czwartek, 4 lipca 2013

Berghaus Kentmere- esencja prostoty.

Kentmere to propozycja kurtki przeciwdeszczowej angielskiego producenta sprzętu turystycznego Berghaus. Wykonana jest z poliestru ripstop z membraną Aquafoil (firmowa membrana Berghausa). Posiada regulowany kaptur, elastyczne mankiety, dwie kieszenie, ściągacz u dołu. Szwy są podklejane, a podszewka wykonana jest z siateczki. W ofercie Berghausa dostępna jest jeszcze kurtka RG1, różniąca się tylko materiałem zewnętrznym (tkanina nylonowa Dobby). Dlaczego ja wybrałem akurat Kentmere, a nie RG1? Zdecydowała waga: Kentmere waży 488g natomiast RG1 jest 52g cięższa (540g).

Od kiedy zakupiłem kurtkę (wrzesień 2012r.) jest ze mną przy każdej okazji. Każdej, nie licząc jazdy rowerem i biegania- dlaczego, zaraz wyjaśnię. Generalnie nie jestem zwolennikiem wypchanej szafy, jestem minimalistą, nie mam dziesięciu kurtek w różnych kolorach, o różnych krojach i z różnymi membranami na różne okazje. Podstawową cechą moich ubrań musi być więc ich uniwersalność. Kentmere wpasowała się w ten „nurt”. Jest fajnie skrojona- dość przy ciele, nie jest to jednak kurtka typowo techniczna. Nie krępuje ruchów, ale nie stanowi też „żagla” na wietrze. Jest świetna na co dzień na deszcz i wiatr, dobrze chodzi mi się w niej w górach, a także zabieram ją na autostopowanie czy piesze wycieczki po nizinach. Pływam w niej na żaglach, w czasie deszczu zakładam na kajaki. W zimie używam jej na dwa polary i koszulkę techniczną jako wierzchnią warstwę w czasie wędrówek, na co dzień oraz na narty. Niestety na rower się nie nadaje, ponieważ jest krótka. To jej podstawowa wada, moim zdaniem powinna być bardziej przedłużana z tyłu.

Membrana Aquafoil: nie ma co się oszukiwać, przy szybkim marszu z plecakiem idzie się lekko zapocić. Z powodu słabego oddychania nie używam jej podczas biegania, ale tu sprawdza się tylko leciutka wiatrówka. W porównaniu z moją kurtką rowerową, typowo minimalistycznym ciuchem bez membrany, Kentmere coś tam oddycha co czuć, ale oddychalność tej kurtki nie stoi na pewno na wysokim poziomie. Jeśli natomiast chodzi o wodoodporność- tutaj nigdy mnie nie zawiodła. Mieszkając w Anglii, doświadczam tu typowo angielskiej pogody: trzydniowe, pięciodniowe czy nawet tygodniowe deszcze. Kurtka towarzyszy mi w czasie godzinnych spacerów do pracy, nigdy nie miałem problemów z przemakaniem, czasem mam koszulkę mokrą u samego dołu (znów wada zbyt krótkiej kurtki). W górach również często miałem okazję chodzić w deszczu w Kentmere. Nosząc plecak zauważyłem wilgoć na ramionach, po prostu szelki plecaka  „przeciskały” wodę pod kurtkę. Wielce to jednak nie przeszkadzało. Wiatroodporność również zasługuje na pochwałę. Materiał z membraną bardzo dobrze chroni przed chłodnymi, silnymi podmuchami na szczytach. Materiał po roku używania nie nosi najmniejszych oznak zużycia, jedynie co to lekko się zmechacił lewy, elastyczny mankiet. Efekt ciągłego tarcia o zegarek.

Kaptur w Kentmere to kolejny spory minus. Jest regulowany jedynie gumką biegnącą dookoła. Końcówki gumki są fajnie zakończone „w materiał”, dzięki czemu nic się nie majta luźno. Może się to wydawać szczegółem, ale przy silnym wietrze, uderzające non stop w policzki końcówki regulatora potrafią solidnie zdenerwować. Jednak kaptur jest dla mnie nieco za mały (sięga wysoko na czoło), nie posiada też daszka i nie ma regulowanej głębokości. Suma sumarum, spływający po kapturze deszcz leci prosto na czoło i dalej na twarz zalewając oczy. Cały nieudany kaptur jest natomiast rolowany i chowany w kołnierzu i zabezpieczany dwoma rzepami, to na plus.

Stójka w kurtce jest prosta do bólu. Często producenci stosują w kołnierzach jakieś miękkie, przyjemne w dotyku materiały. Wg mnie jest to kompletnie niepotrzebne, wstawki z takich materiałów niepotrzebnie zwiększają tylko wagę oraz przedłużają schnięcie ubrania. Dzięki temu, że Kentmere nie ma takich zbędnych bajerów (kieszenie napoleońskie w przypadku których zawartość jeśli tylko cięższa uwiera mnie i przeszkadza, czy wywietrzniki pod pachami- gdzie często psują się zamki itp.), natomiast posiada podszewkę z siatki, bardzo szybko schnie co jest jej dużą zaletą i za to bardzo ją lubię, oraz jest dość lekka. Kieszenie w Kentmere są dwie u dołu, niestety kolidują z pasem biodrowym plecaka, brak napoleońskiej ale ponieważ i tak jej nie używam nie jest to dla mnie wadą. Natomiast dwie kieszenie, zapinane na zamek, które już są mogłyby być wyżej, dzięki czemu mogły robić za fajną wentylację ponieważ są z siatki i były dostępne przy korzystaniu z plecaka. Mankiety, ponownie, są bardzo prosto uszyte i elastyczne, brak rzepów czy innych regulacji. Dobrze, ponieważ rzepy i tak z czasem się zużywają i przestają trzymać. U dołu kurtki jest elastyczny ściągacz regulowany w dwóch miejscach po bokach, który bardzo fajnie się spisuje i nie można mieć do niego najmniejszych zastrzeżeń.

Podsumowując: Kentmere jest prosta do bólu. Jest to jej największa zaleta, ale też wada ponieważ jednak brak jej kilku istotnych elementów.

      -    Brak regulacji głębokości kaptura,
-         brak daszka przy kapturze,
-         brak też dłuższego tyłu.

Te trzy sprawy.

Zmianie poddałbym jeszcze wielkość kaptura oraz umiejscowienie kieszeni bocznych.

Bardzo sobie cenię natomiast brak wszelkich innych wodotrysków, które powodują tylko większą masę oraz stanowią potencjalne punkty o większym ryzyku uszkodzenia. Kurtka jest też genialnie uniwersalna co sprawdziłem uprawiając w niej najróżniejsze sporty outdoorowe. Nie ma co oczekiwać po membranie jakiejś wyjątkowej pracy (czyt. oddychalności) jednak jeśli szukacie czegoś co ochroni was przed deszczem i wiatrem...polecam. Cena na stronie producenta to 269zł.

1 komentarz:

  1. Interesujący opis, jak to mówią im mniej tym lepiej.
    Ważne że spełnia swoją funkcję.

    OdpowiedzUsuń