piątek, 26 lipca 2013

JanySport Tropiciel 20- po 10 latach używania.


Dziś tekst z okazji urodzin. W tym roku strzela mu 10 lat! Twardziel z niego. Mogę być z niego dumny. Dziewczyny zwracają na niego uwagę. Lubi góry, podróże, narty, rower...
...
...i jest zielony.J

Mowa o plecaku Tropiciel z serii Trzy Pióra warszawskiej  firmy JanySport. Plecak zakupiłem głównie z myślą o zbiórkach harcerskich oraz weekendowych wyjazdach ze swoją drużyną. Firma Pawła Janysta oferuje trzy serie swoich plecaków: Grot, Trzy Pióra oraz po prostu „turystyczne”. Generalnie plecaki z tych serii nie różnią się specjalnie. Głównie przeszyciami taśm oraz kolorami. Jednak ponieważ seria Trzy Pióra dedykowana jest właśnie harcerzom, mój wybór był prosty. Przy zakupie miałem do wyboru kilka materiałów m. in. oryginalną Cordurę® oraz bliżej niezdefiniowany materiał Cobra, który (ponieważ był tańszy) wybrałem. Po 10 latach materiał wciąż sprawuje się świetnie, nie ma przetarć, dziur, rozdarć. Jest kilka drobnych uszkodzeń, które postarałem się pokazać na zdjęciach, ale nie wpływają one na funkcjonalność. Wewnętrzna impregnacja odchodzi dość znacznie. Po wodoodporności plecaka zostało już tylko wspomnienie. Zastosowane nici to ponoć Graale, nigdy nie puścił żaden szew, nic się nie popruło.



Plecak jest zielony, barwa bardzo przypadła mi do gustu, choć patrząc teraz, chyba wolałbym jednak czarny- jest uniwersalniejszy. Apropo tej uniwersalności, jak mogliście się zorientować po większości moich wpisów, jest to dla mnie podstawowa kwestia decydująca czy dany sprzęt kupuję czy nie. Tropiciel w tym wymiarze jest ideałem. Przede wszystkim używam go na co dzień na uczelnię, do miasta, na plażę, na basen, siłownię, zakupy- generalnie znajomi mówią, że niemożliwe jest spotkanie mnie bez plecaka. Prócz tego, jeżdżę z nim na rowerze w zimie (w zimie, ponieważ plecy się wtedy tak nie pocą natomiast plecak stanowi dodatkowe ocieplenie), na nartach oraz zwyczajnie podróżuję. Jestem minimalistą, 20l to pojemność idealna dla mnie na wyjazdy trwające do miesiąca (nie jeździłem nigdy na dłużej). Zabrałem go też na swojego pierwszego mieszanego Harpagana. Mieszkając 500km od domu, jeździ ze mną za każdym razem, kiedy zjeżdżam do domu np. na święta. Jednym słowem, nadaje się do wszystkiego, prawie...

W czasie tych wszystkich aktywności tylko raz mi nie przypasował. Na Harpaganie. Podczas 70km trasy pieszej bardzo obtarło mnie dolne wszycie taśmy ramiennej. Prócz tego, na takiej imprezie bardzo wygodne są przednie kieszenie, by mieć wygodny dostęp do np. żeli czy batonów oraz kieszeń na system hydracyjny (ten przydałby się nie tylko w czasie biegania, ale też w czasie zwykłych wycieczek), a tych Tropiciel zwyczajnie nie posiada. Wniosek z tego taki, że na długie biegowe trasy Tropiciel nie jest najlepszym wyborem. Podczas normalnego chodzenia jest ok, ale podczas biegu coś układało się nie tak.

 Tropiciel jest bardzo zbliżony kształtem do prostopadłościanu. Zamek jest długi i biegnie dookoła przedniej ściany na której znajduje się ładne, żółte i wyszywane logo firmy i serii. Jego maksymalne rozpięcie umożliwia jej całkowite otwarcie co przy zapakowanym plecaku daje bardzo wygodny dostęp do wnętrza. Ułatwia też pakowanie. Główny zamek błyskawiczny to 10mm spirala. Bardzo wygodne i pewne rozwiązanie. Niestety po 10 latach przestaje się zapinać, po prostu- maszynki nie łapią obu części i często mimo ich przesunięcia, zamek się nie zapina. Kilka lat temu odpadły też skrzydełka od maszynek zamka, zastąpiłem je kawałkami sznurka. Szkoda, że maszynki nie mają wbudowanych blokad. Kiedy na siłę próbowałem zainstalować w plecaku camelbacka i rurkę wyprowadzałem przez zamek, ten samodzielnie się otwierał. Zamek kryty jest natomiast patką co dodatkowo chroni od deszczu. W środku mamy dwie płaskie kieszenie zapinane na 5mm zamki również bez blokady (nie ma z nimi kłopotu). Jedna jest na plecach i służy do schowania tam pianki robiącej za wyściełanie pleców, druga natomiast na „klapie”. Obie są duże ponieważ biegną na całej wysokości i szerokości ścian plecaka i nie są nijak dzielone. Na zewnątrz Tropiciel posiada naszytych sporo czarnych taśm wyposażonych w klamry i regulatory. Cała ta plątanina, wbrew pozorom jest bardzo przemyślana i praktyczna, pozwala m. in. na świetną kompresję nie wypakowanego do końca plecaka. Na górze jest wygodna rączka do przenoszenia plecaka. Pakując się na miesięczny wyjazd mocuję na zewnątrz dodatkowe kieszenie boczne oferowane przez firmę JanySport o pojemności 3.5l każda, czasem apteczkę oraz kurtkę od deszczu. Taśmy służą mi też często do przytroczenia prania. Schnie sobie na słońcu podczas, kiedy ja idę dalej. Ostatniej zimy do plecaka troczyłem też narty, trzymały się bardzo fajnie natomiast latem mocowałem do Tropiciela linę i też było stabilnie. Alumaty na zewnątrz nie troczę ponieważ złożona wędruje do kieszeni „na plecach”. Zastępuje oryginalny kawałek karimaty w roli wyściełania pleców. Warto wspomnieć, że oryginalna pianka, po wyjęciu może służyć za siedzisko. Czasem używałem w zimie- przyjemne. Plecak nie posiada żadnych kieszeni na zewnątrz co dla mnie jest sporym minusem. Utrzymać porządek w Tropicielu na co dzień jest bardzo trudno. Wewnętrzna duża kieszeń „w klapie” służy mi tylko do oddzielenia brudnej odzieży na wyjazdach. W codziennym użytkowaniu jest natomiast kompletnie niepraktyczna.
System nośny jest prosty do bólu. Część stykająca się z plecami to po prostu kawał impregnowanego materiału bez żadnych pianek czy innych systemów wentylacji. Szelki są szerokie i miękkie, moje po 10 latach już się dość zbiły ale wciąż zapewniają komfort. Pas piersiowy można sobie ustawiać góra-dół poprzez odpięcie i przepięcie w inną szlufkę powstałą przez przeszycie taśmą 25mm na szelkach. Jest to świetne, bezproblemowe rozwiązanie, dużo lepsze niż nowoczesne listwy po których przesuwa się specjalne zaczepy (kiedy listwy się wyrobią całość lata jak chce). Dodatkowe, drobne elementy sprzętu można też przypiąć do jednego z dwóch D-ringów. Pas biodrowy to po prostu 30mm taśma parciana. Nie jest wielce komfortowy ale spełnia swoją rolę. Fajnie byłoby, gdyby była możliwość jego odpięcia. W mieście np. pasa biodrowego wcale nie używam i tylko majta się spięty z tyłu. Ale to sobie sam zmodyfikuję. Wszystkie taśmy zastosowane w plecaku mają bardzo gęsty splot. Sprawują się bez problemu, choć teraz są już naprawdę mocno wytarte. Klamry zastosowane w plecaku to produkty firmy National Molding. W zasadzie wolę Nexusy, ale z tymi też nie ma problemu. Kiedyś pękła jedna z nich. Napisałem do Pawła Janysta, a ten w odpowiedzi wysłał mi dwie na wymianę za darmo! Prostota systemu nośnego bardzo mi się podoba. Owszem, w czasie ciepłych dni, plecy są mokre praktycznie błyskawicznie, ale z drugiej strony:
-pianki które często stosują inni producenci w celu zapewnienia przewiewu obszyte są siatką, która często się pruje czy rwie przy zaczepieniu o jakieś ciernie czy kolce,
-zaawansowane systemy wentylacji opierające się na siatce rozpiętej na stelażu wyginającym plecak są natomiast sztywne, może pęknąć, wygiąć się czy inaczej uszkodzić...
Prostota w Tropicielu pozwala natomiast ścisnąć plecak by zmieścił się np. w schowku w samolocie, można go zwinąć i schować do szafy. Nic się nie uszkodzi przy upadku, czy jak rzucimy plecakiem. Dla mnie mimo wszystko plus, ale miejcie świadomość, że plecy błyskawicznie mokre. Apropo schowków w samolotach: maksymalnie wypchany plecak (bez niczego troczonego na zewnątrz) zawsze mi akceptowali jako bagaż podręczny, nawet w WizzAir gdzie obowiązuje „mały bagaż podręczny”.



Chcąc podsumować: dobra cena, prostota i wytrzymałość. Dla mnie super! Za koło 150zł mamy plecak na lata. Gdyby tylko miał dwie zewnętrzne kieszenie boczne i odpinany pas biodrowy to byłoby genialnie (z pasem sam sobie poradzę, ale kieszenie to już większa przeprawa. Jeśli pogodzimy się z jego prostą budową i zaakceptujemy brak wodotrysków to Tropiciel stanie się naszym codziennym kompanem w mieście i terenie. Ze mną tak było, po 10 latach wszyję mu nowy zamek błyskawiczny i zobaczymy...z ciekawości...ile jeszcze pociągnie.

czwartek, 25 lipca 2013

East Carlton

Szybka wycieczka kilka mil za Corby do East Carlton. Country Park to bardzo przyjemny kompleks oferujący miejsce na grill, restaurację, długie żwirowe ścieżki idealne do spacerów oraz rozległe, zadbane trawniki do gry w piłkę czy po prostu na piknik. Jeśli tylko pogoda sprzyja East Carlton to idealne miejsce do wypoczynku, cisza, piękne widoki na odległe wzgórza. Z pewnością jeszcze tam wrócę. Dla Was kilka zdjęć:
Klimatyczny zameczek w typowo angielskim stylu, podobno prywatna posesja.

Takie atrakcje czekają na nas wzdłuż ścieżek spacerowych. 


Idealne miejsce na wypoczynek na łonie natury.

Raj dla czworonogów.


Pozdrawiam pracowicie!:)

niedziela, 7 lipca 2013

England welcome to!

Od ponad tygodnia jestem w Anglii. Przyjechałem tu by sobie trochę pożyć...przyjechałem by zarobić trochę pieniędzy...przyjechałem by zobaczyć jak to jest. Po prostu. Mój dzień zaczyna się o 21:00, kiedy to idę do pracy w fabryce surówek. Kończę o 05:00 i (póki co taksówką, ale planuję kupić sobie tu rower) zasuwam na 06:00 do pracy w magazynie. Do wynajmowanego pokoju wracam o 15:00, idę spać na 4h, jem i na 21:00 zasuwam znów pakować surówki. Oczywiście nie daję rady pracować tak codziennie. W weekendy robię sobie "wolne" i idę tylko na dayshift.:)

Dla Was, kilka zdjęć. Na pierwszy rzut idzie miasteczko Corby w obiektywie:














Pozdrowienia z wyspy!:))

czwartek, 4 lipca 2013

Berghaus Kentmere- esencja prostoty.

Kentmere to propozycja kurtki przeciwdeszczowej angielskiego producenta sprzętu turystycznego Berghaus. Wykonana jest z poliestru ripstop z membraną Aquafoil (firmowa membrana Berghausa). Posiada regulowany kaptur, elastyczne mankiety, dwie kieszenie, ściągacz u dołu. Szwy są podklejane, a podszewka wykonana jest z siateczki. W ofercie Berghausa dostępna jest jeszcze kurtka RG1, różniąca się tylko materiałem zewnętrznym (tkanina nylonowa Dobby). Dlaczego ja wybrałem akurat Kentmere, a nie RG1? Zdecydowała waga: Kentmere waży 488g natomiast RG1 jest 52g cięższa (540g).

Od kiedy zakupiłem kurtkę (wrzesień 2012r.) jest ze mną przy każdej okazji. Każdej, nie licząc jazdy rowerem i biegania- dlaczego, zaraz wyjaśnię. Generalnie nie jestem zwolennikiem wypchanej szafy, jestem minimalistą, nie mam dziesięciu kurtek w różnych kolorach, o różnych krojach i z różnymi membranami na różne okazje. Podstawową cechą moich ubrań musi być więc ich uniwersalność. Kentmere wpasowała się w ten „nurt”. Jest fajnie skrojona- dość przy ciele, nie jest to jednak kurtka typowo techniczna. Nie krępuje ruchów, ale nie stanowi też „żagla” na wietrze. Jest świetna na co dzień na deszcz i wiatr, dobrze chodzi mi się w niej w górach, a także zabieram ją na autostopowanie czy piesze wycieczki po nizinach. Pływam w niej na żaglach, w czasie deszczu zakładam na kajaki. W zimie używam jej na dwa polary i koszulkę techniczną jako wierzchnią warstwę w czasie wędrówek, na co dzień oraz na narty. Niestety na rower się nie nadaje, ponieważ jest krótka. To jej podstawowa wada, moim zdaniem powinna być bardziej przedłużana z tyłu.

Membrana Aquafoil: nie ma co się oszukiwać, przy szybkim marszu z plecakiem idzie się lekko zapocić. Z powodu słabego oddychania nie używam jej podczas biegania, ale tu sprawdza się tylko leciutka wiatrówka. W porównaniu z moją kurtką rowerową, typowo minimalistycznym ciuchem bez membrany, Kentmere coś tam oddycha co czuć, ale oddychalność tej kurtki nie stoi na pewno na wysokim poziomie. Jeśli natomiast chodzi o wodoodporność- tutaj nigdy mnie nie zawiodła. Mieszkając w Anglii, doświadczam tu typowo angielskiej pogody: trzydniowe, pięciodniowe czy nawet tygodniowe deszcze. Kurtka towarzyszy mi w czasie godzinnych spacerów do pracy, nigdy nie miałem problemów z przemakaniem, czasem mam koszulkę mokrą u samego dołu (znów wada zbyt krótkiej kurtki). W górach również często miałem okazję chodzić w deszczu w Kentmere. Nosząc plecak zauważyłem wilgoć na ramionach, po prostu szelki plecaka  „przeciskały” wodę pod kurtkę. Wielce to jednak nie przeszkadzało. Wiatroodporność również zasługuje na pochwałę. Materiał z membraną bardzo dobrze chroni przed chłodnymi, silnymi podmuchami na szczytach. Materiał po roku używania nie nosi najmniejszych oznak zużycia, jedynie co to lekko się zmechacił lewy, elastyczny mankiet. Efekt ciągłego tarcia o zegarek.

Kaptur w Kentmere to kolejny spory minus. Jest regulowany jedynie gumką biegnącą dookoła. Końcówki gumki są fajnie zakończone „w materiał”, dzięki czemu nic się nie majta luźno. Może się to wydawać szczegółem, ale przy silnym wietrze, uderzające non stop w policzki końcówki regulatora potrafią solidnie zdenerwować. Jednak kaptur jest dla mnie nieco za mały (sięga wysoko na czoło), nie posiada też daszka i nie ma regulowanej głębokości. Suma sumarum, spływający po kapturze deszcz leci prosto na czoło i dalej na twarz zalewając oczy. Cały nieudany kaptur jest natomiast rolowany i chowany w kołnierzu i zabezpieczany dwoma rzepami, to na plus.

Stójka w kurtce jest prosta do bólu. Często producenci stosują w kołnierzach jakieś miękkie, przyjemne w dotyku materiały. Wg mnie jest to kompletnie niepotrzebne, wstawki z takich materiałów niepotrzebnie zwiększają tylko wagę oraz przedłużają schnięcie ubrania. Dzięki temu, że Kentmere nie ma takich zbędnych bajerów (kieszenie napoleońskie w przypadku których zawartość jeśli tylko cięższa uwiera mnie i przeszkadza, czy wywietrzniki pod pachami- gdzie często psują się zamki itp.), natomiast posiada podszewkę z siatki, bardzo szybko schnie co jest jej dużą zaletą i za to bardzo ją lubię, oraz jest dość lekka. Kieszenie w Kentmere są dwie u dołu, niestety kolidują z pasem biodrowym plecaka, brak napoleońskiej ale ponieważ i tak jej nie używam nie jest to dla mnie wadą. Natomiast dwie kieszenie, zapinane na zamek, które już są mogłyby być wyżej, dzięki czemu mogły robić za fajną wentylację ponieważ są z siatki i były dostępne przy korzystaniu z plecaka. Mankiety, ponownie, są bardzo prosto uszyte i elastyczne, brak rzepów czy innych regulacji. Dobrze, ponieważ rzepy i tak z czasem się zużywają i przestają trzymać. U dołu kurtki jest elastyczny ściągacz regulowany w dwóch miejscach po bokach, który bardzo fajnie się spisuje i nie można mieć do niego najmniejszych zastrzeżeń.

Podsumowując: Kentmere jest prosta do bólu. Jest to jej największa zaleta, ale też wada ponieważ jednak brak jej kilku istotnych elementów.

      -    Brak regulacji głębokości kaptura,
-         brak daszka przy kapturze,
-         brak też dłuższego tyłu.

Te trzy sprawy.

Zmianie poddałbym jeszcze wielkość kaptura oraz umiejscowienie kieszeni bocznych.

Bardzo sobie cenię natomiast brak wszelkich innych wodotrysków, które powodują tylko większą masę oraz stanowią potencjalne punkty o większym ryzyku uszkodzenia. Kurtka jest też genialnie uniwersalna co sprawdziłem uprawiając w niej najróżniejsze sporty outdoorowe. Nie ma co oczekiwać po membranie jakiejś wyjątkowej pracy (czyt. oddychalności) jednak jeśli szukacie czegoś co ochroni was przed deszczem i wiatrem...polecam. Cena na stronie producenta to 269zł.