środa, 16 maja 2012

Dynamo, odblaski i LED-y, czyli rowerowa choinka.

„Rower musi być wyposażony w:

   1. światło pozycyjne przednie o barwie białej lub żółtej selektywnej,
   2. światło pozycyjne tylne barwy czerwonej,
   3. światło odblaskowe tylne czerwone o kształcie innym niż trójkąt...”
(Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 31.12.2002, Dz. Ustaw 2003 nr 32 poz. 262, paragraf 53.1)

Tak brzmi oficjalne stanowisko państwa wobec oświetlenia roweru. W uproszczeniu przy rowerze powinny znajdować się dwa światła. Przednie białe i tylne czerwone. Tak jak w większości przypadków, tak i teraz, na rynku mamy mnóstwo różnych propozycji jak pozostać na drodze widocznym i jak widzieć w całkowitych ciemnościach.
Skupmy się może najpierw na świetle tylnym. Tu akurat sprawa jest prosta. Większość dostępnych na rynku światełek to zwykłe żarówki lub diody zapakowane w czerwone obudowy. Często na górze mamy szybkę przez którą świeci żarówka, natomiast dolną część światła stanowi powierzchnia odblaskowa. Główna różnica między określonymi lampkami to sposób ich zasilania. Możemy zdecydować się na dynamo lub baterie, tudzież akumulatorki. Pierwszy sposób posiada praktycznie same wady. Niestety, zwykłe dynama to przeszłość i dobrze pasują może do dawnych Jubilatów, nie jednak do nowoczesnych, teraźniejszych rowerów. Dynamo, kiedy pracuje, generuje duże opory podczas jazdy. Odpowiedzmy sobie czy naprawdę potrzebujemy utrudniać sobie jazdę? Nie wystarczy solidny podjazd? Poza tym, niedokładnie wykonana instalacja elektryczna jest wrażliwa na wilgoć, której przecież na rowerze nie unikniemy oraz nie działa w czasie naszego postoju. Oznacza to, że kiedy przystaniemy chwilę na poboczu, światło nie świeci i w sumie moglibyśmy go w ogóle nie mieć. Na końcu wreszcie całość sporo waży i nie oszukujmy się...szpeci nowoczesne wyścigowe rowery.



Z tym co napisałem powyżej nieco kłóci się idea dynama ukrytego w przedniej piaście. Są to nowoczesne konstrukcje, działające na zasadzie ciągłej pracy. Oznacza to, że nie czujemy wyraźnej różnicy, kiedy faktycznie zasilają nam oświetlenie, a kiedy je odłączamy. Opory, jakie stawia tego typu dynamo są na tyle małe, że można by je pominąć jednak fakt jest taki, że one występują. Producenci rozwiązali również inna wadę dynama. Większość nowoczesnych instalacji montowanych w rowerach posiada swego rodzaju akumulatorki, które są w stanie zasilać światła podczas postoju. Oczywiście czas zasilania jest ograniczony i dość krótki, jednak to zawsze coś! W przeciągu czasu, zmianie nie uległo tylko źródło zasilania, ale również zastąpiono wrażliwe i awaryjne żarówki, nowoczesnymi diodami LED. Biją one na głowę dawne żarówki pod względem długości bezawaryjnej pracy, odporności oraz poboru prądu. Niewątpliwą jednak zaletą dynama, czy to przestarzałego, czy też nowoczesnego jest to, że prąd mamy za darmo i nie musimy obawiać się nagłego wyczerpania baterii. 



Inaczej sprawa wygląda w przypadku kompaktowych lampek zasilanych za pomocą baterii. Są one małe, lekkie, łatwe w demontażu i świecą bez względu na to czy jedziemy, czy stoimy. Poza tym mają różne tryby świecenia. Większość to niepotrzebny gadżet, jednak warto mieć możliwość wyboru między trybem stałym i pulsującym. Aktualnie, praktycznie wszystkie lampki tego typu opierają się na diodach LED. Dzięki temu nie musimy się obawiać konieczności częstej zmiany źródeł zasilania. Warto jednak wozić ze sobą zapasowy komplet baterii. Jeśli wybierzemy model produkowany przez renomowaną firmę np. CatEye zyskamy solidne uszczelnienie lampki oraz pewność, że nawet na solidnych wybojach nie stracimy naszego światełka przez niedopracowany system montażu. Warto wspomnieć, że aby być widocznym spokojnie wystarczy malutka microlampka z jedną diodą LED zasilana z baterii zegarkowej. Zaletą oświetlenia tylnego jest niewątpliwie cena. Nawet za lampkę renomowanej firmy nie zapłacimy więcej niż 50zł.



Sprawa lekko komplikuje się kiedy zachcemy kupić sobie lampkę na przód. Musimy wtedy odpowiedzieć sobie przede wszystkim na pytanie czy chcemy być tylko widoczni czy sami chcemy widzieć. Poza tym poznać termin „lumen” oraz zdecydować się czy korzystać będziemy z baterii czy dynama. Na końcu wreszcie musimy podjąć decyzję czy lampkę będziemy wozić na rowerze czy może na sobie. Jeśli po zmroku będziemy jeździć tylko po mieście i to tylko po oświetlonych drogach możemy zdecydować się na prosty model lampki. Światełko takie nie musi świecić jak reflektor samochodowy. Musi natomiast pobierać mało prądu, być łatwo demontowalna oraz solidnie wykonana z uwzględnieniem uszczelnienia. W takim przypadku możemy ponownie zwrócić uwagę na nowoczesne konstrukcje „dynamowe” lub propozycje takich producentów jak CatEye, MacTronic czy Sigma. Szukajmy lampek na baterie AA oraz o mocy 40-60 lumenów.

Lumen jest jednostką do określenia całkowitej ilości światła wyemitowanej przez źródło - całkowity strumień światła. Lumeny określają jak "mocne" jest źródło światła (lampa, reflektor, latarka) dowolnego typu.
 Lumeny są mierzone bardzo dokładnie w specjalnym przyrządzie pomiarowym, gdzie identyczne źródła światła (żarówki) dają podobną wartość w lumenach. Jest to powszechnie używana i podawana jednostka światła we wszelkiego rodzaju przemysłowych źródłach światła (żarówki, świetlówki, lampy halogenkowe, lampy rtęciowe) do porównania ich wydajności świetlnej i określenia klasy energetycznej.
 


Jeśli jeździć będziemy również po nieoświetlonych drogach i chcemy również sami coś widzieć musimy wyłożyć nieco więcej pieniędzy oraz szukać lampki sporo mocniejszej niż te pokazane wyżej, polecam też zwrócić uwagę na ofertę producentów latarek czołowych. Odrzućmy natomiast konstrukcje z dynamem. W tym przypadku niestety utracimy mały pobór prądu. Mocne lampki diodowe oczywiście są pod tym względem sporo lepsze niż halogenowe jednak wciąż pracujące na maksymalnym trybie poświecą nam zaledwie około 10h. Będziemy dysponowali natomiast naprawdę mocnym światłem, lampki świecące około 120 lumenów i wyżej to jest właśnie to czego potrzebujemy! Solidne wykonanie, mocowanie i uszczelnienie oraz bezawaryjność to ponownie domena renomowanych producentów i to z ich oferty warto sobie coś wybrać. Tym bardziej, że jeśli chodzi o tak mocno świecące latarki ważne jest jeszcze coś, mianowicie chłodzenie. Dioda świecąca tak mocno bardzo szybko się nagrzewa, odbija się to na jej czasie pracy i jakości światła. Solidne chłodzenie zapewni nam natomiast tylko firma, która naprawdę zna się na rzeczy. Jeśli zdecydujemy się na coś naprawdę mocnego, w stylu reflektora 250 lumenowego, wybierzmy coś ze specjalnym akumulatorem mocowanym do ramy oraz dedykowaną ładowarką.



Jakie zalety mają natomiast czołówki? Czołówki czyli latarki mocowane na głowie za pomocą taśm są przede wszystkim bardziej uniwersalne. Wykorzystamy je podczas górskich wędrówek, podczas biegania, jazdy na rowerze czy na biwaku. Ich niewątpliwą zaletą jest również to, że światło zawsze świeci tam gdzie patrzymy, po prostu naturalnie podąża za naszym wzrokiem. Jeśli zdecydujemy się na czołówkę zwróćmy przede wszystkim uwagę na wygodę. Czy podczas noszenia jej na głowie nie ciąży nam specjalnie, czy nie uwiera żaden z elementów oraz czy nie uciskają paski, a jednocześnie latarka trzyma się na głowie solidnie i nie majta się. Jeśli nosicie okulary zwróćcie również uwagę na to czy poświata nie odbija się od szkieł. Jeśli tak będzie to w nocy nic nie zobaczycie. Podobnie jak w przypadku mocnych świateł rowerowych gdzie akumulator mocowany jest do ramy, tak i w przypadku mocnych czołówek akumulator lub duży pojemnik na baterie może być np. noszony w plecaku i z diodami łączony za pomocą długiego przewodu. Jest to rozwiązanie wygodne ponieważ nie obciąża nam tak bardzo głowy.



Jak ja rozwiązałem problem oświetlenia rowerowego? Na tył mocuję microlampkę z jedną czerwoną diodą LED. Jest ona na stałe zamocowana do roweru i włączam ją kiedy jadę pod wieczór po słabo oświetlonych drogach, np. biegnących przez las. Jestem wtedy widoczny dla samochodów z daleka, jednak sam jeszcze wyraźnie widzę drogę. Kiedy jednak robi się na tyle ciemno, że nie widzę już asfaltu wyraźnie zakładam na głowę czołówkę świecącą maksymalnym światłem 120 lumenów. Wybrałem czołówkę ponieważ prócz tego, że jeżdżę na rowerze to jeszcze biegam, dodatkowo czołówka posiada sprytne czerwone światło z tyłu. Dzięki temu rozwiązaniu sam wyraźnie widzę i jestem widoczny z przodu dzięki silnemu światłu. Z tyłu też jestem widoczny dzięki dwóm światełkom czerwonym. Mam zestaw uniwersalny ponieważ czołówkę używam też do biegania oraz bez sensu nie wykorzystuję jej baterii z uwagi na dodatkową małą czerwoną lampkę. 

   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz