niedziela, 30 marca 2014

Poradnik lekkiego życia I: Fotografia w podróży.

Nienawidzę pamiątek z podróży. Nie ma nic gorszego niż figurki, wisiorki i inne karteczki przywożone z rożnych miejscowości turystycznych. Ciupaga? Można ją dostać teraz tak samo pod Gubałówką jak i na Długiej w Gdańsku. Jaka jest więc jej wartość? I tak jest z większością pierdół...Od tej mojej niechęci są dwa wyjątki. Pierwszym jest sytuacja, kiedy przywożę ze sobą rzeczy, kupione na wyprawie z konieczności lub po prostu praktycznego punktu widzenia lub te, znalezione na trasie. Tak jest np. z bidonem, który znalazłem na jednym ze zjazdów w Alpach. Woziłem w nim wodę na całym wyjeździe. Teraz jest pamiątką, ale wciąż służy mi w codziennym życiu. Podobnie z rękawiczkami,
które zakupiłem przed wjazdem na lodowiec Gornergatt. Teraz cały czas je używam do jazdy na rowerze…i są pamiątką. W żadnym przypadku te rzeczy nie stoją na specjalnej półeczce i nie zbierają kurzu. Drugim to tzw. spożywka. Często kupuję charakterystyczne dla danego rejonu produkty spożywcze. Trochę zwiozłem z Gruzji, z Czech…Te pamiątki są jednak zwyczajnie zjadane i też nie zalegają.
Generalnie ograniczam się jednak do wspomnień, zapisków i zdjęć (do tych w szczególności, mam ich dużo, ale są w wersji elektronicznej, więc fizycznie nie zajmują mi miejsca, ani nie ważą nic ponad laptop). I o zdjęcia w tym artykule będzie mi chodziło. A szczególnie o fotografię...w turystyce na lekko.

Turystyka na lekko- prosta sprawa. Mało ekwipunku, a ten, który bierzemy ma być maksymalnie lekki i mały. Wiąże się to
ze spadkiem komfortu czy pewnymi ograniczeniami. Trzeba jednak umieć wybrać tak by były one w minimalnym stopniu zauważalne i odczuwalne. Dlatego każdy decyduje indywidualnie, na czym może uszczknąć tych kilka deko. Zastąpienie namiotu w określonych przypadkach tarpem? Dla mnie żaden spadek komfortu, wręcz jego zwiększenie. Śpiwór bez zamka? Dla mnie ok. Mało ubrań? Bez problemu. I później pojawia się aparat fotograficzny. W czasie mojej ostatniej wyprawy rowerowej Czarne->Bałtyckie 2013, nie oszukujmy się, sprzętu fotograficznego w porównaniu do innych elementów sprzętu było naprawdę dużo. Dwa obiektywy, duże body, ładowarka, pokrowiec, zapasowa bateria, filtr, czytnik kart, karty zapasowe…Sprzętu, a sprzętu. Tylko właśnie…zdjęcia są dla mnie naprawdę ważne. Po pierwsze, co już wiecie, stanowią pamiątkę. Chcę mieć dobre zdjęcia rejonów, w które już zapewne nie pojadę, bo i po co drugi raz w to samo miejsce. Zdjęcia prezentuję na spotkaniach z podróżnikami, nie chcę się za nie wstydzić. Po powrocie z wyprawy zawsze mam ambicje by kilka słów i zdjęć pojawiło się w Rowertourze, nie tylko tam, ogólnie w prasie rowerowo-turystycznej. Muszą być więc na odpowiednim poziomie, bo innych redakcja nie przyjmie. Na sam koniec (na koniec, ponieważ zdjęcia publikowane w internecie już wielkich wymagań spełniać nie muszą) nie chcę mieć syfu na blogu.

Przez moje ręce przeszło już sporo aparatów:
-Smiena 8M (na 36 zdjęć w rolce może 7 było dobrych, człowiek się uczył)
-Zenith EM (Tu było już lepiej, gieneralnie rolka była wykorzystana)
-jakiś stary Olympus (pierwsza cyfra, bardzo prosty aparat o rozdzilczości bliskiej VGA, plusem było zasilanie AA)
-ultrazoom FujiFilm (w sumie przyjemny aparat, ale jego wielkość nie usprawiedliwiała przeciętnej jakości)
-Canon 300d (pierwsze cyfrowe lustro, bardzo dużo czasu mijało od włączenia do możliwości wykonania zdjęcia, poza tym Canon…plastykowa zabawka:P)
-FujiFilm XP10 (wodoszczelny, mały, lekki, gorszej jakości obrazka nie widziałem nigdy wcześniej, szczególnie z atrapą którą producent śmie nazywać „lampą błyskową”)
-Canon A570IS (kompakt, zasilanie na AA i fajny tryb lampy błyskowej z długim czasem naświetlnia tła)
-Nikon D50 (Świetny! Gdyby nie wielkość i waga to bym się z nim nie rozstawał!)
-aktualnie posiadam Sony Nex 5 (rozkminiam go…)

Na tej podstawię mogę powiedzieć, że jeśliś pro i chcesz mieć materiały na najwyższym poziomie, bierz lustro. Ale lustro z pełną klatką. Wtedy też zapewne zabierzesz ze 4 obiektywy (strzelam, że fisheye, 17-35/2.8, jakąś jasną stałkę do portretu i 70-200/2.8). Do tego stabilny statyw, filtry, lampę błyskową, ze 4 baterie z ładowarką, pilot i inne szpargały w stylu gruszki itp. I powiem Ci tak: nie nadajesz się do podróży na lekko.
Druga opcja to jesteś szpaner i pozer. Weźmiesz lustro i będziesz cykał na AUTO. Nie wiesz co to głębia ostrości więc zadowolisz się jednym obiektywem- kitowym. Będzie lżej. O Tobie w zasadzie tyle.
Trzecia, dla prawdziwego ultralightowca. Zabierasz mały kompakt, albo nawet nie to! Bierzesz kamerę outodoorową. Jesteś ultralightowcem na tyle, że nawet głowy nie chcesz sobie zaprzątać prezentacjami multimedialnymi, artykułami, redakcjami itd. Lekki bagaż, lekka głowa, lekki portfel.
I opcja ostatnia. Moja opcja. Lubisz mieć całkiem dobre zdjęcia i filmy. Masz okazję wypowiedzieć się publicznie i pokazać owe materiały. Próbujesz czasem przebić się do prasy, ale chcesz jeździć lekko. Weź bezlusterkowca. Wg mnie najlepsza opcja na ambitniejsze wyprawy na lekko.
Zalety bezlusterkowca w stosunku do aparatu kompaktowego. Pierwsza sprawa to wielkość matrycy. Stąd napisałem w przypadku używania lustrzanki o pełnej klatce. Większa matryca to niezaprzeczalna zaleta. Przede wszystkim z fizycznego punktu widzenia, większa matryca to większe punkty światłoczułe na niej umieszczone. Większy punkt przyjmie więcej światła, a to oznacza mniejsze szumy przy małej ilości światła, z drugiej przy dużej ilości światła w mniejszym stopniu występuje zjawisko przepalenia fragmentów zdjęcia. Większa matryca „odda na zdjęciu” więcej szczegółów. Ma to znaczenie przy późniejszym kadrowaniu zdjęcia na komputerze. Z lepszym pod tym względem zdjęciem można po prostu więcej zdziałać. Plus!
Druga sprawa to obiektywy. Kompakty (ale przez kompakt rozumiem aparat mniejszy niż bezlusterkowiec bo np. FinePix X100 wcale zauważalnie mniejszy ani lżejszy od Nexa5 nie jest) nie posiadają mechanicznego pierścienia zoomu czy ostrości. Odpadają więc zdjęcia typu burst zoom, odpada błyskawiczne zoomowanie, trzeba czekać na silniczek sterowany przyciskami, porażka. Jeśli myślimy o nagrywaniu filmów to niezbędny będzie pierścień ostrości, bo nie powiecie mi chyba by nagrywać na autofocusie? Nieprzeceniona jest również możliwość wymiany obiektywów w bezlusterkowcach. Dzięki adapterom mamy w zasadzie nieograniczone możliwości, można stosować swoje ulubione Nikkory, Canony, Zeissy itd. (pamiętajmy jednak o braku współpracy AF!). Dzięki temu, montując np. jasną (na poziomie 1.8) stałkę zyskamy zdjęcia z małą głębią ostrości, które są o niebo ciekawsze niż te, gdzie zarówno pierwszy plan jak i tło są ostre. Co prawda nowoczesne kompakty z obiektywami 1.4 w stylu Lumixa LX5 czy LX7 oferują już całkiem ładny bokeh jednak jeśli zechcę to pod Nexa zamontuję sobie armatę w stylu jakiejś
600mm i będę fotografował ptaki. Z kompaktem tego nie zrobię. Od razu mówię, nie na wyprawie, ale aparatu nie używamy tylko w podróży, bezlusterkowiec jest po prostu bardziej uniwersalny.
Na koniec jeszcze opcja BULB. W skrócie jest to otwarcie migawki jednym przyciśnięciem i zamknięcie jej drugim. Czas jej otwarcia możemy mierzyć np. stoperem. Niezbędny jest pilot i statyw. Dzięki temu trybowi można wykonać genialne zdjęcia rozświetlonego namiotu i gwiazd np.
Zalety bezlusterkowca w stosunku do lustrzanek. Lustrzanki są genialne, pod każdym względem, ergonomii, jakości, możliwości późniejszego rozbudowania itd. jednak zwyczajnie za duże i za ciężkie. Dla przykładu: mój Nikon D50 z kitem ważył 881g! To tyle co śpiwór, tarp i alumata! Belusterkowiec z
podobnym zoomem to 436g. Połowa. Ale to nie koniec, używając lustra myślałem wcześniej o statywie 1.3kg. Teraz zakupię 760g. Obiektywy dedykowane do bezlusterkowców są lżejsze od tych dedykowanych lustrzankom. Prócz tego, fotografując lustrzanką od razu rzucamy się w oczy, słyszałem, że w krajach afrykańskich więcej żądają kasy od lustrzankowców niż tych z kompaktami czy bezlusterkowcami. Turysta z lustrem jest aż fotoreporterem, fotoreporter z bezlusterkowcem jest tylko turystą. Dzięki temu łatwiej możemy zrobić niezauważeni zdjęcie.
Kilka wad jakie zauważam: przede wszystkim bateria. Wyświetlacz Nexa zżera sporo prądu, ze dwie dodatkowe baterie to konieczność! (Tu lepszy byłby np. nex 7- ma wizjer). Obecność wizjera to również możliwość dodatkowej stabilizacji w czasie wykonywania zdjęcia. Brak uszczelnień obudowy, zobaczymy w praktyce (tutaj króluje OMD-EM-1, ale za taką kasę?!).
Na koniec jeszcze chciałbym przedstawić rozwiązania kilku problemów o jakich wspomina wiele osób, które zwykle z Nexem jak i innymi aparatami bezlusterkowymi nawet nie miały styczności:
-brak gorącej stopki. Aktualnie to żaden problem, kupujemy za 60zł kostkę-adapter i podpinamy standardową lampę błyskową,
-wyświetlacz jest niewidoczny w silnym słońcu? Dokupujemy wizjer LCDVF, dzięki powiększeniu jakie oferuje możemy też precyzyjniej ostrzyć w czasie nagrywania.
-brak timelapse: da się to obejść stosując Tempusa.
Zarzucicie mi pewnie teraz: po co kupować lekki aparat by później zrobić z niego lustrzankę stosując dodatkowe akcesoria, co zapewne wagowo i objętościowo da nam to samo, a jakością i tak do tej lustrzanki się nie zbliży. Tak, ale dodatki te MOŻEMY zabrać i stosować, ale nie MUSIMY. Na uroczystość w stylu chrzcin dokładamy do body kostkę, lampę i uniwersalnego zooma. Ruszamy z napięciem na film? Weźmiemy wizjer i ze dwa obiektywy. Ale na ultra wyprawę można wyposażyć body w lekkiego panceka i mieć lekko i kompaktowo. Turystyka na lekko wiąże się z ograniczeniami, w przypadku bezlusterkowca jednak nie są one specjalnie zauważalne i odczuwalne.

Pozdrawiam serdecznie, ten który lustro ma aktualnie tylko u rodziców w mieszkaniu! Mama często się w nim przegląda.;)

Przechowywanie aparatu w czasie jazdy rowerem i podczas pieszych  wędrówek to osobna, dość uciążliwa kwestia. Z jednej strony aparat powinien być łatwo dostępny, z drugiej jednak solidnie zabezpieczony przed warunkami zewnętrznymi. Posiadając mały kompakt możemy go po prostu włożyć do kieszonek koszulki kolarskiej. Możemy zastosować tzw. tankbaga, lub framebaga. Szczególnie tankbag zapewni świetną dostępność aparatu nawet w czasie jazdy rowerem. W czasie pieszych wyjść najwygodniej jest abo chować aparat do kieszonek na pasie biodrowym plecaka, albo do kieszonki spodni. Można też zainwestować w pokrowiec mocowany do szelek plecaka. Posiadając większy aparat, tzw. ultrazooma czy po prostu większy kompakt warto zastanowić się nad małą torbą na kierownicę. Może być to sakwa dedykowana jak np. mała sakwa Topeak czy lżejsza, mniejsza i bardziej budżetowa sakwa z Decathlonu. Warto zwrócić uwagę na mocowanie sakwy do kierownicy, by nie opadała ona w czasie jazdy czy nie trzęsła się na wybojach.
Ciekawym wyjściem jest też zaadoptowanie pokrowca od aparatu i zamocowanie go do kierownicy. By miało to jednak sens, uważam że niezbędna jest krawiecka ingerencja w jego konstrukcję. Mocowanie pokrowca do kierownicy za pomocą dołączonego paska na ramię czy za pomocą sznurków jest mało warte na dłuższą metę. Sam stosowałem Mini Baga od Crosso z lekko przerobionym systemem mocowania. Jeśli mimo wszystko decydujecie się na zabranie lustra, jesteście skazani na dużą sakwę na kierownicę w stylu Ortlieb Ultimate. Możecie też po prostu chować aparat do sakw tylnych, ale jego dostępność będzie wtedy bardzo upośledzona. Stosując barbaga oraz, ponownie, przerabiając mocowanie od pokrowca mojej lustrzanki mocowałem go z przodu zyskując bardzo łatwy dostęp do aparatu nawet w czasie jazdy. Kiedy padało zwyczajnie na pokrowiec zakładałem foliówkę
jednorazową ze sklepu.W czasie pieszej wyprawy w Gruzji wieszałem sobie lustrzankę w pokrowcu na szyi oraz dzięki przerobionemu mocowaniu stabilizowałem ją do pasa biodrowego plecaka. Dzięki temu część bagażu była z przodu i równoważyła ciężki plecak, a do aparatu miałem bardzo łatwy dostęp.
Kiedy leje jak z cebra, trzeci dzień pod rząd, zajeżdżając na nocleg, kładąc się spać chowajmy sprzęt elektroniczny, w tym aparaty do drybagaów z kilkoma saszetkami silicagelu. Przez noc specyfik ten wyciągnie ze sprzętu nagromadzoną wilgoć, poza tym nigdy nie wiecie, czy w nocy Was niespodziewanie nie zaleje...lepiej nie ryzykować. A sam silicagel można później zregenerować prażąc go w menażce nad ogniskiem.

A Wy, jakie macie patenty na fotografię w podróży? Co stosujecie? Jak to wozicie?                                    (Artykuł zostanie uzupełniony o opis obiektywów oraz zarządzaniem energią w czasie wypraw.)