poniedziałek, 28 lutego 2011

82km w zimie, Gdynia-Wejherowo-Gniewino-Wejherowo

Na trasę zdecydowałem się zaraz po przebudzeniu, kiedy zorientowałem się, że pogoda sprzyja. Co więcej wiało dość mocno z południowego-wschodu. Były to idealne warunki na trasę którą już jakiś czas planowałem. Głównym celem był podjazd z dolnego na górny zbiornik elektrowni Żarnowiec.
Ruszam przed 10:00 na Chwarzno. Na wstępie czeka mnie więc podjazd. Jest to przyjemny, mniej więcej 7km niezbyt stromy podjazd- idealny na rozgrzewkę. Szosy są suche, nie licząc kilku odcinków w lesie. Trochę żałuję, że nie zmieniłem ciężkich terenowych opon na lżejsze slicki. Podjazd pokonuję dość sprawnie i dalej jadę do Koleczkowa. Tam, po 20km staję na rozgrzanie stóp. Przystanek robię przy sklepie przy skrzyżowaniu na którym tydzień temu źle skręciliśmy z Jarkiem. Tym razem skręcam prawidłowo w prawo i dalej pedałuję prosto do Nowego Dworu Wejherowskiego. Tam robię kolejny chwilowy postój, kilka zdjęć i zaczynam zjazd do Wejherowa. Wyciągam na nim 52.7km/h- Vmax. tej trasy.



W Wejherowie spotykam się z Dominiką. Dostaję ciasto na drogę i jadę dalej. Droga idzie dość sprawnie, wiatr pomaga, słońce świeci i nawet ptaki śpiewają. Kolejny przystanek w Piaśnicy przy pomniku. Jest to miejsce gdzie mieszczą się groby wielu, zamordowanych przez Niemców w latach 1939-1940, wykształconych Polaków. Niedaleko przebiegała granica polsko-pruska. Z drogi widać tylko pomnik, kilka ławek i tablice informacyjne. Aby obejrzeć groby trzeba zagłębić się dalej w las.



Kolejna wioska na mojej trasie to Tyłowo, docieram tam całkiem sprawnie. Melduję się tam nawet szybciej niż podejrzewałem, marznę w dłonie więc staję na chwilkę żeby rozgrzać dłonie. Widzę już z daleka elektrownię z Żarnowcu. Robię zdjęcie i w towarzystwie świecącego słońca jadę dalej. Po 15min dojeżdżam do jeziora Żarnowieckiego, zamarznięte jezioro prezentuje się bardzo malowniczo i wszystko byłoby pięknie gdyby tylko tak nie wiało.



Zauważam na swoim ciele "strefy zimna", po prostu np. w lewą część uda jest mi o wiele mocniej zimno niż z przodu. Okazuje się, że camelback przecieka i pomoczył mi bok spodni oraz rzeczy w plecaku. Na szczęście nic poważnego się nie stało. Telefon mam wodoszczelny, apteczkę również, dokumenty i aparat w podsiodłówce. Dokręcam rurkę i już jest ok. Troszkę się tylko lepie. Ubrania oraz plecak szybko wysychają. Jeszcze tylko chwilowy postój nad zamarzniętą taflą i zaczynam zaczynam podjazd. Pokonuję go bez zsiadania z roweru na najlżejszym przełożeniu 32/34, jadąc ledwo 8km/h. Na górze jestem naprawdę bardzo zadowolony. Staję przy Kaszubskim Oku, kompleksie rekreacyjno-wypoczynkowym. Mogę go obejrzeć jedynie przez ogrodzenie ponieważ całość jest zamknięta. Samochodem przyjeżdżają również dziadkowie z wnuczką, kiedy okazuje się, że obiekt jest niedostępny szybko odjeżdżają.



Powrót do Wejherowa to już walka z wiatrem, który do tej pory mi pomagał. Dopiero teraz zauważam jaki jest silny. Walczę z nim 15km jadąc ledwo 15km/h. Do Wejherowa dojeżdżam wyczerpany, nie stawałem nawet w trakcie na ogrzanie stóp, bo bałem się, że mogę już nie ruszyć. Efekt jest taki, że nie mogę ruszyć palcami u stóp, kiedy kupuję bilet na dworcu w Wejherowie. Wsiadam w SKM i po pół godzinie wracam do domu. Przed akademikiem zostaję ciekawie podsumowany przez trzech podpitych studentów: "Ej, cwelu po@#$%ło cię z tym rowerem?". Mam nadzieję mimo wszystko, że nie byli to studenci Akademii Morskiej. Jeżeli tak to tylko może mi być za nich wstyd...uczelni również.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz