wtorek, 29 maja 2012

Sakwy, worki i plecaki. Komu co i dlaczego...


Na rowerze jeżdżę sporo. Sporo więc obserwuję, a to co widzę przyprawia czasem o ból głowy. Kolumna rowerzystów, jeden wiezie reklamówki na kierownicy, inny wielki plecak na ramionach, trzeci walczy ze zsuwającą się z bagażnika torbą podróżną. A przecież sposoby rozmieszczenia wszystkich naszych bagaży na rowerze wcale nie są skomplikowane. Jest ich za to sporo bowiem zależą od wielu czynników. Spróbujmy je sobie wymienić:
  • Jak długo będzie trwać nasza wycieczka, a więc automatycznie...ile bagażu musimy zabrać?
  • W jaki teren i jakim rowerem jedziemy?
  • Czy będziemy korzystać także z komunikacji masowej?
  • W jaki klimat się wybieramy?
  • Itp... itd...

Ponieważ większość z Was, drodzy czytelnicy, najczęściej jeździ na krótkie, jednodniowe wycieczki w tym artykule opiszę głównie sposoby przewożenia sprzętu właśnie na takich wypadach.


Tego sposobu nawadniania początkującym nie polecamy, zarezerwowany jest wyłącznie dla profesjonalistów.

Podstawowa sprawa na wycieczce rowerowej to oczywiście woda. Sposobów jej transportu mamy kilka. Najpopularniejszym i najprostszym są oczywiście bidony. W takim przypadku wodę trzymamy w specjalnych butelkach różniących się pojemnością (zwanych właśnie bidonami), które umocowane są w tzw. koszykach, które są przykręcone do różnych części roweru. Różnych, bowiem nie muszą być przykręcane tylko i wyłącznie do ramy. Na rynku dostępne są bowiem również uchwyty umożliwiające przewożenie bidonów za siodełkiem czy na kierownicy. Jeżdżący na dłuższe trasy zabierają ze sobą nawet trzy bidony na raz. Z tego klasycznego sposobu korzystają najczęściej szosowcy, ponieważ jadąc po gładkim asfalcie łatwo możemy w każdej chwili wyjąć bidon i się napić. Ponad to nic nie wieziemy na plecach, dzięki temu nie pocą się one nam oraz mamy nieograniczoną swobodę ruchu. Co jeśli jeździmy w terenie, gdzie nie zawsze mamy możliwość puścić kierownicę?


Genialny w swej prostocie wynalazek- camelback!

Ten problem rozwiązuje drugi sposób czyli camelbacki. Camelback to system składający się z worka, wykonanego z wytrzymałego tworzywa, do którego przymocowana jest rurka zakończona ustnikiem. Worek umieszczony jest najczęściej w plecaku, rurka natomiast jest poprowadzona po szelkach plecaka na zewnątrz w okolice ust użytkownika. System ten zyskał ogromną popularność właśnie ze względu na możliwość użytkowania bez absorbowania rąk, te mogą cały czas trzymać rozedrganą kierownicę naszego pojazdu. Ustnik trzymamy w zębach i lekko go ściskając możemy pić płyn znajdujący się z reguły na naszych plecach. Plecaki i camelbacki stosują głównie maratończycy jeżdżący w trudnym terenie długie trasy, podczas których potrzebują większej ilości płynu. Camelbacki umożliwiają bowiem zabranie od 0.5l do nawet 3l napojów, podczas kiedy największe bidony mają pojemność 800ml. Konieczność wożenia plecaka odrzuca sporą część rowerzystów od używania cameli. Nic jednak straconego, ponieważ ostatnio natknąłem się w sieci na taki oto patent, gdzie worek umieszczony został w sakwie rowerowej:


Wygoda picia w każdych warunkach bez konieczności wożenia plecaka! Nowość!

Woda to jedno, musimy bowiem rozwiązać również problem umieszczenia gdzieś wszystkich innych drobiazgów, które chcemy ze sobą zabrać. Na kilkugodzinną przejażdżkę wystarczą nam kieszonki naszej koszulki rowerowej. Zmieszczą one klucze do domu, komórkę, batony, odtwarzacz mp3 i podstawowe narzędzia do roweru, a nawet dętkę i małą pompkę rowerową. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać niewygodne jednak nasz drobny bagaż nie wypada ani nie przeszkadza czy uwiera nas w czasie jazdy.
Jeśli zamierzamy wybrać się na rower na trochę dłużej lub chcemy po prostu zabrać ze sobą np. coś cieplejszego czy kurtkę przeciwdeszczową, zmuszeni jesteśmy do skorzystania z plecaka lub jednego z wielu rodzajów sakw rowerowych. Jeśli korzystamy z camelbacka to sprawa jest prosta. Plecak, w którym będziemy wozić cały system pomieści nam również trochę większych objętościowo drobiazgów. Kilka teraz więc słów odnośnie samego plecaka rowerowego. Najważniejsza jest wentylacja pleców i ramion. Najlepsze plecaki rowerowe są napięte na swego rodzaju pałąkach, które odsuwają materiał od naszych pleców, do których przylega tylko siateczka. Dzięki temu pomiędzy plecakiem, a naszą skórą powstaje niejako poduszka powietrzna zapobiegająca poceniu się. Dobry plecak rowerowy musi również sztywno trzymać się na ramionach, zdecydowanie nie może się majtać na boki podczas intensywnego pedałowania. Musi również posiadać odpowiedni kształt, który nie będzie krępował nam ruchów oraz odpowiednie zawieszenie dzięki któremu nie będziemy zahaczać o górę plecaka kaskiem, kiedy będziemy zadzierać głowę podczas jazdy. Plecak rowerowy powinien również posiadać uchwyt na lampkę rowerową oraz rzucający się w oczy pokrowiec wodoszczelny, mile widziany jest również uchwyt na kask.
Kiedy jednak wodę wozimy w bidonach to stajemy przed koniecznością wyboru sakwy rowerowej. Możemy kupić jedną z dostępnych na rynku sakw podsiodłowych, które występują w różnych wielkościach; możemy też skorzystać z sakw mocowanych w trójkącie ramy lub w okolicach sterów, lub z sakwy na kierownicę.


Przykład jednej z wielu dostępnych na rynku sakiewek podsiodłowych.

Każdy rodzaj tych sakw ma swoje plusy i minusy. Sakwy podsiodłowe nie generują praktycznie żadnych oporów powietrza, umieszczone są jednak w taki sposób, że nie sposób z nich wyjąć niczego podczas jazdy oraz jeśli tylko pada to cała woda z tylnego koła leci właśnie na nie. Skawy mocowane w trójkącie ramy są mniejsze jednak łatwo z nich korzystać nie zsiadając z roweru. Te mocowane w okolicach sterów również łatwo otworzyć podczas jazdy, jednak czasem zahacza się o nie kolanami podczas pedałowania na stojąco. Sakwy na kierownicę są natomiast najbardziej pojemne jednak generują spore opory powietrza.

Bardzo ciekawy trend, który zaczyna zdobywać w Polsce coraz większą popularność to tzw. bikepacking. Pomysł pochodzi z USA i polega na stosowaniu sporych sakw rowerowych zawieszanych bezpośrednio na rowerze, bez użycia bagażników. Rezygnacja z bagażników minimalizuje wagę, a sama konstrukcja sakw ogranicza opory powietrza dzięki temu, że poszczególne sakwy nie wystają specjalnie poza obrys roweru, ograniczone są również przypadki zahaczenia sakwą o drzewo czy skałę podczas jazdy w trudnym terenie. Na system składa się pięć sakw, które oczywiście mogą być również używane solo. Rozmieszczenie bagażu do kilku sakw powoduje również lepsze rozłożenie masy na cały rower co poprawia jego właściwości jezdne. W Polsce sakwy tego typu są już coraz łatwiej dostępne.



Przykład zastosowania bikepackingu: na rowerze widzimy saddlebaga, tankbaga i barbaga.

Jeśli jednak nie przeszkadzają nam bagażniki, możemy zyskać podobną objętość bagażową stosując którąś z dostępnych na rynku sakw mocowanych do nich. W tym miejscu warto wspomnieć o samych bagażnikach. Bagażnik może być klasyczny mocowany do ramy w trzech lub czterech miejscach lub sztycowy, które mocuje się do ramy w jednym tylko miejscu. Bagażniki klasyczne mają zdecydowanie większą ładowność w porównaniu do sztycowych (często nawet 40kg vs max 10kg) jednak wyglądają mniej sportowo i nie założymy ich do każdego roweru. Bagażniki klasyczne produkowane są ze stali, aluminium, a nawet tytanu. Godne polecenia bagażniki produkuje Crosso oraz Tubus. Bagażniki sztycowe śmiało możemy wybierać spośród oferty Topeak-a. Wróćmy jednak do sakw. Jednym z najciekawszych modeli są te oferujące rozkładane, dodatkowe boczne kieszenie powiększające pojemność. Sakwy takie ma w swej ofercie Author, Sport Arsenal oraz Topeak.

Na sam koniec jeszcze spójrzmy na tradycyjną konfigurację bagażników i sakw w wersji „długodystansowej”. Wybierając się na długi wyjazd, może nawet kilkumiesięczny. Zmuszeni będziemy do dokręcenia do roweru bagażników tylnego i przedniego. Na bagażniki założymy komplet sakw: dwie na tył, dwie na przód i do tego wór transportowy. Sakwy tego typu są najczęściej całkowicie wodoszczelne. Oznacza to, że nawet całkowicie zanurzone w wodzie nie puszczą wody do środka. Wodoszczelność swą zawdzięczają rolowanemu zamknięciu, klejonym szwom oraz podgumowanemu materiałowi. Wiele firm posiada tego typu sakwy w swej ofercie jednak najpopularniejsze są od naszego, polskiego Crosso oraz niemieckiego Ortlieb-a.


Komplet przednich i tylnych sakw. Gdyby dołożyć tu jeszcze wór transportowy w sumie wyszłoby 120l pojemności bagażowej!

Na jaki system byśmy się nie zdecydowali, możemy być pewni że zyskamy wygodę oraz ochronę naszych drobiazgów podczas jazdy. Idealny natomiast system poznamy po tym, że zapakujemy dzięki niemu wszystko co zechcemy, podczas jazdy bagaż nie będzie nam przeszkadzał, a kiedy będziemy chcieli coś wyjąć pozwoli na świetny dostęp do zawartości.

 

niedziela, 20 maja 2012

Panoramy z górskiej majówki.

Widok z Przełęczy Jałowieckiej.

Przed pierwszym noclegiem...

Na Mosornym Gronie.

Tatry w całej swej okazałości.

środa, 16 maja 2012

Dynamo, odblaski i LED-y, czyli rowerowa choinka.

„Rower musi być wyposażony w:

   1. światło pozycyjne przednie o barwie białej lub żółtej selektywnej,
   2. światło pozycyjne tylne barwy czerwonej,
   3. światło odblaskowe tylne czerwone o kształcie innym niż trójkąt...”
(Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 31.12.2002, Dz. Ustaw 2003 nr 32 poz. 262, paragraf 53.1)

Tak brzmi oficjalne stanowisko państwa wobec oświetlenia roweru. W uproszczeniu przy rowerze powinny znajdować się dwa światła. Przednie białe i tylne czerwone. Tak jak w większości przypadków, tak i teraz, na rynku mamy mnóstwo różnych propozycji jak pozostać na drodze widocznym i jak widzieć w całkowitych ciemnościach.
Skupmy się może najpierw na świetle tylnym. Tu akurat sprawa jest prosta. Większość dostępnych na rynku światełek to zwykłe żarówki lub diody zapakowane w czerwone obudowy. Często na górze mamy szybkę przez którą świeci żarówka, natomiast dolną część światła stanowi powierzchnia odblaskowa. Główna różnica między określonymi lampkami to sposób ich zasilania. Możemy zdecydować się na dynamo lub baterie, tudzież akumulatorki. Pierwszy sposób posiada praktycznie same wady. Niestety, zwykłe dynama to przeszłość i dobrze pasują może do dawnych Jubilatów, nie jednak do nowoczesnych, teraźniejszych rowerów. Dynamo, kiedy pracuje, generuje duże opory podczas jazdy. Odpowiedzmy sobie czy naprawdę potrzebujemy utrudniać sobie jazdę? Nie wystarczy solidny podjazd? Poza tym, niedokładnie wykonana instalacja elektryczna jest wrażliwa na wilgoć, której przecież na rowerze nie unikniemy oraz nie działa w czasie naszego postoju. Oznacza to, że kiedy przystaniemy chwilę na poboczu, światło nie świeci i w sumie moglibyśmy go w ogóle nie mieć. Na końcu wreszcie całość sporo waży i nie oszukujmy się...szpeci nowoczesne wyścigowe rowery.



Z tym co napisałem powyżej nieco kłóci się idea dynama ukrytego w przedniej piaście. Są to nowoczesne konstrukcje, działające na zasadzie ciągłej pracy. Oznacza to, że nie czujemy wyraźnej różnicy, kiedy faktycznie zasilają nam oświetlenie, a kiedy je odłączamy. Opory, jakie stawia tego typu dynamo są na tyle małe, że można by je pominąć jednak fakt jest taki, że one występują. Producenci rozwiązali również inna wadę dynama. Większość nowoczesnych instalacji montowanych w rowerach posiada swego rodzaju akumulatorki, które są w stanie zasilać światła podczas postoju. Oczywiście czas zasilania jest ograniczony i dość krótki, jednak to zawsze coś! W przeciągu czasu, zmianie nie uległo tylko źródło zasilania, ale również zastąpiono wrażliwe i awaryjne żarówki, nowoczesnymi diodami LED. Biją one na głowę dawne żarówki pod względem długości bezawaryjnej pracy, odporności oraz poboru prądu. Niewątpliwą jednak zaletą dynama, czy to przestarzałego, czy też nowoczesnego jest to, że prąd mamy za darmo i nie musimy obawiać się nagłego wyczerpania baterii. 



Inaczej sprawa wygląda w przypadku kompaktowych lampek zasilanych za pomocą baterii. Są one małe, lekkie, łatwe w demontażu i świecą bez względu na to czy jedziemy, czy stoimy. Poza tym mają różne tryby świecenia. Większość to niepotrzebny gadżet, jednak warto mieć możliwość wyboru między trybem stałym i pulsującym. Aktualnie, praktycznie wszystkie lampki tego typu opierają się na diodach LED. Dzięki temu nie musimy się obawiać konieczności częstej zmiany źródeł zasilania. Warto jednak wozić ze sobą zapasowy komplet baterii. Jeśli wybierzemy model produkowany przez renomowaną firmę np. CatEye zyskamy solidne uszczelnienie lampki oraz pewność, że nawet na solidnych wybojach nie stracimy naszego światełka przez niedopracowany system montażu. Warto wspomnieć, że aby być widocznym spokojnie wystarczy malutka microlampka z jedną diodą LED zasilana z baterii zegarkowej. Zaletą oświetlenia tylnego jest niewątpliwie cena. Nawet za lampkę renomowanej firmy nie zapłacimy więcej niż 50zł.



Sprawa lekko komplikuje się kiedy zachcemy kupić sobie lampkę na przód. Musimy wtedy odpowiedzieć sobie przede wszystkim na pytanie czy chcemy być tylko widoczni czy sami chcemy widzieć. Poza tym poznać termin „lumen” oraz zdecydować się czy korzystać będziemy z baterii czy dynama. Na końcu wreszcie musimy podjąć decyzję czy lampkę będziemy wozić na rowerze czy może na sobie. Jeśli po zmroku będziemy jeździć tylko po mieście i to tylko po oświetlonych drogach możemy zdecydować się na prosty model lampki. Światełko takie nie musi świecić jak reflektor samochodowy. Musi natomiast pobierać mało prądu, być łatwo demontowalna oraz solidnie wykonana z uwzględnieniem uszczelnienia. W takim przypadku możemy ponownie zwrócić uwagę na nowoczesne konstrukcje „dynamowe” lub propozycje takich producentów jak CatEye, MacTronic czy Sigma. Szukajmy lampek na baterie AA oraz o mocy 40-60 lumenów.

Lumen jest jednostką do określenia całkowitej ilości światła wyemitowanej przez źródło - całkowity strumień światła. Lumeny określają jak "mocne" jest źródło światła (lampa, reflektor, latarka) dowolnego typu.
 Lumeny są mierzone bardzo dokładnie w specjalnym przyrządzie pomiarowym, gdzie identyczne źródła światła (żarówki) dają podobną wartość w lumenach. Jest to powszechnie używana i podawana jednostka światła we wszelkiego rodzaju przemysłowych źródłach światła (żarówki, świetlówki, lampy halogenkowe, lampy rtęciowe) do porównania ich wydajności świetlnej i określenia klasy energetycznej.
 


Jeśli jeździć będziemy również po nieoświetlonych drogach i chcemy również sami coś widzieć musimy wyłożyć nieco więcej pieniędzy oraz szukać lampki sporo mocniejszej niż te pokazane wyżej, polecam też zwrócić uwagę na ofertę producentów latarek czołowych. Odrzućmy natomiast konstrukcje z dynamem. W tym przypadku niestety utracimy mały pobór prądu. Mocne lampki diodowe oczywiście są pod tym względem sporo lepsze niż halogenowe jednak wciąż pracujące na maksymalnym trybie poświecą nam zaledwie około 10h. Będziemy dysponowali natomiast naprawdę mocnym światłem, lampki świecące około 120 lumenów i wyżej to jest właśnie to czego potrzebujemy! Solidne wykonanie, mocowanie i uszczelnienie oraz bezawaryjność to ponownie domena renomowanych producentów i to z ich oferty warto sobie coś wybrać. Tym bardziej, że jeśli chodzi o tak mocno świecące latarki ważne jest jeszcze coś, mianowicie chłodzenie. Dioda świecąca tak mocno bardzo szybko się nagrzewa, odbija się to na jej czasie pracy i jakości światła. Solidne chłodzenie zapewni nam natomiast tylko firma, która naprawdę zna się na rzeczy. Jeśli zdecydujemy się na coś naprawdę mocnego, w stylu reflektora 250 lumenowego, wybierzmy coś ze specjalnym akumulatorem mocowanym do ramy oraz dedykowaną ładowarką.



Jakie zalety mają natomiast czołówki? Czołówki czyli latarki mocowane na głowie za pomocą taśm są przede wszystkim bardziej uniwersalne. Wykorzystamy je podczas górskich wędrówek, podczas biegania, jazdy na rowerze czy na biwaku. Ich niewątpliwą zaletą jest również to, że światło zawsze świeci tam gdzie patrzymy, po prostu naturalnie podąża za naszym wzrokiem. Jeśli zdecydujemy się na czołówkę zwróćmy przede wszystkim uwagę na wygodę. Czy podczas noszenia jej na głowie nie ciąży nam specjalnie, czy nie uwiera żaden z elementów oraz czy nie uciskają paski, a jednocześnie latarka trzyma się na głowie solidnie i nie majta się. Jeśli nosicie okulary zwróćcie również uwagę na to czy poświata nie odbija się od szkieł. Jeśli tak będzie to w nocy nic nie zobaczycie. Podobnie jak w przypadku mocnych świateł rowerowych gdzie akumulator mocowany jest do ramy, tak i w przypadku mocnych czołówek akumulator lub duży pojemnik na baterie może być np. noszony w plecaku i z diodami łączony za pomocą długiego przewodu. Jest to rozwiązanie wygodne ponieważ nie obciąża nam tak bardzo głowy.



Jak ja rozwiązałem problem oświetlenia rowerowego? Na tył mocuję microlampkę z jedną czerwoną diodą LED. Jest ona na stałe zamocowana do roweru i włączam ją kiedy jadę pod wieczór po słabo oświetlonych drogach, np. biegnących przez las. Jestem wtedy widoczny dla samochodów z daleka, jednak sam jeszcze wyraźnie widzę drogę. Kiedy jednak robi się na tyle ciemno, że nie widzę już asfaltu wyraźnie zakładam na głowę czołówkę świecącą maksymalnym światłem 120 lumenów. Wybrałem czołówkę ponieważ prócz tego, że jeżdżę na rowerze to jeszcze biegam, dodatkowo czołówka posiada sprytne czerwone światło z tyłu. Dzięki temu rozwiązaniu sam wyraźnie widzę i jestem widoczny z przodu dzięki silnemu światłu. Z tyłu też jestem widoczny dzięki dwóm światełkom czerwonym. Mam zestaw uniwersalny ponieważ czołówkę używam też do biegania oraz bez sensu nie wykorzystuję jej baterii z uwagi na dodatkową małą czerwoną lampkę. 

   

sobota, 12 maja 2012

Majówka 2012-sprzęt.


UBRANIE
Prócz tego co zakładałem na siebie do jazdy, zabrałem ze sobą jeszcze cienki polar Quechua, cienki longsleeve Ronhill oraz wiatrówkowe spodnie HiMountain Atmos z bokserkami. Do kopletu doszła też wiatrówka Warmpeace Escape oraz nogawki Accenta.

Wiatrówkowa „góra” nie przydała się, nie wiało i nie padało. Obyłbym się też bez longsleeve-a. Wieczorami czasem zakładałem na koszulkę rowerową polar oraz zamiast spodenek rowerowych- bokserki i spodnie wiatrówkowe. W bokserkach też spałem. Nogawek nie użyłem.

Zestaw ubraniowy jest generalnie optymalny. Pozbędę się chyba tylko spodni wiatrówkowych. Tym razem po prostu pogoda była bardzo łaskawa. Zabrakło mi natomiast koszulki siateczkowej...

HIGIENA
Zabrałem szczoteczkę do zębów skróconą o połowę, koncentrat pasty do zębów Ajona, chusteczki nawilżone i mały kawałek mydła.

Wszystko się przydało. Zęby jak nauczyła mama myłem codziennie, po jeździe przecierałem się chusteczkami nawilżonymi. Raz, kiedy miałem okazję się umyć na polu namiotowym skorzystałem z mydła.

Zabrakło ręcznika, klapek i gąbki do porządnego umycia się na polu namiotowym. Zabrakło też antyperspirantu, mocno śmierdziałem na końcu.

KUCHNIA
Miałem lekki garnek aluminiowy z rączką, palnik (podróbkę MSR PocketRocket), SPORK-a STS i miniBica. Do tego 250g kartusz z gazem. Uzupełnieniem był bidon 08l.

Zestaw ten używałem tylko wieczorami do gotowania makaronu. Wykorzystywałem każdy element z listy. Kartusza nie wykorzystałem całego.

Palnik zmieniłbym na jakąś podróbkę składanego Cruxa, mój obecny bardzo ciężko gdzieś ułożyć w sakwie. Poza tym posiada mnóstwo ostrych krawędzi i zawsze obawiam się czy czegoś mi nie uszkodzi. Zabrakło lekkiej pokrywki aluminiowej.

BIWAK
Na majówce używałem nowy spinnakerowy tarp, pożyczony, puchowy śpiwór. Do tego folie NRC jako podłogę do namiotu oraz cienką alumatę.

Tarpa zdecydowanie należy rozstawiać w sposób dwuspadowy. Najsłabszym elementem sprzętu natomiast okazał się puchowy śpiwór. Był zdecydowanie za ciepły, za duży i za ciężki. Przy takich temp w nocy spokojnie wystarczyłaby moja malutka Quechua s15.

APTECZKA
Tu nie ma co się rozpisywać. Nic się nie przydało z czego się cieszę.

DROBIAZGI
Zabrałem mocną latarkę mactronica hls-k2-r. Niepotrzebnie. Stosując metodę włączania telefonu tylko wieczorami na chwilę spokojnie wytrzymałby dwa tygodnie bez ładowania. Aparat Canon a570is pozytywnie zaskoczył mnie wytrzymałością oraz jakością zdjęć. Bardzo często korzystałem z trybu manualnego, aby uchwycić ośnieżone szczyty. Zabrałem też ciężki i duży odtwarzacz MP3, bardzo umilał mi wieczory oraz długie podróże pociągiem. Nie przydały się też przezroczyste szkła do okularów i z nich całkowicie zrezygnuję.

PAKOWANIE
Saddlebag sprawdził się świetnie, tak samo jak tankbag. Nie mam zastrzeżeń do sakw. Plecak już projektuję nowy. Stary zużył się całkowicie. Niepotrzebnie zamiast butelek wziąłem bidon. Zwykłe butelki Pet sprawdzają się bardzo dobrze. Cieszę się też, że zabrałem ze sobą camelbacka, w trenie był bardzo przydatny. Korzystając z worka mogłem wręcz zrezygnować z bidonu i koszyka na bidon. Utrudniały tylko noszenie roweru w cięższym terenie.

NARZĘDZIA I CZĘŚCI ZAPASOWE
Zużyłem trzy dętki, sporo oleju do łańcucha, dwa komplety klocków hamulcowych. Przydał się też skuwacz, nie mi...koledze.

UBRANIA NA SOBIE
Generalnie zestaw w porządku, zauważyłem tylko, że coś buty się zaczynają sypać. Buff się nie przydał. G-Shock to niezniszczalny zegarek, jestem z niego bardzo zadowolony..

Podsumowując jestem coraz bliżej optymalnej listy sprzętowej. Brak mi tylko lekkiego śpiwora puchowego oraz dobrej kuchenki turystycznej. Po tym wypadzie również plecaka, który się szyje...   

Majówka 2012.

Tegoroczną majówkę spędziłem w górach, samotnie. Dziś przedstawiam tracki GPS z czterech, majowych dni oraz link do fotorelacji. Lada moment gotowa powinna być relacja.

Dzień pierwszy:


Dzień drugi:


Dzień trzeci:


Dzień czwarty:


FOTORELACJA

Podsumowanie statystyczne na szybko:
dst: 376.19 km
ilość podjazdów: 7344 m
Vmax: 64 km/h
Vśr: 18,73 km/h