piątek, 27 czerwca 2014

Mój rower

Bardzo często dostaję od Was maile z zapytaniem o mój rower. Że coś widzicie na zdjęciach, ale nie jesteście pewni. Że nie możecie znaleźć takiego w katalogach. Pytacie jak co się sprawuje i dlaczego akurat wybrałem taki, a nie inny komponent. Interesuje Was czy coś bym zmienił. Ponieważ akurat wczoraj założyłem nowy napęd oraz gruntownie rower przeserwisowałem, zdecydowałem się od razu nakreślić dla Was kilka słów o tej maszynie.

Po pierwsze nie trudźcie się, nie znajdziecie takiego w żadnym katalogu. Swój rower składałem sam od zera.
Po drugie z racji tego, że nie mam stałego miejsca, mieszkania czy innego niepotrzebnego problemu, mam JEDEN uniwersalny rower. W innym wypadku oczywiście mógłbym mieć typowego górala z pełną amortyzacją w teren, karbonową szosę na gładkie asflaty i do tego majdanu jeszcze wyprawowca pod sakwy. Mógłbym…ale nie chcę.

Dobrze. Zacznijmy więc od początku. Podstawą roweru jest rama Accent Tormenta. Posiada same zalety. Jest aluminiowa: nie rdzewieje i jest lekka. Posiada mocowanie pod V-brake i dwa koszyki na bidon. Stery 1 i 1/8 cala i geometrię umożliwiającą zasadzenie tej ramie widelca sztywnego (niższego niż amortyzator).  Myślałem swego czasu (moja rama wymaga wymiany prędzej czy później z racji wgniotka, jaki pozostawiła jedna z firm kurierskich po transporcie roweru PL->UK) o ramie karbonowej i powiem tak, na pewno byłaby sztywniejsza, nieco lżejsza i lans. Ale po pierwsze byłaby droższa. Po drugie nie miałaby mocowania pod fałki (znalazłem jedną karbonową ramę z piwotami! RDX) i byłaby wytrzymała. Dużo osób myśli, że jak się kupuje karbon to od razu trzeba o niego dbać jak o jajko i nie nadaje się pod sakwy. Dupa, błąd! Spokojnie może być obiążana ciężkimi sakwami i jeździć po bezdrożach. Jedna tylko jest w tym prawda i dotyczy ona wrażliwości karbonu na uderzenia punktowe. Karbon z tego względu dobry jest na wyścigowe maszyny, które wyjmuje się z sypialni (takie rowery na bank stoją w sypialniach, gdzie sypiają faceci bez włosów na nogach!!), zakłada na bagażnik na dachu samochodu, jedzie na miejsce startu, ciśnie bez opamiętania od startu do mety, wygrywa, później pocałunek niezłych laseczek i znów na dach i do sypialni obok łóżka. Wyprawowiec będzie natomiast pakowany w pudło, wysyłany kurierem, nadawany, jako bagaż sportowy w samolocie, rozkładany i owijany folią by przewieźć go w pociągu…a wtedy bardzo łatwo o tego typu uszkodzenia, choćby uderzenia jednej części o drugą (nie powiecie mi bowiem, że na zakończenie wyprawy rowerowej i powrót samolotem z małego lotniseczka gdzieś na polu, wyjmiecie folię bąbelkową z sakwy, co?). Myślałbym też poważnie o tytanie. Generalnie rama to rama, jeśli ma ponad to, co napisałem, geometrię, która Wam odpowiada to jest ok i nie ma się co podniecać nie wiadomo czym. Kupić coś za rozsądne pieniądze.

Do ramy założyłem lekki, aluminiowy widelec sztywny. Jeżdżę na nim praktycznie rok i był on jednym z moich najlepszych zakupów. Naprawdę nie tęsknię za amortyzatorem, choć od wyprawy w Alpy nie wjeżdżałem w żaden cięższy teren. Widelec sztywny jest lżejszy, nie wymaga serwisu, nie zabiera energii na podjazdach, jest pewniejszy niż amortyzator bo nie mam w nim żadnych mechanicznych części. Same, same, zalety. A jeśli jeździcie po asfalcie i lekkim terenie, to spokojnie wystarczy, a za amortyzację będą odpowiadały grubsze opony. Nie ma mocowania na lowridera, ale i tak nie używam.

Kołami Was zaskoczę. Od trzech lat jeżdżę na Mavickach Crossride-ach. Dobre koła. Są dość lekkie z racji małej ilości szprych. I tu mi zarzucicie! Po 22 szprychy na koło pod sakwy?! Herezja! Ano tak: ja jestem lekki (68kg, pod koniec wyprawy 65kg), rower lekko ponad 10kg, bagaż 6kg. A Crosride-y są sztywne i wytrzymałe. Mają za sobą 2000km po alpejskich terenach, mnóstwo kilometrów po asfalcie i przez 3lata ani razu ich nie centrowałem. Od czasu do czasu muszę zniwelować luz w piastach i na tym kończy się ich serwis. Mają łożyska maszynowe, więc odpada zabawa z kulkami, bieżniami, wypłukanym smarem…
Jedna z najważniejszych rzeczy w rowerze: opony i dętki. Na asfaltach jeżdżę na Kendach Kwestach. Waga w okolicach 550-600g, na drucie, 1.5cala. Ciężkie i łapię na nich gumy. Nie polecam. Następne będą chyba Schwalbe Kojak. W teren zakładam Kendy Komodo 450-500g wagi i 1.95 cala, Kevlar. Fajne, dobrze się trzymają, nie łapię na nich kapci, wytrzymałe. Polecam. 45zł za sztukę! Dętki żadne ultra-hiper light. Dętki muszą być normalne z Prestą, bo tak wypada.

Napęd mojego roweru złożyłem na poziomie Deore. Uważam, że jest to idealna cenowo grupa. Dość lekka, jednak wtrzymała (XTR jest oczywiście lżejszy, ale idzie za tym również mniejsza wytrzymałość). Mam 9 rzędów i jest to dla mnie i tak aż nadto. Wcześniej miałem 7 i też było spoko. Na 9 przerzuciłem się tylko dlatego, że brak już nowych części dobrej jakości do napędów mniej-rzędowych. A szkoda, szkoda. Przystępność cenowa jest dla mnie dość istotna, ponieważ napęd zmieniam średnio po 12-13 tyś. kilometrów czyli co półtora roku. Gdybym miał 1200zł wykładać na nowego XTR-a to by bolało. A tak: kaseta, łańcuch, kółeczka przerzutki i blat korby (najczęściej używany) to jakieś 220zł. Nic, ale to kompletnie nic więcej do turystyki nie potrzeba, grupa Deore ma większość technologii z wyższych grup (2-way-release, Shadow). Oczywiście, fajnie popatrzeć sobie na rowery z lepszym napędem, ale mnie tam patrzenie wystarcza. W tym roku wybrałem HII, nie wiem czy dobrze, różnicy w stosunku do Octanlik-a, którego miałem wcześniej nie odczuwam, a łożyska ponoć są dużo słabsze. Zobaczymy. W moim rowerze siedzi jeszcze przerzutka przednia LX, którą chcę w najbliższym czasie też wymienić na Deore by była jednolitość, no i pedały M520, których nie polecam z racji konieczności posiadania specjalnego klucza do ich serwisu. Lepiej zainwestować w M540, 30zł droższe, a serwis umożliwia zwykły francuz. Wybieram zdecydowanie SPD, tak się przyzwyczaiłem, tak lubię. Znam jednak wielu, którzy odchodzą mi na platformach, więc to jedynie kwestia przyzwyczajenia. Nie do przemilczenia jest natomiast fakt, że używając platform możemy jeździć w dowolnych butach, wygodnych też do chodzenia. Miejcie to na uwadze. Ja platformy zakładam na zimę by jeździć w normalnych butach zimowych, dochodzi do tego jeszcze większa pewność na śliskich drogach. 

Na hamulcach trochę się przejechałem, ponieważ kupiłem Avidy SD SL. Ze względu na ich wagę. Niestety klamki szybko złapały przeszkadzający luz, a ramiona kilku osobom zrobiły już niemiły dżołk. Moje są póki co ok, ale posiadają one bolec (ten, który wchodzi w otwory przy piwotach) wykonany z aluminium, ponoć często pęka. Teraz wybrałbym SD 7 (bolec mają stalowy) i klamki Shimano XTR, których dźwignie są na łożyskach maszynowych. Używam zdecydowanie wsuwek i to miękkich, szybko się zużywają, ale wolę kupić ich nową parę niż nową parę kół no i pewniej w deszczu.

Siodło to druga z trzech rzeczy, na którą zwracam wielką uwagę. W moim przypadku 148mm San Marco Blaze. Wygodne bo twarde i szerokie, idealne byłoby gdyby miało jeszcze dziurę by nie uciskało na prostatę bo po jakimś czasie ponoć Szeryf się buntuje później. Także jeszcze szukam. Grube, miękkie siodła powodują otarcia, są do niczego. 




O sztycach było tu:

I to jest ważna sprawa, kupcie dobrą sztycę. I broń Was wszystkich boże nie jakąś amortyzowaną. Ja wiem, że normalni ludzie nie lubią jak ich dupa boli, ale amortyzowane szybko łapią luzy, skrzypią, niewygodnie się zakłada do nich podsiodłówki.

Kokpit to trzecia z najważniejszych rzeczy. Musi być wygodny. Po prostu musi. U mnie są to stery maszynowe, bezobsługowe; sztywny mostek (regulowane skrzypią), prosta kierownica (klasyk) i ultrawygodne gripy Ergona z krótkimi rogami (dla mnie te małe różki są całkowicie wystarczające). Ergony dość szybko się wycierają, co za taką cenę nie powinno mieć miejsca- złodzieje, albo za dużo jeżdżę. Dopiero w tym roku kupiłem lemondkę. Zdecydowałem się na TranZ-X JD-TB01. Głupotę zrobiłem i już Wam piszę dlaczego. Po kilku pierwszych przejażdżkach zauważyłem, że i tak trzymam ręce na samych końcach uchwytów. Powinienem kupić więc coś w rodzaju TranZ-X 802. Do tego na samym szczycie mógłbym zamontować lampkę bo na kierownicy nie ma już na nią miejsca. Głupek, głupek, głupek. GPS-a Etrex-a 20 zamontowanego mam na mostku i jest to najwygodniejsze miejsce jakie może być, a sam odbiornik genialnie kompaktowy i przydatny. Polecam. Jak widzicie nie używam licznika. Nie lubię dublowania sprzętu nawet wtedy, kiedy wiem, że GPS nie jest tak dokładny jak licznik. Nie jest, wiem o tym i widzę dokładnie, ale mnie tam taka różnica we wskazaniach kompletnie nie robi różnicy.


No i teraz już wszystko wiecie. W trzech słowach: ma być sensownie lekko, sensownie prosto i sensownie tanio. To, w jaką stronę, przechylicie szalę, zależy tylko od Was. Ja poszedłem w wagę, ponieważ waga moja i ekwipunku jest niska. Mogłem sobie na to pozwolić. No i...wiem, maszyna jest kozacka. Poświęcam jej sporo uwagi, dlatego.

4 komentarze:

  1. Na ebayu jest duuuużo ram z carbonu z pivotami. MTB, szosy, przełaje, do wyboru, do koloru, a ceny nie są straszne ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. z tą lampką na szczycie lemondki to i tak ciężka sprawa. sporo drgań się przenosi, trzeba nakombinować by nie latała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak się sprawuje lemondka TranZ-X JD-TB01 ? czy nadal żałujesz zakupu?

    OdpowiedzUsuń
  4. Lemondka poszła do kolegi, który sobie jeździ w triathlonach. Ja jednak zakupię 802, ale to z czaserm.

    OdpowiedzUsuń