razem już 41-edycyjny staruszek pęknie?

niedziela, 26 września 2010

wtorek, 21 września 2010

Podsiodłowa sakwa skończona./A underseat pannier is ready.

Na zdjęciach wyniki mojej pracy./ In the photograph you can see what I've done.



sobota, 18 września 2010

Wyjazd rowerowy na Hel./ A bicycle trip to Hel.

To jeszcze czasy gdzie na ultralight nie patrzyłem. Stąd 4 sakwy./ It was a time when I didn't look at ultralight. Thats's why you can see a 4 panniers on my bike.

Rowerem na Hel. from rafalb on Vimeo.

środa, 15 września 2010

Pasek do spodni./ A belt.

Na ten element ubioru mało kto patrzy pod względem wagi. Albo zabiera się taki jaki się ma (ciężki czy lekki- nieważne), albo inwestuje się w dresy i paska w ogóle nie zabiera. W dresach chodził nie będę, a i ciężkiego paska nie chcę zabierać. Oto moje wyjście.
---------------------------------------------------------------------------
Not many people look at this part of gear, especially on its weight. One group of people take a belt which they have already have (a light or heavy one- dosen't matter), the second group take a tracksuit and don't need a belt. I don't like wearing a tracksuit and don't want to wear a heavy belt. Here you have my idea.



Na dole można zobaczyć pasek, którego używałem do tej pory. Ciężki (140g), skórzany z metalową klamrą MW. Pamiątka z wyjazdu rowerowego na Hel. Będę go nosił dalej bo bardzo go lubię ale już tylko w mieście. Na wyjazdy będę zabierał pasek który można zobaczyć na górze oraz w tle. Samodzielnie uszyty z 2.5cm czarnej taśmy parcianej, jednego fastexu i kawałka rzepa velcro, który przytrzymuje wolny koniec paska. Nowy pasek waży 26g. Co oznacza 114g szczęścia dla pleców!
-----------------------------------------------------------------------------
At the bottom there is an old belt which I've used up to now. It is heavy (140g), leather with a metal buckle MW. a suvenir from my bicycle trip to Hel. I will be waer it becouse I really like it, but only in the city. On trips I will take a belt which you can see at the top and in the background. I've made it myself of 2.5cm black strap, one fastex and velcro which hold a free end of my belt. The new one is 26g. It menas 114g happiness for my back!

Kieszonka zewnętrzna jest!/ The outside pocket is ready!


Kolejny element sakwy podsiodłowej. Wodoszczelna kieszonka z możliwością troczenia na zewnątrz oraz wewnątrz torby jest gotowa. Kieszonka ma klejone szwy, system troczenia, rolowane zamknięcie i sprytny system wyjmowania zawartości. Docelowo telefonu komórkowego.
-----------------------------------------------------------------------------
This is a next part of underseat pannier. A waterproof pocket which one can fix outside and inside the pannier. A pocket has waterproof sewings, special fixing system, a rolling close and special system which make getting a mobile phone out easier.

niedziela, 12 września 2010

Wiatrówka- walka o kilka gram.

Cześć.
Jakiś czas temu, znów w lumpie, znalazłem wiatrówkę firmy Craft. Kosztowała mnie 16zł. Wziąłem bez wahania. Okazało się, że świetnie chroni przed wiatrem, przed deszczem nie ale to nie ważne ponieważ i taka mam lekką kurtkę przeciwdeszczową. Co ważne dla mnie, wiatrówka ta charakteryzuje się świetną oddychalnością. Po wstępnych testach wydolności materiału rzuciłem zakup na wagę. Na wyświetlaczy pokazało się straszne 340g!
-----------------------------------------------------------------------
Hello!
Some days ago, again in sacond-hand shop, I have found a windshirt from Craft. It was 16zł. I bought it without thinking. It turned out that, it is extremly windproof and also wil protect me from "shower". It isn't waterproof but it doesn't matter, I have a light rain jacket. What is important for me, a winshirt is extremly breathable. After first tests I scaled it. The screen showed a terrible 340grams!



O 100 gram za dużo jak na wiatrówkę. Postanowiłem coś z tym zrobić. Pierwsze co poszło pod nożyczki to podszewka z siatki. Podszewki w kurtach są po to by chronić membranę przed wytarciem. W mojej wiatrówce brak jest jakiejkolwiek membrany więc i podszewka jest zbędna. Po wypruciu i odcięciu kilku kawałków zbędnego materiału waga pokazała już milsze dla oka 245g.
-----------------------------------------------------------------------
Ir is 100grams more than normal windshirt. I decided to to something with it. Firstly I took scisors ans cut out a mesh liner. Becouse in this jacket there is no membrane, the linr is unnecessary. After cutting the weight was 245g. Good.



Postanowiłem pójść jednak jeszcze trochę dalej i uszczknąć z niej jeszcze kilka gram. Wiatrówka była na mnie troszkę zbyt workowata więc z pomocą maszyny zwęziłem kurtkę w rękawach i w tułowiu. Teraz jest bardziej przylegająca jednak nie krępuje ruchów. Mniej też łopocze na rowerze- czego nienawidzę. Po wszystkich zabiegach ostateczna waga wiatrówki to 225g.
----------------------------------------------------------------
I decided to make this windshirt less buggy. I cut and sewed it again. After that activites, the final weight is 225g.



Taka waga to też nie jest najmniej ale da się z tym żyć, no i jaka oddychalność.;)
------------------------------------------------------------------
Of course it is possible to buy a lighter windshirt but I like this one.

sobota, 11 września 2010

Kolejny element torby podsiodłowej./Next part of underseat pannier.


Cześć.
Dziś udało mi się wykonać kolejną część wodoszczelnej torby podsiodłowej. Tym razem jest to element zawieszenia torby. Będzie on na stałe zamocowany do prętów siodełka. Dopięcie torby będzie sprowadzone do odpowiedniego wpięcia czterech klamerek od pasów nośnych i zapięcia na rzep taśmy od sztycy.
------------------------------------------------------------------------
Hi everyone,
Today I managed to make next part of waterproof, underseat pannier. This time it is a part which will be fixed to saddle. If one will want to fix a pennier has to only close four fastexs and close special strap to underseat tube.

czwartek, 9 września 2010

Wodoodporne spodnie- tuning./Waterproof trusers- tuning.

Hej,
dziś kilka słów odnośnie wodoodpornych spodni. Na rowerze raczej takowych nie używam, ale w górach czy podczas trekkingów jak najbardziej. Wszyscy wszak wiemy, że używanie samej kurtki jest bezcelowe. Wszystko z niej ścieka na spodnie- szczególnie uda, a dalej leci w dół i mamy mokre łydki, skarpetki i buty. Fujjj!
Wcześniej miałem ciężkie i wielkie spodnie na motor. Były sztywne i rozpinane na całej długości. Z racji wagi i rozmiaru przestałem je z czasem zabierać ze sobą. W lumpie natomiast znalazłem czarne, cienkie i lekkie spodnie wodoodporne. Produkt no name za 2zł był mój. Szwy są wszystkie klejone, materiał nieoddychający i mocno wodoodporny, zamki od dołu do kolan aby łatwiej zakładać je bez zdejmowania butów.
Do tej pory były używane raz. W górach przy zejściu z Czarnego Stawu do Schroniska Morskie Oko przez 30min. Nie przeze mnie, założyła je moja dziewczyna. Widziałem, że są dla niej niewygodne, za długie i za szerokie- strasznie latały na wietrze. Swoją rolę spełniły, nogi były suche.;) Jednak ergonomię postanowiłem poprawić- nawet kosztem wagi.
Oto co z tego wyszło:
- na dole, w kostkach zrobiłem regulator z rzepa, dzięki temu można spodnie dokładnie dopasować do butów,
-w kolanach dodałem ściągacze z gumki, dzięki temu spodnie lepiej przylegają i są wygodniejsze.
Waga wzrosła nieznacznie.
--------------------------------------------------------------------------------
Hi there,
today some words about waterproof trousers. When cycling I don't use them but on trek in mountains- yes. Everybody knows that using only jacket is useless. All water wrom it goes down and in a few minutes we have wet trousers, socks and boots. Horrible!
In the past I had heavy trousers to riding a motorbike. They had zippers on all lenght. I stopped using becouse of their weight and volume after package. Some days ago in second hand shop I found light, waterproof and black trousers. They were no name and were 2zł. I bought them. All sewings are laminate, material is waterproof but also not breathable, zippers are only from ankles to knees in order to putting them on easier when boots are on foot. Up to now theye were used only once. While going in the rain from Czarny Staw to Morskie oko, about 30min. They were used by my girfriend and I focused that these trousers arent very comfortable for her. Were too long and "buggy". My girlfriend's legs were dry but I decided to do sometnig with these trousers. Make them more comfortable and weight wasn't important.
Here is what I've done:
-I added velcro in ankles to fit them to mountain boots,
-I added a shock cord in knees to make trousers less "buggy" (it is especially important while cycling).
The weight is higher but I can accept it.

Spodnie na początku./Trousers before tuning.


I po poprawkach./ And after it.

poniedziałek, 6 września 2010

10l, wodoszczelna torba podsiodłowa/ 10l waterproof underseat pannier


Cześć!
Jestem w trakcie wykonywania dużej, ponieważ aż 10l, wodoszczelnej sakwy podsiodłowej na zamówienie. Średnica dna to 20cm, wysokość to 35cm. Będzie miała troczoną,również wodoszczelną, zewnętrzną kieszonkę; rolowane zamknięcie; regulowany system mocujący pod siodło oraz regulację pojemności. Materiały kupione, sakwa wstępnie przeszyta.
-----------------------------------------------------------------------------
Hi there,
This time I'm trying to make a big, becouse 10l, underseat pannier on special order. The pannier is going to be 35cm high, and 20cm width. It's going to have waterproof, outside, pocket , rolling close, and special system which let to fix a pannier under bicycle seat. The materials are bought and pannier is after first sewing.

niedziela, 5 września 2010

Niesamoicie lajtowa wyprawa Toosha- BaULkany 2010!/ An enormous light, Toosh's trip/ BaULkany 2010!

Hej! Dopiero mam czas zasiąść i przejrzeć wakacyjne wyprawy znajomych. Było ich sporo tak jak mam wielu rowerujących znajomych. Na czoło peletonu wysuwa się jednak, ze względu na charakter tego bloga, wyprawa Toosha w Bałkany z bardzo lekkim bagażem o wadze tylko 5.5kg na 10.5kg rowerze. Toosh przejechał 3530km w 4 tygodnie. Co więcej, wyprawa dała mu do myślenia i tnie wagę sprzętu poniżej 4kg.;)
Obejrzeć film, pooglądać zdjęcia oraz zapoznać się ze sprzętem i statystyką można TUTAJ
Miłego czytania, Rafał
----------------------------------------------------------------------------------
Hi there,
I finally have some time to look at my friend's trip reports. There were many becouse I have many bikers- friends. The best in my opinion, becouse of the type of this blog, is Toosh'trip in Bałkany with ultralight 5.5kg gear on 10.5kg bike. Toosh has ridden 35230km in 4 weeks. What's more, this trip gave him a lot of new experiences and he is going to cut down his gear under 4kg.:)
You can watch a movie from his trip, look at photos, read some statistics and information about his gear HERE.
Nice reading, Rafał

czwartek, 2 września 2010

Rowerowy horror;)/ A bicycle horror;)

Hej,
znalazłem i obejrzałem chyba pierwszy i jedyny horror, w którym główną rolę gra rower i całość akcji- prócz oczywiście śmierci i krwi- kręci się wokół wyprawy MTB. Oryginalny tytuł to "Blood trails", przełożony na polski jako "Krwawy trop", jak zawsze przełożenie nieszczęsne...Film jest produkcji niemieckiej i główne role obsadzili: Rebecca R. Palmer, Ben Price, Tom Frederic. Film może nie jest jakieś najwyższej jakości ale jak napisano na forum "Warto obejrzeć choćby po to, żeby zobaczyć jak się zabija tylnym kołem rowerowym". Ja polecam.:D
Pozdrawiam, Rafał

-----------------------------------------------------------------
Hi there,
I've found and watched probably the first and only horror, where the main role play a bicycle and all action- besides of course death and blood- is about the MTB tour. The original title is "Blood trails", and in polish it was translated into "Krwawy trop", as always it is very unlickily translation. The movie was made in Germany and the main actors are: Rebecca R. Palmer, Ben Price, Tom Frederic. The movie isn't the best as I've ever seen but as one wrote in the Interent: "you should watch it only to see how to kill one with the rear, bicycle wheel. I totally recommend it to you.:D
Greetings, Rafał

poniedziałek, 26 lipca 2010

Czas pobiegać./ It's running time!


Od jakiegoś czasu codziennie biegam. Trochę rzadziej jeżdżę na rowerze. Wszystko dlatego, że 29 wyjeżdżam w góry. Najpierw będą Góry Stołowe, później Tatry Niskie na Słowacji, później Tatry Wysokie w Polsce. A to wszystko trzeba przejść. Bieganie jest...bardziej męczące niż rower. Mi wystarczy pętelka 3km i już jestem wstawiony.;)
Biegam taką trasą, może ktoś chciałby się przyłączyć? Zapraszam, tempo nie jest zabójcze.;)
-------------------------------------------------------------
For few days I've run everyday. I stopped everyday trainings on bike. Everything becouse of my trip to the mountains 29th July. Firstly I will go to the Stołowe Mountains in Poland, then to the Short Tatry in Slovakia, then to High Tatry in Poland. And everything I will have to go through. Running is more tiring than cycling for me. 3km of run is enough for me. This is my track from running training. If you want to run with me, c'mone!

Pokaż Bieganie. na większej mapie

niedziela, 27 czerwca 2010

Na rejs 2010!- sprzęt./ On cruise 2010!- gear.


Dziś kilka słów o sprzęcie jaki zabrałem ze sobą na 4 i pół dnia, 4 noce i 613km rowerem. Rowerem jechałem:
· od poniedziałku rana robiąc trasę Łuków- Drohiczyn- Grabarka- Białowieża, 227.45km,
· przez wtorek jadąc z Białowieży- Siemianówka- Białystok- Kozińce, 118.19km,
· środę trasą Kozińce- Goniądz- Ruciane Nida- Jeże, 147.11km,
· kończąc w czwartek wieczorem trasą Jeże- Mikołajki- Orzysz- Górkło, 121.16km.
· sprzętu używałem jeszcze w piątek do godz. 11:00.
Pierwszą noc spędziłem na polu namiotowym pod tarpem, gotowałem samodzielnie, miałem do dyspozycji gorącą wodę, prysznice i prąd; drugą na podwórku u sołtysa także pod tarpem z dostępem do zimnej wody, dostałem wieczorem herbatę i kolację, rano śniadanie, herbatę i kanapki na trasę; trzecią w domu, na łóżku z dostępem do łazienki i gorącej wody, rano śniadanie i kanapki na trasę; czwartą na jachcie, z dostępem do zimnej wody, dostałem też kolację.

1. ROWER. El Ninio. Złożony samodzielnie rower, który ujeżdżam od 2008r. Na takiej trasie sprawdził się bardzo dobrze. Na tą wycieczkę dokręciłem do niego lekki stalowy bagażnik. Maksymalny dopuszczalny ciężar został określony na 10kg. Bagażnik nie sprawdził się całkowicie. Strasznie się giął i uniemożliwiał po jakimś czasie poprawne działanie hamulca tylnego.Do roweru dokręciłem również koszyk na bidon. W koszyku, wodę i napój wiozłem z początku w 1.5l butelce PET oraz półlitrowym bidonie aluminiowym. Ponieważ bidon przeciekał, wyrzuciłem go pierwszego dnia, a do koszyka na bidon wkładałem butelkę PET. Te same śruby co koszyk, mocowały również pompkę. Do roweru było również przyklejonych 6 zipów oraz zamontowany licznik.
Wagi tych elementów nie wliczam do rozpiski.

Podręczne drobiazgi wiozłem w przytwierdzonej do kierownicy sakiewce wodoszczelnej.
2. BAGAŻ. Crosso mini(144g):
· czerwoną lampkę na tył: Cateye TL-LD170-R – ani razu jej nie włączyłem, waga z bateriami, bez mocowania wynosi 53g
· cienką linkę 10m, przydawała się dość często, do rozwieszenia prania, przymocowania crosso mini do kierownicy(zrezygnowałem z oryginalnego paska i go nie zabrałem), waga 38g
· multitool topexa, bardzo ciężki ale posiada pełnowymiarowe kombinerki niezbędne przy ewentualnej naprawie roweru, cały czas nie wiem czy słusznie go zabrałem, tak naprawdę, ani razu nie użyłem czegoś innego niż nóż z tego multitoola. Waga: 275g
· zapalniczka sztormowa z pełnym zbiorniczkiem gazu, kolejny element mojego wyposażenia, którego waga nie mieści się w znaczeniu słowa ultralight. Zabrałem ją głównie z myślą o rejsie żeglarskim. Tam wymagana jest wodoszczelność źródła ognia oraz jego odporność na wiatr. Waga zapalniczki to całe 61g!
· dodatkowa bateria do PDA to dodatkowe 53g. Jedną baterię wykorzystałem całą, drugą w połowie (zostało dokładnie 48%), palmtopa nie oszczędzałem, używałem zarówno GPS jak i słuchałem muzyki.
· czołówka petzl tikka z bateriami. Nie używana. Waga: 76g
· długopis, skrócony, kulkowy Bic. Waga:3g. Pisałem nim swój adres i telefon dla poznanych po drodze ludzi.
· aparat fotograficzny. Finepix s5700. Zdjęć troszkę zrobiłem, filmy też nagrałem. Waga aparatu z paskiem na ramię, bateriami i dekielkiem obiektywu: 457g.
· 4 zapasowe baterie do aparatu. Nie przydały się, aparat (co mnie zaskoczyło) działał przez cały wyjazd rowerem i później przez okres rejsu, w sumie 9dni na jednym komplecie baterii. Waga: 105g
· pieniądze i dokumenty. Bardzo elastyczny punkt rozpiski. Ponieważ trochę wydawałem, trochę przybywało mi drobnych. Generalnie: waga pustego portfela to 49g, stałych dokumentów 67g, wagi pieniędzy nie uwzględniam.
SUMA: 1381g

Na bagażniku cały bagaż owinięty był najpierw w karimatę, a następnie w tarpa. Pod taki tobołek podłożony był odcięty kawałek karimaty robiący za poddupnik, w nocy dwie części stanowiły pełną karimtę. Całość przymocowana trzema ekspanderami. Pod ekspanderami jechała kurtka przeciwdeszczowa, pokrowiec od okularów przeciwsłonecznych oraz maszty od tarpa. Rzeczy, które mogły być potrzebne w czasie jazdy wiozłem pod siatką specjalnie zrobioną na tego typu wyjazd, najczęściej wiozłem tam, nogawki i bluzę rowerową oraz trochę jedzenia.
3. BAGAŻ. Na bagażniku:
· śpiwór i trzy troki do kompresji. Mój stary i wyświechtany wór. Zimny i śmierdzi, ale dość mały po skompresowaniu. Spałem w kąpielówkach. Waga z trzema trokami do kompresji: 1094g
· karimata w dwóch częściach: 165g. Też jest już stara, cienka i nie śpi się na niej super komfortowo. Spałem dodatkowo na rozłożonych ubraniach. Nie mam innej.
· tarp z odciągami i sześcioma ultralightowymi śledziami pomysłu Toosha. Generalnie bardzo dobry wybór na tak krótkie wyjazdy, jedyne co przeszkadza to brak moskitiery, komary bardzo dały mi się we znaki. Nie wiem czy padało w nocy bo spałem, generalnie nawet jeżeli, to nigdy nie miałem mokrego śpiwora ani innych bagaży znajdujących się w środku. Waga: 515g
· kubek metalowy z przykrywką, w którym gotowałem. Waga: 102g
· spork. Samodzielnie wykonany. Oczywiście do jedzenia. Waga: 22g
· kuchenka firemaple. Mały, gazowy, nakręcany palnik. Troszkę niedokładnie wykonana, ale działa i jestem z niej zadowolony. Na korzyść wagi zrezygnowałem z plastikowego pokrowca o wadze 36g, kuchenkę trzymałem w kubku. Waga: 105g
· pełny kartusz gazu firmy gosystem 225ml. Spokojnie starczyło na cały wyjazd. Waga: 263g
· 2 łyżki do opon. Nie używałem. Waga:30g
· 6 imbusów. Regulowałem hamulec tylny, który kiepsko działał przez badziewny bagażnik. Waga: 66g
· skuwacz z przyklejoną spinką do łańcucha oraz funkcją kluczy do nypli. Używałem do zlikwidowania lekkiego bicia koła tylnego. Waga: 62g
· olej do łańcucha. Finish line zielony. Przed wyjazdem łańcuch ładnie naoliwiłem. W czasie wyjazdu oliwiłem dodatkowo raz. Waga pełnej buteleczki: 64g
· dwie pary rękawiczek lateksowych. Nie używałem. Nie robiłem aż tak brudnych prac przy rowerze. Waga: 11g
· dętka. Nieużyta. Waga: 178g
· rolka taśmy izolacyjnej. Nie używana. Waga pełnej rolki: 17g
· para klocków hamulcowych. Nieużyte. Waga: 69g
· kawałek drutu miedzianego. Nie użyłem. Waga: 24g
· pokrowiec od zestawu naprawczego. Trzymałem wszystko razem, tak jest wygodniej. Waga: 15g
· pokrowiec na sprzęt kuchenny. Waga: 16g
· apteczka. Wodoszczelna, samodzielnie zrobiona. Zawartość opisana jest w poście poświęconym apteczce. Waga: 133g
· szczoteczka do zębów. Ucięta w połowie. Waga: 8g
· pasta do zębów. Mała tubka 25ml. Waga pełnej tubki: 40g
· mały pojemniczek żelu pod prysznic 30ml. Waga pełnego pojemniczka: 44g
· antyperspirant. Bez niego naprawdę śmierdzę. Specjalnie zmniejszony przeze mnie sztyft. Waga pełnego: 54g
· pokrowiec na rzeczy kosmetyczne. Waga: 17g
· 8 pałeczek do uszu. Waga dokładnie 1g
· paczka 10 chusteczek higienicznych. Do wszystkiego, także zamiast papieru toaletowego. Waga: 26g
· kąpielówki. Do mycia się, kąpania w jeziorze i spania. Waga: 94g
· bluza fleecowa. Dość dobry wybór na biwaki oraz jako docieplenie podczas spania. Ja używałem sporadycznie wieczorami. Waga: 205g
SUMA: 3177g

4. BAGAŻ. Pod siatką i pod ekspanderami:
· siatka. Specjalnie zrobiona na tego typu wyjazd. Waga: 40g
· 3 ekspandery to 160g
· bluza rowerowa z długim rękawem. Teraz jak na to patrzę to wystarczyłyby tylko rękawki. Waga bluzy: 229g. Natomiast rękawków:75g
· nogawki. Przydały się. Może nie tyle do jazdy co jako docieplenie na biwaku. Waga: 130g
· kurtka przeciwdeszczowa. Kangurka bez podszewki. Wywietrzniki pod pachami. Ściągacz u dołu i w mankietach. Nieoddychająca. Kaptur ze ściągaczem. Pakowana w kieszonkę. Waga: 213g
· maszty od tarpa. Waga wliczona do tarpa.
· poddupnik, kawałek karimaty. Waga wliczona do karimaty.
· pokrowiec na okulary przeciwsłoneczne+ dwie wymienne szybki+ ściereczka do okularów. Okulary przeciwsłoneczne cały czas wiozłem na sobie. Kiedy ich nie używałem wisiały na szyi. W pokrowcu natomiast wiozłem okulary korekcyjne oraz dwa pudełeczka na soczewki kontaktowe. Waga 59g
· okulary korekcyjne. Nie używałem. Długie noszenie soczewek było mocno komfortowe i nie musiałem zdejmować ich wcześniej. Waga: 27g
· dwa pudełeczka z płynem do soczewek. Jedno pudełeczko na 3 noce. Waga: 30g
SUMA: 888g

5. BAGAŻ. Kieszonki koszulki rowerowej:
· słuchawki Thomson oraz przejściówka ze złącza Jack na miniJack. Słuchawki do telefonu, do słuchania muzyki. Kilka razy sobie posłuchałem czegoś przyjemnego jak było nudno. Waga: 19g
· PDA model ipaq hw6515 firmy HP. Posiada funkcję GSM więc robi mi za telefon, GPS, odtwarza muzykę, filmy, posiada arkusz kalkulacyjny, łączność z Internetem, ebooks i wiele, wiele innych. Przez to, że posiada duży wyświetlacz(3’) bardzo krótko trzyma na dołączonym, standardowo akumulatorze. Zastosowałem akumulator o powiększonej pojemności i palmtop trzyma teraz ponad 4 dni. Waga PDA z powiększoną baterią, klapką na wyświetlacz i rysikiem to 205g
SUMA: 224g

5. BAGAŻ. Na kierownicy:
· laminowana mapa Polski. Bardzo niedokładna. W miejscach gdzie potrzebowałem lepszej, dokładniejszej mapy odpalałem GPS-a z mojego PDA. Waga mapy z gumką ze stoperem mocującą mapę do kierownicy: 85g
SUMA: 85g

Elementy sprzętu, które wiozłem na sobie:
· koszulka rowerowa Crane sport
· buty SPD Accent Terrano
· spodenki rowerowe z wkładką x2- tak, jechałem w podwójnych. Było trochę bardziej miękko
· skarpety z technologią x-static i coolmax. Tylko jedne na 4 dni. Pod koniec nic nie śmierdziało, a ani razu ich nie prałem
· rękawiczki accent el ninio z wkładkami żelowymi
· buff, świetna szmatka, służył mi także jako ręcznik
· okulary przeciwsłoneczne b-skin parite
· zegarek timex ironman
· kompas Recty przerobiony tak, aby dalo się go założyć na wierzchnią część dłoni
Wagi tego sprzętu nie wliczam do rozpiski.

Jedzenie i napoje.
1. Na śniadania jadłem podwójną porcję owsianki z Kauflandu. Zabrałem różne smaki: czekoladową, truskawkową, morelową...Porcje na całą trasę wiozłem ze sobą.
2. W czasie jazdy zatrzymywałem się na dłuższą przerwę i jadłem zupkę chińską Vifon. Cały zapas miałem ze sobą.
3. Na biwaku gotowałem obiadokolację, gotowy makaron sprzedawany w Tesco. Porcję na dwie osoby wciągałem sam bez problemu. Zapas na cały wyjazd wiozłem ze sobą.
4. W czasie jazdy jadłem też różnego rodzaju przegryzki kupowane w sklepach w czasie jazdy. Lody, ciastka zbożowe, batony, czekoladę, na co miałem ochotę.
5. Największą ilość wody jaką wiozłem na raz to było 1.5l w butelce PET w koszyku na bidon.

Waga całego sprzętu: 5755g

Czego mógłbym nie brać lub zastąpić lżejszym?
· Zamiast ciężkiego multitoola zabiorę lekkiego Victorinoxa Spartana(59g)
· Zamiast ciężkiej zapalniczki sztormowej następnym razem zabiorę pewnie legendarnego miniBic-a (11g).
· Drutu miedzianego już więcej nie zabiorę.
· Taśmę izolacyjną będę chciał przekleić gdzieś z rolki. Waga i objętość troszkę spadnie. Tylko przeklejanie taśmy na część roweru nie jest niestety dobrym wyjściem, może dobra będzie buteleczka od oleju do łańcucha?
· Z ubrań na docieplenie wezmę ze sobą bluzę rowerową i rękawki. Zrezygnuję z bluzy fleecowej.
· Słuchawki z przejściówką zamienię na normalne słuchawki z wtyczką miniJack. Kombinowaie z przejściówką kończy się przerywaniem i wypadaniem przejściówki.
· Mapę następnym razem potnę na kawałki i zabiorę tylko te, obejmujące obszar w którym będę się poruszał.
· Do tarpa doszyję moskitierę.
· Zamiast ubierania na siebie dwóch par spodenek kolarskich, kupię sobie bieliznę z wkładką. Lub z jednych spodenek wytnę samą wkładkę i doszyję do drugich spodenek. Jak jest gorąco to w dwóch parach spodenek jest zbyt gorąco.
· Kupię sobie porządny bagażnik aluminiowy.
· Aparat, jak na zwykłą cyfrówkę jest dość duży i ciężki. Wolałbym coś mniejszego i lżejszego. Tego póki co nie będę zmieniał ze względów finansowych oraz dlatego, że jestem zadowolony z dużego zoomu jaki oferuje mój obecny aparat.
· Do wymiany kwalifikuje się również śpiwór. Na coś lżejszego i mniejszego po spakowaniu. Może już puch?

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Zrób to sam- wodoszczelna apteczka osobista./ DIY- Waterproof first aid kit.


Każdy wędrowiec, czy to rowerowy, pieszy czy kajakowy oraz każda inna osoba spędzająca aktywnie czas na świeżym powietrzu wie, że dobrze wyposażona apteczka osobista jest wyposażeniem obowiązkowym. Jednak na nic zdadzą nam się środki opatrunkowe kiedy przy pierwszym deszczu czy wywrotce kajaka zamokną. Do niczego będzie też zbyt duża apteczka, którą z racji słusznej wagi czy rozmiaru z czasem zaczniemy zostawiać w domu. Dlatego wybór tego podstawowego elementu naszego sprzętu wcale nie jest taki prosty. Po wnikliwym przejrzeniu wielu stron internetowych, katalogów oraz ofert sklepów znalazłem apteczkę, która dla mnie byłaby idealną propozycją… idealną gdyby tylko nie ta cena. Mowa o apteczce produkowanej przez dobrze znaną niemiecką firmę Ortlieb:

APTECZKA ORTLIEB

Pod powyższym linkiem można ją kupić albo tylko zobaczyć jak wygląda oryginał.
Ja zamiast kupować, postanowiłem zrobić sobie taką apteczkę samemu. Samo wykonanie nie jest specjalnie skomplikowane i zajęło mi około 40min. Apteczka wykonana jest z lekkiego podgumowanego materiału. Nie ma szwów. Wszystkie łączenia stanowią zgrzewy wykonane na gorąco. Zamykanie opiera się na sprawdzonym systemie rolowanie oraz rzepie velcro. Pełną wodoszczelność uzyskuje się przez trzykrotne zrolowanie zamknięcia oraz zabezpieczeniu go rzepem. Całość spina dodatkowo taśma odblaskowa umożliwiająca dodatkowo niezliczoną ilość sposobów troczenia apteczki do pozostałego sprzętu. Do plecaka, sakw rowerowych, paska czy nawet prętów siodełka rowerowego. Całości dopełnia estetyczny odblaskowy krzyżyk naklejony w dolnym prawym rogu.

Do apteczki takich wymiarów możemy zapakować:
-parę rękawiczek lateksowych (obowiązkowo muszą być- HIV i te sprawy),
-bandaż dziany mały (w przypadku większych skaleczeń),
-3 agrafki (do podtrzymywania bandaża),
-2 igły (przekuwanie pęcherzy),
-3 plastry różnych rozmiarów z opatrunkiem (na małe skaleczenia),
-3 gaziki LEKO (odkażanie, zamiast „dużej” wody utlenionej),
-plaster w rolce (zamiast bandaża przy mniejszych skaleczeniach),
-6 gazików opatrunkowych (przy większych skaleczeniach),
-plaster z opatrunkiem do docinania,
-saszetkę z silica- żelem (wchłania wilgoć jeżeli ta mimo wszystko się dostanie do środka),
-podstawowe leki przeciwbólowe(APAP, Loperamid, No-Spa, Metoklopramid).

Tak przygotowana apteczka jest stałym elementem mojego wyposażenia. Jest lekka, mała i nie muszę się martwić o umieszczone w niej drobiazgi. Ponieważ nie jestem lekarzem to raz, dwa to jest apteczka OSOBISTA i trzy nie jedziemy na Alaskę (no chyba, że jedziemy to polecam większy zestaw środków medycznych a nie to maleństwo) tylko w rejony gdzie na ratunkowy blisko, to taki zestaw uważam za odpowiedni.

Chcesz taką apteczkę? Mam sześć na sprzedaż. Koszt jednej z wyposażeniem to 25zł. Pisz do mnie bucy23@wp.pl

------------------------------------------------------------------------

All people who spend a lot of time outdoor know that first aid kit is an obligatory part of our equipment. But it will be useless when get wet after kayak accident or while raining. Too big kit won’t be comfortable and finally we will leave it at home. That’s why this choice isn’t easy. I have been looking at many websites, catalogues and I have found a good first aid kit for me. It is first aid kit M from Ortlieb. Here you can see how it looks like or buy:


FIRST AID KIT ORTLIEB


For me, this piece of material is too expensive so I decided to made it on my own. It wasn’t very complicated and took about 40 minutes. My kit is made of special rubber and ultralight material which originally is used for making ads or tents for trucks. The kit is completely waterproof becouse there are no seams. I joined all parts with iron. If you want to close the kit you have to roll up and lock by velcro. There is also one strap which is used for fastening the kit to belt, backpack or bike. The cross is reflective.

Now, what I have in my kit:
-a pair of surgery gloves,
-a small bandage (for bigger injuries)
-3 safety-pins (to loch a bandage)
-2 needles (for blisters)
-3 plasters (for small cuts)
-3 LEKO (gazue with alcohol)
-sticking-plaster
-a small pack of silica-gel
-6 absorbent gazue
-a plaster to cut
-some painkillers(APAP, Loperamid, No-Spa, Metoklopramid).

This kind of first aid kit is always in my pack. It is ultralight small and waterproof. Becouse, firstly I’m not a doctor, secondly it is a PERSONAL kit and finally I’m not going to go to Alaska (if you go, please find something bigger) rather somewhere where is close to hospital, I reckon that this kit is ideal.

Want this kind of kit? I have 6 for sale. One is 25zł. Please write me bucy23@wp.pl

środa, 2 czerwca 2010

Witam wszystkich na moim blogu!/ Welcome everybody on my blog!

Czytelniku!

Niniejszy blog poświęcony jest podróżowaniu. Ale moment! Jeżeli rozumiesz przez to cały dzień opalania się na drobniutkim piasku z tapetą Windowsa nad głową, później restaurację i noc w pięciogwiazdkowym hotelu...wyjdź. Nic tu dla siebie nie znajdziesz.

Wolisz namiot? Wschód słońca nad jeziorem okrytym mgiełką tajemnicy? Wieczorne ogniska? Góry?
Witaj! Ten blog jest dla Ciebie! Poznajmy się! Znajdziesz tu relacje z wyjazdów, opisy sprzętu, porady... Masz doświadczenie? Podziel się nim!

Siądźmy więc przy ognisku i porozmawiajmy...przecież: "...home is where the fire burns..."
Rafał

-------------------------------------------------------------------------

Dear Reader!
This blog is about travelling. But wait! If you treat travelling as lying on pretty sand with blue sky over your head, then a restaurant and finally accomodation in five-stars hotel...you should leave that website. You won't find here anything interesting.

Do you prefer a tent? A sun rising over a lake with picturesque fog? Evening firecamps? Mountains? Welcome! This blog is for you. Let's know each other! You will find here reports from trips, gear reviews and some piece of advice...have you got your own experiences? Let's share them with me!

Have a sit near the fire and talk...after all: "...home is where the fire burns..."
Rafał