wtorek, 29 marca 2011

Nocą do Pucka.

Cały dzień coś. Brak czasu, a kilometry wyjeździć trzeba. Nie chcąc sobie odpuszczać, postanowiłem pojechać do Pucka, mimo że lada moment zajdzie słońce, było dość chłodno i nie miałem nic do picia.

Przebijam się przez Gdynię. Jest już szaro. Po drodze, padają mi baterie w GPS-ie więc wstępuję do sklepu i kupuję nowe. Kieruję się dalej na Rumię, zaraz za miastem wjeżdżam na ścieżkę rowerową i zachodzi słońce.



Samochodów nie ma zbyt dużo, a i wiatr sprzyja więc jedzie się dość sprawnie. Przeszkadzają tylko dość spore dziury w asfalcie. Mam słabą lampkę więc nie wszystkie zauważam i czasem mam niespodziankę. Do Mrzezina płasko jak stół, ale tam zaczyna świetny 50m podjazd. Pokonuję go dość sprawnie i kieruję się dalej. To już rzut beretem i melduję się w Pucku.



Staję na chwilę, orientując się gdzie jest dworzec PKP. Okazuje się, że pociąg mam za ok 40min więc jadę jeszcze nad morze na rynek i "molko".





Wracam na dworzec, czekam jeszcze 10min przez które trochę marznę, ale podjeżdża pociąg, kupuję bilet u konduktora bo kasy na dworcu były już zamknięte i spokojnie jadę do Gdyni.

Za jakość zdjęć przepraszam- komórka.

piątek, 25 marca 2011

Hi- Tec Twin 2- recenzja.

Twin 2 to ekonomiczna propozycja lekkiego i małego namiotu dostępnego na rynku polskim. Za 170zł (w najgorszym przypadku) dostajemy w paczce lekkie i małe zawiniątko. Namiot dostarczany jest w przyjemnym czarnym pokrowcu zapinanym na zamek błyskawiczny z dwoma uchwytami do przenoszenia wykonanymi z pomarańczowej taśmy. Pokrowiec można polubić jednak jest w nim kilka rzeczy do poprawki. Napiszę o tym później.



Szybko spakowałem go do plecaka, wsiadłem na rower i w plener! Dojechałem na miłą polankę i wziąłem się za rozkładanie mojego nowego domku. Rozpinam pokrowiec i moim oczom ukazuje się szare zawiniątko związane kiepskim troczkiem (zawsze dodają te chamskie troczki zrobione ze złożonego i przeszytego materiału). Rozwiązałem i rozwinąłem namiot. W środku są: pokrowiec z masztami i ze szpilkami. Najpierw otwieram pokro z masztami. Nic specjalnego- jeden jest mały, drugi duży. Wykonane z włókna szklanego. Przychodzi czas na otwarcie pokro ze szpilkami. Szpilki w tym namiocie są stalowe, długie, ciężkie i grube. No i się błyszczą.



Rozkładanie namiotu nie sprawia kłopotu. Najpierw przyszpilowujemy podłogę. Do tego potrzeba aż 8 szpilek. Na szczęście znalazłem sposób żeby użyć do tego tylko połowy czyli 4. Dokładniej o tym patencie napiszę później. Składamy maszty. Wsuwamy je w kanały w sypialni (pomarańczowe- chyba dla ułatwienia lokalizacji). Wyższy dodatkowo mocujemy takimi plastikowymi zatrzaskami. Konstrukcja już stoi. Sypialnia wykonana jest z siatki i chyba nylonu. Po roku używania nic się nie pruje, nic się nie porwało. Podłoga mimo rozkładania na różnym podłożu nie przetarła się, nie popruła. Szwy są podklejane i nie puszczają wody. Podłoga jest cienka, należy mieć to na uwadze przy dalszym używaniu jednak sądzę, że nie warto stosować dodatkowych płacht pod namiot. Nie po to walczymy o każdy gram w namiocie, żeby później ciągać dodatkową płachtę rozkładaną pod namiot.



Na to narzucamy tropik. Szkoda, że sypialania nie jest podwieszana do tropiku. Ułatwiło by to rozkładanie i byłoby zbawienne podczas rozkładania namiotu w deszczu. Przyszpilowujemy go do podłoża i dodatkowo naciągamy dwoma odciągami. Odciągi są zbyt grube, warto wymienić je na cieńsze linki. Zamiast plastikowych stoperów polecam zastosować węzły samozaciskowe- lżej! Teraz widzimy już wszystko: dwa otwory wentylacyjne, dwa wejścia. Jak na dwójkę to Twin jest ciasny. Jedynką za to jest wielką! W najwyższym punkcie ma 100cm więc można siąść. Przedsionków brak- ja bym zaryzykował gotowanie w środku, przy zachowaniu minimum ostrożności. Wejścia są spore, po zrolowaniu można je podczepić u góry. Wspomniane wejścia są świetne, raz, że łatwo dzięki nim błyskawicznie można przewietrzyć namiot, a dwa- nie chodzić nad współlokatorem kiedy chcemy wyjść.





Możemy rozpiąć sam tropik i zostawić moskitierę- spory plus.



Ponieważ jest to namiot dwupowłokowy, kondensacja to marginalny problem. Odporność na wiatr również jest ok., mimo że nie jest to opływowe igloo. Waga w oryginale wynosi 2450g. Ponieważ producent podaje 2300g różnica jest duża co mi się nie spodobało. Z wagą można zejść poniżej dwóch kilogramów. Głównie na szpilkach ponieważ te oryginalne ważą 550g!
Aby odchudzić trochę ten namiot:
1) Wymieniłem je na lżejsze aluminiowe, wykonane samodzielnie, śledzie.



2) Skróciłem uchwyty przy pokrowcu.
3) Odprułem tą chamską metkę od pokrowca- i tak za jakiś czas będzie biała, wszystkie tak mają.
4) Zrezygnowałem z pokrowców na maszty i śledzie.
5) Odciągi skróciłem i zastąpiłem lżejszym i cieńszym repikiem.
6) Metalowe uchwyty od zamków błyskawicznych (13!) zastąpiłem pętelkami z linki.



7) Zamiast szpilować podłogę i tropik oddzielnie zastosowałem pętle z repika od podłogi, tak aby te same śledzie mocowały dwie składowe namiotu.



Udało mi się zejść do 1962g. Za taką cenę nie udało mi się znaleźć równie lekkiego, małego i dwupowłokowego namiotu.

czwartek, 24 marca 2011

Kolosy 2011- niedziela!

Ostatni wpis z Kolosów, festiwalu podróżniczego, który odbył się w Gdyni. Niedziela była generalnie podsumowaniem "rywalizacji". Czy prócz ceremonii wręczenia nagród było coś ciekawego na Hali? Co nakręcił Kamiński, i czyj film został okrzyknięty najzabawniejszym? Poczytajcie.



Ceremonia wręczenia nagród: Kolosów, wyróżnień, nagrody im. Andrzeja Zawady oraz nagrody dziennikarzy zaczęła się o 16:00. Przebiegła dość sprawnie. Sporo osób zdziwionych było, że Super Kolosa wręczono już w piątek- i cóż tu dużo mówić...zawiedzionych. Ceremonia była prowadzona przez Hannę Wilczyńską Toczko i Jerzego Boja. Najważniejsze osoby które zasłużenie otrzymały nagrody już wymieniłem, nie będę pisał o innych, bo ani nie pasują do tego bloga, ani nie interesują mnie, osobiście. Nie wnikam też w kontrowersyjne potraktowanie Białej Pantery...

Po ceremonii odbył się koncert AINU. Dla mnie? Taki polski Indianin z miejscowości turystycznych. Nic specjalnego.



Po koncercie została przyznana nagroda na "spełnienie marzeń" z tytułu memoriału im. Piotra Morawskiego. Memoriał został zorganizowany przez Olgę Morawską- żonę alpinisty oraz Alpinusa- sponsora Piotra. Z wielu pomysłów na wyprawę, komisja wybrała jedną. Twórca otrzymał sporą sumę na zorganizowanie wymyślonego przez siebie przedsięwzięcia.

"Sam nie wiem gdzie"- to było coś! Film nie zapowiadał się wyjątkowo i prawdę mówiąc miałem wyjść coś zjeść. Aleeee, był chyba najlepszym z całego festiwalu. Zabawne komentarze, świetne ujęcia dynamiczne, ambitne efekty stworzone przy montażu, oglądałem z wielkim zaciekawieniem. Półtoramiesięczna podróż motorami przez góry Tien-Shan, trekking na lodowcu oraz próba zdobycia siedmiotysięcznika to wszystko było pokazane naprawdę niesamowicie przyjemnie. Gdybym tylko mógł ten film sobie skądś załatwić...obejrzałbym jeszcze nie jeden raz.

Po tak wysoko postawionej poprzeczce, film Marka Kamińskiego "Ekspedycja Wisła" niestety nie zrobił na mnie wrażenia. Oczywiście całe przedsięwzięcie robi wrażenie i budzi zazdrość, ale nie jest tak barwne jak wcześniejsza podróż.

sobota, 19 marca 2011

Kolosy 2011-sobota!

Sobotnie Kolosy rozpoczęły się o 10:00. Praktycznie cały pierwszy blok składał się z pokazów z wypraw żeglarskich. Ponieważ ani trochę mnie to nie interesuje, postanowiłem odpuścić.



Pojawiłem się z Dominiką i jej koleżanką na sali akurat na pokaz M. i P. Opasków, którzy prezentowali błotnistą podróż po Madagaskarze na zakupionych na miejscu, chińskich rowerach. Ponieważ ze względów technicznych zdjęcia były pomieszane i trochę skakaliśmy z płaskowyżów w dżunglę i do warsztatu gdzie spawano bagażniki, cały pokaz stracił swój urok.



Następny pokaz obrazował życie koczownicze ludności północno-zachodniego Jamału. Magdalena Skopek przez dwa miesiące żyła z tamtejszą rodziną Akatteto. Zdjęcia pokazywały podróżniczkę ubraną w skóry renifera jedzącą surowe mięso, obcinającą rogi reniferom, śpiącą w tradycyjnym czumie. Świetnie została jej podróż podsumowana kiedy Magda odbierała Kolosa w kategorii podróże, "nie wlazła w buciorach w ich życie, ale weszła do nich w ich butach". Świetna narracja dopełniała zdjęcia, całość stworzyła naprawdę świetną opowieść. Wielkie gratulacje dla Magadaleny, a właściwie...Mjagnie Akatteto bo właśnie takie nienieckie imię otrzymała.

O 16:30 doczekałem się wreszcie pokazu, którego wypatrywałem od samego początku. Rowerowa "Kropla Świata", wyprawa Sylwestra Czerwińskiego. Dwuipółletnia wyprawa przez pół świata, 50tys. kilometrów. Czy trzeba pisać coś więcej? Piekarz z Goleniowa przez 5 lat pracował i odkładał na ten wyjazd. Kiedy już ruszył- nie było na niego mocnych. Ciężkie zimy czy nieprzyjaźni ludzie, defekty...wszystko to Pan Sylwester komentował niezwykle spokojnie- jakby było to coś najnormalniejszego w świecie. Świetne zdjęcia i film nakręcony z humorem. Bójka z pewnym Wietnamczykiem oraz powrót z wyprawy z...żoną tylko dodają punktów do "niesamowitości" wyprawie. Tak jak napisałem...głównie na "Kroplę" czekałem i nie zawiodłem się. Sylwester Czerwiński całkowicie zasłużenie otrzymał w niedzielę Kolosa w kategorii Wyczyn Roku. Gratulacje!



Jak wcześniej tak i teraz na końcu pokazy najgorsze. Odwracamy tabelę i pierwsze miejsce w tej średnio zaszczytnej klasyfikacji zajmuuuuujjjjeee...Campus Australia Expedition 2010 za film w pełnym HD, lans sponsora oraz najczystszych podróżników ever. Drugie miejsce to Anna Gunkowska ze swoim pokazem "Trzeci Świat odrzuca kapitalizm" za bardzo usypiający głos narratorki.

Ponieważ tym razem musiałem wrócić wcześniej do domu wychodzimy po końcu tego bloku ok. 19:00.

czwartek, 17 marca 2011

Kolosy 2011-piątek!

W dniach 11-13 marca w Hali Widowiskowo-Sportowej w Gdyni odbył się podróżniczy festiwal Kolosy. Impreza jest bardzo znana w Polsce, nic dziwnego ponieważ w tym roku odbyła się po raz 13! Tegoroczna edycja obfitowała w kilku gości specjalnych.



Na Kolosach spędziłem praktycznie cały weekend, miałem więc okazję posłuchać wielu podróżników i pooglądać ich zdjęcia oraz filmy. Podotykać kilku nowości producentów sprzętu outdoorowego oraz na żywo spotkać się z kilkorgiem internetowych znajomych. Co ciekawego się dowiedziałem, a co mnie znudziło doszczętnie? Posłuchajcie!



PIĄTEK
Piątkowe pokazy upłynęły mi pod znakiem świetnego filmu Piotra Mitko "Islandia jest kobietą". Piotr spędził na Islandii sześć tygodni podczas których przejechał 4 tys. km na przekór silnemu wiatrowi, deszczom i trudnym drogom. Film obrazował piękno wyspy oraz uczucia rowerzysty. Pokaz został nagrodzony głośnymi brawami.

Kolejnym świetnym punktem pokazów z pierwszego dnia była prelekcja "Tryptyk Islandzki". Trójka Polaków przez 35dni strawersowali Islandię ze wschodu na zachód zahaczając o dwa lodowce wyspy. To co najbardziej rzucało się w oczy to to, że autorzy tej niesamowitej wyprawy połączyli rower, narty i trekking w rakach. Całość odbyła się bez wsparcia z zewnątrz oraz obfitowała w mnóstwo niebezpiecznych sytuacji, głównie podczas pokonywania głębokich szczelin lodowca.



Ukoronowaniem piątku była dokumentacja epickiej powieści Long Walk Plus Expedition. Z takim przedsięwzięciem jeszcze się nie spotkałem. Witold Gliński był jednym z uczestników niewiarygodnej wręcz ucieczki z sowieckiego obozu pracy. Siedmiu więźniów pod jego przywództwem uciekało przez 6.5tys. km docierając ostatecznie do Kalkuty. Glińskiego, mieszkającego w Wielkiej Brytanii, odnajdują: Filip Drożdż, Tomasz Grzywaczewski i Bartosz Malinowski. Decydują się powtórzyć trasę więźniów. Pieszo przez tajgę, konno i rowerem przez Mongolię. Podróżnicy pokonali w pół roku 8 tys. km. Zgodnie stwierdzili, że najgorszym etapem było przedzieranie się przez tajgę z ciężkimi plecakami.

Najnudniejszą część pokazów stanowiły prelekcje gości specjalnych: Jana Gacia, który opowiadał o postrzeganiu roku 2012 przez Majów oraz Maxa Cegielskiego, który zwracał uwagę na całkowite podporządkowanie się ludzi bogu, umartwienia i kulty ku czci bogów.
Już w piątek Super Kolosa otrzymał gość specjalny Kolosów Piotr Pustelnik za zdobycie Korony Himalajów. Potrzebował na to aż 20lat, mimo to nie odpuścił i dołączył do wąskiego grona ludzi, którzy zdobyli wszystkie najwyższe szczyty Ziemi.

Mimo, że piątkowy wieczór obfitował w kilka innych prezentacji rowerowych, żadna z nich nie zapadła mi w pamięci. Oczywiście były to wyprawy godne pozazdroszczenia, ale sposób prezentacji pozostawiał wiele do życzenia. W piątek miałem również okazję spotkać się z kilkoma osobami z podrozerowerowe.info.
Miło było się z Wami zobaczyć, dzięki!

środa, 9 marca 2011

Poniedziałek, na uczelni i po laboratoriach.

Dziś mam dla Was dwa kolaże. Jeden to kilka probówek pochodzących z zajęć na AM, na laboratoriach z biochemii. Pracujemy w trójkach, dziękuję mojemu zespołowi: K. i M. Takie o kolorki i warstwy różnych substancji:




Po zajęciach natomiast, korzystając z pięknej pogody wybrałem się na rower. Najpierw pojeździłem trochę po mieście i podjechałem pod szkołę Dominiki. Odprowadziłem ją na kolejkę i dalej podjechałem na Redłowo i zjechałem lasem na Polankę Redłowską. Morze pokrywają pływające kry co tworzy bardzo malowniczy widok. Popędziłem bulwarem na Skwer Kościuszki i dalej podjechałem na Chwarzno- mój drugi ulubiony podjazd. :) Przyjemne rozpoczęcie ciepłych przejażdżek skończyło się wraz ze zjazdem z Chwarzna. Na jednym ze skrzyżowaniu musiałem ostro hamować ponieważ skręcający w lewo, jadący z naprzeciwka samochód nie ustąpił mi pierwszeństwa. Skończyło się OTB, wylądowałem na masce samochodu i spadłem na asfalt, rower przeszlifował asfalt.

Otarte są rogi, manetki i siodło. Połamane saneczki od licznika. Mam nadzieję, że "tylko" to. Ja mam przedarte spodnie, rękawiczki i kurtkę. Poobijane i poobcierane kolana, lewe udo i lewe przedramię. Bardzo boli mnie lewy nadgarstek więc wykonałem na wszelki wypadek prześwietlenie, prawy również czuję ale o wiele mniej. Na szczęście zdjęcie nic nie wykazało i skończyło się na strachu oraz okładach z Altacetu. Na rower wracam zapewne w przyszłym tygodniu.