poniedziałek, 4 marca 2013

Zima zima i po zimie.

Za oknem coraz więcej słońca. Pod stopami nie skrzypi już śnieg, nie ślizgamy się na lodzie. Zima powoli się kończy, zmienia się królowa, a imię nowej to WIOSNA! Dla niektórych to powód do szczęścia, wreszcie koniec zimna i depresji, koniec szarówki, zamieci i wilgoci. Nareszcie zakwitną kwiaty, drzewa obleje zieleń, trawa pokryje łąki, trawniki i lasy.

Dla mnie? I szkoda, że zima odchodzi i cieszę się z tego. Po prostu, traktuję ją jako równą innym porom roku. Nie jest czymś gorszym, czego końca z utęsknieniem wyczekuję. Zima to czas biegania w pięknej czarno-białej leśnej scenerii. To czas morsowania. Nart! Zimą i na rowerze może być przyjemnie! Zima ma swoiste warunki, które lubię, ale lubię też lato, wiosnę lubię i jesień. O każdej porze roku można znaleźć coś przecież dla siebie!

Kiedy indziej można przejść się po zamarzniętej tafli Zatoki? Jaka pora roku zaoferuje nam świetną zabawę w śnieżnym puchu? Śnieżki...lepienie bałwana...tylko zima! Mój sposób na zimę to właśnie polubić i docenić to, co ona sama oferuje. Czas cieszyć się z zamieci, kiedy naszą twarz smaga zimny wiatr, kiedy płatki śniegu kłują w każdą jej odkrytą część. Czas zachwycać się widokiem błękitnego nieba i słońca odbitego od białego śniegu. Pięknem przyrody skrytej pod śnieżnym puchem tworzącym niekiedy fantastyczne kształty, bajeczne czapy w koronach drzew. Czas polubić zimno, skostniałe dłonie i stopy. To wszystko może być naprawdę...nasze.

Sądzę, że tegoroczną zimę wykorzystałem najlepiej ze wszystkich dotychczasowych. Licznik Endomondo wskazuje 739.51 przebytych kilometrów.

Przebiegłem: 220.45km (3 półmaratony)
Rowerem przejechałem: 519.06km

Praktycznie co tydzień (praktycznie, bo zdarzały się pojedyncze przerwy) ze znajomymi morsowaliśmy w Bałtyku. Najlepsze: ani razu nawet lekko nie złapało mnie przeziębienie!

Pojeździłem sobie na nartach. Co prawda tylko jeden dzień, ale przypomniałem sobie co i jak. Przypomniałem sobie jaka to frajda.

Jedyny minus? Nie spędziłem ani jednej nocy pod namiotem tej zimy. Do nadrobienia!


Zima odchodzi...wyczekuję ją za rok...a póki co, wykorzystajmy na maksa inne pory roku! Na koniec jeszcze zdanie, które znalazłem na jednym z blogów:

Lubię zimę, bo wtedy cieniasy siedzą w domu. Zima nie wybacza błędów...

4 komentarze:

  1. Zazdroszczę kilometrów zrobionych tej zimy. Ja tylko raz po wędrowałam dalej i to tylko 18 km. Ale
    to nie ostatnia zima - na szczęście. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie jutro stuknie "tylko" 300km zrobionych od stycznia. Szacun dla Ciebie, ja a zimą nie przepadam, a morsowanie to już w ogóle budzi powdziw!


    pozdrawiam
    na-rower.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Prawdziwi twardziele zimy się nie boją. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pogratulować takiej zimowej aktywności :) Zima jest fajna, jak każda inna pora roku... Na szczęście żyjemy na takich szerokościach geograf., że kiedy mamy już którejś nadwyżkę, przychodzi kolejna i tak dalej. Za każdą zdążymy zatęsknić :) Głupio by było mieć zimę 360 dni w roku, tak samo z latem i nieustającym upałem :) Pozdrawiam serdecznie z wciąż zimowych Beskidów ;)

    OdpowiedzUsuń