środa, 23 lutego 2011

55km w zimie. Gdynia-Wejherowo


W niedzielę 20 lutego, wraz z poznanym na forum Jarkiem z Gdyni, wybraliśmy się na zimową przejażdżkę rowerem. Umawialiśmy się przez internet jakiś czas. Szczerze, to ostatecznie wybraliśmy chyba najgorszy dzień jaki tylko można było...jeśli chodzi o pogodę oczywiście.:) Sypało i wiało cały czas.
Telefonicznie umówiliśmy się na spotkanie przy dworcu Gdynia Główna na 12:00. Wyjeżdżając z akademika zauważyłem dzika. Często przychodzą z lasu pod balkony, a studenci zrzucają im chleb i inne frykasy. Dzika zostawiam i ruszam na dworzec.

Na sobie miałem: koszulkę termiczną z długim rękawem, cienki polar, bluzę biegową i dość grubą wiatrówkę. Na nogi założyłem kalesony bawełniane, długie spodnie rowerowe oraz krótkie spodenki rowerowe z wkładką, podwójne skarpety i buty trekkingowe z membraną. Do tego czapka polarowa, przezroczyste okulary rowerowe i podwójne rękawiczki. W moim nowym saddlebagu wiozłem dodatkowo kamizelkę puchową i lustrzankę. Na plecach samodzielnie uszyty plecak z mapą, jedzeniem na trasę, camelbackiem z sokiem pomarańczowym oraz pompkę i podstawowe narzędzia do roweru z dętką. Zestaw sprawdził się, kilka razy co prawda zamarzł mi sok w rurce i był problem z piciem. Pod koniec założyłem na siebie jeszcze tą kamizelkę.

Na miejscu już czeka Jarek. Od razu go poznałem choć to nasza pierwsza trasa, o tej porze roku nie ma zbyt wielu rowerzystów.:) Po kilku słowach odnośnie sprzętu i trasy ruszamy. Najpierw w las gdzie duża warstwa świeżego śniegu skutecznie utrudnia jazdę. Jarek jakoś sobie radzi, mnie idzie o wiele gorzej. Często nie mogę nawet ruszyć i po prostu prowadzę, jak już jakiś cudem uda mi jechać to za wszelką cenę nie chcę się zatrzymywać. Co ciekawe, po głęboki śniegu jedzie się nawet łatwiej niż po koleinach po samochodzie czy biegówkach. Jadąc i prowadząc na zmianę dojeżdżamy na Chwarzno mijając po drodze kilku ludzi na biegówkach. Samego mnie nachodzi myśl, że trzeba było tu na biegach się wybrać, a nie w pedałach ale na głębsze rozważania nie ma czasu ani siły. Muszę dogonić Jarka!



Skręcamy następnie w ulicę Chwarznieńską i robimy chwilowy przystanek na przystanku autobusowym. Jarek się przebiera, ja zjadam kawałek batona i popijam sokiem. Jedziemy dalej do Koleczkowa. W samej miejscowości stajemy przy sklepie na kolejne zaczerpnięcie oddechu i chyba zbyt się rozleniwiamy ponieważ mylimy drogę i zamiast w prawo, skręcamy w lewo...niejako więc wracamy. Orientujemy się dopiero wjeżdżając do Bojana, że coś jest nie tak. Odbijamy więc na Szemud. Z początku jechało mi się nawet świetnie po szosie, ale ten kawałek mocno daje mi się we znaki. Nie mogę nadążyć za Jarkiem na podjazdach, a przecież to je lubię najbardziej. Niedobrze jest z formą, oj niedobrze. Szczerze mówiąc to się "zmieniamy" albo to ja odstaję, albo zostaje z tyłu Jarek. Jakby moc przechodziła z jednego na drugiego...
W Kielnie odbywają się mistrzostwa Polski w jakiś rajdach samochodowych. Specjalnie na tą okazję wylano wodę na asfalt, który zamarzając utworzył lód. Jarek miał okazję przekonać się jaki on był śliski, a asfalt twardy. Na szczęście nic poważnego mu się nie stało.
Przez to, że pomyliliśmy drogę nadłożyliśmy kilka kilometrów oraz ominął nas zjazd z Nowego Dworu Wejherowskiego, ale może to i lepiej. Jeszcze dodatkowe gleby by wpadły na ośnieżonej szosie...



Do Wejherowa dojeżdżamy już po zmroku. Ponieważ Jarek nie miał oświetlenia,a ja tylko tylne powoli i ostrożnie jedziemy, ja z tyłu by obu "oznaczyć" czerwoną lampką.
Docieramy do dworca Wejherowo i SKM-ką wracamy do domów. Żegnamy się na przystanku Gdynia Stocznia, gdzie wysiadam i szybkim krokiem docieram do akademika.
To była naprawdę przyjemna trasa, z której zdjęcia można obejrzeć TUTAJ.

JARKOWI BARDZO DZIĘKUJĘ ZA CIERPLIWOŚĆ, MIŁE SŁOWA I WSPÓLNĄ JAZDĘ. MAM NADZIEJĘ, ŻE JESZCZE NIE RAZ GDZIEŚ RAZEM POJEDZIEMY.


Wyświetl większą mapę

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz