niedziela, 6 stycznia 2013

To nie ja...

To wszystko przez nich. To ich wina, ja nic nie wiedziałem, nie byłem świadomy. Szanowna komisjo. Tak wiem, że za składanie fałszywych zeznań...dobrze, to było tak, po kolei:

Zbiórkę mieliśmy na 08:30 przy Dworcu Gdańsk Główny. G. i ja spóźnieliśmy się ponieważ z Gdyni do Gdańska jechaliśmy SKM-ką. Tak wiem, bardzo źle zrobiliśmy. Pownniśmy z Gdyni ruszyć rowerami, bezwzględnie. Niezależnie od pory, temperatury i pogody. Wiem, ale to akurat G. on mnie namówił, ja nie byłem świadomy, że źle robię. Tam czekali już Giovanni i Turysta. Przywitaliśmy się i Giovanni poprowadził nas przez Gdańsk. Tutaj to akurat jego wina, on prowadził nas drogą z zakazem dla rowerów. W zasadzie ich...zmusili mnie. Dość szybko wyjechaliśmy z Gdańska jadąc m. in. obok rafinerii, gdzie ogromne wrażenie zrobiły na mnie płomienie wydobywające się z "komina" (nie wiem jak to nazwać...szyb...nie jestem po AGH :P). Drogi boczne, więc nawierzchnia była różna. Ale to nie ja planowałem trasę trasę, pojechałem na szosówce pewny, że asfalty będą dobre na ten rodzaj roweru. A że nie były, no to nie moja wina...Tym sposobem dość szybko dostaliśmy się do mostu na "siódemce". Prom w Świbnie niestety nie pływa w zimie. I tu znowu...wiem...źle zrobiliśmy...tam też jest zakaz dla rowerów. To akurat Turysta prowadził, ja nic do powiedzenia nie miałem...próbowałem im przetłumaczyć. Pierwsze ciekawostki zobaczyłem w Drewnicy, domy o szachulcowej konstrukcji oraz zwodzony most na Szkarpawie. Do Mikoszewa jechaliśmy prosto pod wiatr, ale jakoś specjalnie ciężko nie było. W czasie jazdy pogadałem trochę z chłopakami: z Turystą o Harpaganie m. in., z Giovannim o sakwie podsiodłowej, z G. już nie pamiętam.:D W Stegnie zrobiliśmy sobie postój pod sklepem. Tam to już była wina G. zdecydowanie. On namówił mnie, żeby kupić tak drogie ciastka, w zasadzie to on mnie ZMUSIŁ. Wjechaliśmy w całkiem przyjemny lasek, po drodze nam trochę popadywało, więc i asfalt trochę się mokry zrobił. Mijaliśmy Sztutowo z muzeum Sttuthof. To, że go nie zwiedziliśmy- tak popełniliśmy przestępstwo. Ale to znów nie ja...to Turysta tak pędził, my za nim. To on. W Kątach Rybackich niejako oficjalnie wjechaliśmy na mierzeję. Wyszło nam słońce, zrobiło się trochę cieplej, asfalt wysechł i ładne widoki się zrobiły. Mi szczególnie podobały się  rozległe połacie trzciny oświetlone promieniami słońca. Później już tylko kawałek i wjechaliśmy do Krynicy Morskiej. Najpierw podjechaliśmy tam na molo, później zajechaliśmy pod latarnię. Wiem...powinienem  pojechać pod latarnię w sezonie, wtedy kiedy będzie otwarta i wezmę sobie pieczątkę i zwiedzę, a nie teraz. Ale to nie ja ustalałem termin, to Giovanni. Pod latarnią Giovanni uznał, że on już będzie powoli wracał, bo nie czuje się w formie. My natomiast podjedziemy sobie na Wielbłądzi Garb. Najwyższe wzniesienie mierzei. Tak też zrobiliśmy. Widok ze szczytu bardzo przypadł mi do gustu. Natomiast kolejne oskarżenie...jazda szosówką pod górę leśną ścieżką. Nie, nie przyznaję się. To wina G. on powiedział, że jak nie podjadą to będzie się śmiał. Nie mogłem mu zwyczajnie dać tej satysfakcji.

Powrót przebiegł nam natomiast tą samą trasą. Trochę pod wiatr, końcówka w nocy. Podjechaliśmy jeszcze na sam koniec na Długą, przepięknie oświetloną. Ogólnie było spokojnie, troszkę zimno i trochę brudno.
(A teraz kiedy komisja już nie słyszy:
to wszystko moja wina...
-wstać z rana i jechać rowerem to mi się nie chciało,
-na jazdę drogami z zakazem się wszyscy zgodzili, a ja, dodatkowo, sobie nic z tego nie robię i jeżdże nawet autostradami, mam to gdzieś,
-nie przeszkadzała mi nawierzchnia pod szosę, i tak jeżdżę nią w terenie bo...lubię i mam gdzieś co powiedzą szosowcy "z zasadami")
-ciastka kupiłem drogie bo chciaaaałem!,
-Stutthof nie zwiedziłem bo nienawidzę łazić po takich nudach,
- na latarnię pojadę sobie jeszcze raz, a termin wyjazdu byś świetny, kolejnego dnia (w niedzielę) już padało.)

Innymi słowy...mam nadzieję, że nikt się nie obraził. Dziekuję całej Trójce za towarzystwo w trasie i do zobaczenia na kolejnej wycieczce!



1 komentarz:

  1. Lubię te rejony. :) Co prawda częściej pieszo lub autem, ale jest tu osobliwy klimat :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie. :)

    OdpowiedzUsuń