niedziela, 9 czerwca 2013

Jak to się zaczęło.

Dziś przerywam sagę o Gruzji by Wam coś pokazać. Pokazać, jak przygoda z sakwiarstwem zaczęła się u mnie. Pomijam czasy kiedy to jeździło się na trójkołowych rowerkach itp. Zaczynam od swojej pierwszej wycieczki sakwiarskiej.
A było to tak:
Jazdą z sakwami zaraził mnie wujas Piotr. Moja kuzynka Martyna, ciocia Ala i właśnie wujas Piotr robili sobie jeszcze wtedy sakwiarskie wyjazdy. Martyna jeździła w foteliku i tak się szwędali po Polsce. Później z Martyną i wujasem pojechałem na wyjazd sakwiarski. Nie miałem ubrań rowerowych, sakwy uszyłem ręcznie z jakiejś bawełny znalezionej u babci i były zamykane na guziki. Rower miałem komunijny. Jakiś stalowy Kross na SIS-ach. Rok? 2006 o ile pamiętam. Miałem 15 lat.









Nakręcony nowym hobby wyremontowałem sobie rower, ale po tej pierwszej wycieczce nastąpił lekki przestój i jeździło się tylko na krótkie kręcenia niedaleko Łukowa. Wstawiłem amortyzator, ramę przemalowałem i kilka części osprzętu wymieniłem. Ubrań rowerowych brak, brak bagażników...







Nadszedł znów czas kilkudniowych wyjazdów rowerowych! Kupiłem sobie też kask, ubrania rowerowe, założyłem bagażnik z tyłu i jeździłem ze starymi Crosso dry na przód. Wtedy jeszcze bez SPD...Mało miałem i na krótko jeździłem to i mało zabierałem. Poza tym namiot i kuchnię woził wujas. Okulary zastąpiłem soczewkami. Ale ta arafatka??!!







Przyszedł czas na dłuższe wyjazdy i podział sprzętu między uczestników. Doszedł więc wór na górę bagażnika. Rower w zasadzie bez zmian. Chyba wtedy polubiłem podjazdy.:)











Pod koniec liceum, ponownie nastał przestój w wyprawach rowerowych. To był czas jednodniowych wyjazdów, ale dłuższych kilometrowo. 100km pękało bez problemu. Mocno zmodernizowałem sobie rower. Kupiłem lepszy osprzęt, koła, aluminiową ramę i dużo lepszy, blokowany amortyzator, a także pojawiły się SPD! Wciąż jeździłem z bagażnikiem i przednimi sakwami crosso.









Kiedy znów wziąłem się za turystykę sakwiarską poszedłem po całości. Zakupiłem sakwy na tył i bagażnik na przód i jeździłem z czterema sakwami. Wstyd mi się przyznać do tego epizodu.:P Ale machało się 150km z tym bagażem. Tu poczułem jak fajne są cienkie slicki na asfalcie.










Stwierdziłem, nie no tyle gratów?! Za ciężko i na co mi to wszystko. Zaczął się minimalizm! Bagażnik na tył, jeden komplet sakw (crosso big) i plecak na górę, lżejszy amortyzator. Przestałem jeździć w kasku i nie napinałem się tak bardzo na obcisłą lycrę.













Minimalizm poszedł dalej! Lycra wróciła do łask, choć kask wciąż był w odstawce. Bagażnik z tyłu zamieniłem na lżejszy. Rzeczy pakowałem w tarpa i gumami mocowałem na platformie. Jak tak teraz na to patrzę to śmiesznie to wyglądało, takie obwieszony rower...no i brodę już miałem.:P






Cały czas lżej i mniej bagażu. Wciąż bez kasku. Uszyłem sobie pierwsze sakwy z codury (podróbka), byłem w stanie odkręcić bagażnik. Jeździłem w butach SPD z miękką podeszwą. Wciąż jeździłem na el Nino.












W tzw. międzyczasie zakupiłem szosówkę i trochę ciąłem asflaty na lekko. W zasadzie bardzo mi się podobała taka jazda. Po 200km dziennie z bagażem na luzaku.


Teraz cały czas jeżdżę w stylu bikepacking. Mam nowe, usztywniane sakwy z oryginalnej cordury.  Mam nowy kask (bez futra:), który noszę zawsze kiedy idę na rower. Jeżdżę w typowych ubraniach rowerowy, w SPD (już podeszwa karbonowa). Po wypadku mam nowe, lekkie koła. Nową ramę, powietrzny lekki amortyzator, napęd na poziomie Deore.


A na koniec, dosłownie kilka dni temu amortyzator wymieniłem na lekki, aluminiowy, sztywny widelec Mosso. Doszedłem do wniosku, że w najbliższym czasie nie zamierzam pchać się w ciężki teren (choć amortyzator leży i czeka na okazję by go założyć) i nie potrzebuję ugięcia z przodu. Rower zyskał natomiast na niezawodności oraz odszedł dobry kilogram z wagi.
A jak u Was wygląda ewolucja jeśli o wyjazdy rowerowe chodzi?:)




4 komentarze:

  1. Pierwsze skojarzenie z Twoim wpisem to właśnie ewolucja - wg mnie bardzo dobrze tu pasuje :) Fajnie, że masz zdjęcia z każdego "etapu". Wspomnień pewnie jeszcze więcej.

    PS. Czy jeszcze do niedawna wszyscy jeździli na stalowych Krossach (akurat swojemu poświęciłem ostatni wpis - jak się okazało, kolega Fizik też maczał w tym palce ;))? W kupie siła! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Te pierwsze sakwy uszyłeś nie z jakiejś tam bawełny znalezionej u babci, tylko z tropiku mojego starego namiotu. Cieszę się, że pocięcie go na coś pożytecznego się zdało. :-)

    Wujas

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, dzisiaj podczas porannej kawy znalazłem Twojego bloga. Jest 14:45 a ja dalej zagłębiam się w kolejne wpisy. Mam pytanie: Jakie gripy masz przy rowerze w aktualnej konfiguracji? Pozdrawiam Michał

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi milo, ze tak Cie zainteresowaly moje wpisy! Aktualnie w rowerze mam chwytu Ergon GP2, nie sa moze tanie, ale po 23 dniach jazdy na ostatniej wyprawie nie wyobrazam sobie innych chwytow! Te sa genialne!

    OdpowiedzUsuń