niedziela, 21 sierpnia 2011

Kolejne latarnie zdobyte!


Kontynuując zbieractwo latarni morskich postanowiłem, korzystając z wolnej niedzieli, odwiedzić latarnie morskie w Jarosławcu oraz w Ustce. Na trasę ruszyłem około 09:00 dosiadając mojego Peugeota.
Pogoda idealna: ciepło i bez wiatru. Asfalt średni. Jadę. Najpierw na Sławno, gdzie skręcam w prawo na Bobrowice. Drogę mam praktycznie dla siebie, ze względu na jej marny stan jadę środkiem, ale ponieważ i tak samochodów nie ma nikomu to nie przeszkadza. Dookoła mnie piękne krajobrazy, pola i łąki. Taką właśnie jazdę lubię. Ptaki śpiewają, słychać świerszcze. Napęd mojego roweru nie zagłusza tych odgłosów. Samochody też nie. To nienormalne jechać w takich warunkach ze słuchawkami na uszach. A niektórzy tak potrafią...Do Bobrowic nie wjeżdżam, skręcam w lewo prosto na Jarosławiec. Droga zmienia się niestety na tragiczną, w dziurach ustawiono wręcz słupki dla bezpieczeństwa, a samochody mijają się na zakładkę. Ja bardzo uważnie mijam wszystkie dziury, ponieważ nie mam ze sobą ani zapasowej opony, ani nawet dętki czy łatek. Niestety 7km przed Naćmierzą wpadam tylnym kołem w dużą dziurę. Przednie zdążyłem podrzucić i wyszło bez szwanku, jednak z tyłu złapałem typowego snake-a. Na szczęście miałem ze sobą łyżki do opon, szybo więc dostałem się do opony i zlokalizowałem dziury. Naiwnie myślałem, że wystarczy owinąć dętkę w tym miejscu taśmą izolacyjną, którą akurat miałem ze sobą, jednak rozwiązanie to na nic się oczywiście nie zdało. 7km do Naćmierzy pokonałem więc pieszo. We wsi na szczęście otwarty był sklep, gdzie kupiłem Kropelkę. Zakleiłem nią dziury i dodatkowo przykleiłem Kropelką taśmą. To na szczęście zadziałało i mogłem jechać dalej. Do Jarosławca zostało tylko 5km, więc błyskawicznie melduję się pod kolejną latarnią, którą widać już z daleka. Do samej latarni jest lekko pod górę, pokonuję ten podjazd sprawnie i kupuję bilet. Co ciekawe, w Darłowie mogłem, jako student, kupić bilet ulgowy, tutaj natomiast nie mogę. Od razu proszę o pieczątkę. Niestety w środku nie ma gdzie postawić roweru. Ryzykuję więc i zostawiam nie zapięty rower na zewnątrz. Wchodzę na górę i robię panoramę. Widok jest ładny więc zostaję na górze dobry kawałek. Z Jarosławca wyjeżdżam kiepściutką boczną drogą, która ostatecznie W Jeziorzanach zmienia się w bruk po którym praktycznie nie da się jechać. Do tego przecież moja tylna dętka jest połatana bardzo prowizorycznie i w każdym momencie pod takim obciążeniem może ponownie się rozszczelnić. Na szczęście odcinek jest krótki i zaraz wyjeżdżam na lepszą drogę. Mijam tam starszą parę sakwiarzy. Witam się, jednak szybko odjeżdżam ponieważ jadą bardzo wolno. Po lewo widzę z daleko niebieską taflę jeziora Wicko. Jadąc czerwonym szlakiem oznaczonym również jako międzynarodowy R-10 dojeżdżam prosto do Ustki. Ponieważ miasto jest zdecydowanie większe niż Jarosławiec, mocno tu kluczę zanim znajduję latarnię. Obsługa w niej jest bardzo miła, pozwalają mi zostawić rower w środku i chwilę zagadują pytając skąd jadę W Ustce zostaję dłużej, ponieważ jadę jeszcze na falochron, później na plażę (niestety w morzy się nie wykąpałem ze względu na straszny tłok na plaży, oraz to, że musiałbym zostawić rower bez opieki) i na końcu jeszcze zjadłem pod sklepem dwie bułki, które popiłem kefirem. To był mój jedyny posiłek na tej trasie, nie licząc sześciu krówek, które jadłem po drodze. Powrót to z początku jazda tą samą drogą, którą tu dojechałem. Wracając, ponownie mijam więc spotkaną wcześniej parę z sakwami. W Zaleskim jednak odbijam w lewo na Sławno. Trochę mi się już nudzi, do tego jeździ tu dużo samochodów, więc zakładam na uszy słuchawki i przy muzyce docieram do miasta. Przebijam się przez znane sobie Sławno. Wyjeżdżam na drogę nr6, która tradycyjnie wita mnie dobrą nawierzchnią i szerokim poboczem. W takich warunkach szybko dojeżdżam do pokoju.
Wstępnie miałem plany by pojechać jeszcze dalej, do Czołpina i zaliczyć tam trzecią tego dnia latarnię. Ponieważ jednak straciłem trochę czasu na naprawę dętki, do tego wciąż się bałem o jej ponowne uszkodzenie (w oponie jest dziura na wylot) odpuściłem sobie. Z powrotem byłem około 17:00. Wycieczka bardzo mi się udała i zawsze można sobie było zająć czymś myśli...

Więcej zdjęć TUTAJ

Dst: 108km
T: 04:27
Vmax: 50km/h
Vśr: 25km/h

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz