niedziela, 29 czerwca 2014

Tanio po Londynie.

Anglia jest droga. Może nie dla Anglików, ale dla Polaków już owszem. Nie oszukacie, trzeba mnożyć razy 5. Jeśli do tego dojdzie hasło Londyn, to może się okazać, że w Polsce na obiad w Londynie, pracujemy 5h. Londyn to metropolia, stolica, to sława i turystyka. A to wszystko razem daje wywindowane ceny. Nie oszukacie. Jak więc zobaczyć to sławne miasto mieszcząc się w sensownej kwocie? Jak zrobić, by decydując się na obniżenie ceny wyjazdu, nie spadł komfort pobytu? Czytajcie!

Dojazd.
Najłatwiej, najszybciej, najtaniej wyjdzie samolot. Linie lotnicze RyanAir. Poza sezonem, czyli w miesiącach wrzesień-kwiecień bilety będą oczywiście tańsze niż w czasie letnim. Ale i latem udaje się czasem wyciągnąć bilety w sensownych cenach. Na dzień dzisiejszy, w 2 minuty, znalazłem ofertę dla studentów. We wrześniu się jeszcze bawicie, więc Londyn na weekend. Wyjeżdżamy w czwartek po szkole/pracy. Z powrotem jesteśmy w niedzielę przed południem, tak by do domu dojechać jeszcze z Warszawy na niedzielę wieczór i być gotowym na poniedziałek.

I tydzień później, z Gdańska, trochę drożej.

 

Oczywiście na lotnisko trzeba dojechać. Z pod Pałacu Kultury odjeżdżają busy firmy ModlinBus. Radzę rezerwować je od razu z biletem na samolot, czyli jak najszybciej ponieważ wtedy można dużo zaoszczędzić. Jednak jeśli coś się stanie/zapomnicie, cokolwiek, to zwykle na miejscu, już w autobusie też awaryjnie można kupić bilet. Mnie kosztował 36zł. Pod Pałac Kultury w Warszawie natomiast bez problemów dojedziecie oczywiście pociągami wysiadając na Warszawa Śródmieście/Centralna. Później tylko kilka kroków i jesteście na parkingu. Powrót jest dokładnie w to samo miejsce.

Z Gdyni/Sopotu/Gdańska na lotnisko dojedziecie autobusami. Z Gdyni Główej jedzie 510, z Gdańska Głównego 210, natomiast z Sopotu Kamiennego Potoku SKM jest 122. Akurat ten ostatni jest lekko bez sensu. Jest też linia nocna Gdańsk Główny-Gdańsk Wrzeszcz, linia N3. Nie miejcie wątpliwości, te autobusy mają swoje bilety, nie kupujcie więc standardowych jednorazowych.;)

Ze Stansted do centrum Londynu jeździłem natomiast EasyBusem. Tak samo jak z naszym warszawskim przewoźnikiem, tak i tutaj im szybciej zakupicie bilety przez internet, tym będzie taniej. EasyBusem dojedziecie na Baker Street zaraz obok muzeum Sherlocka Holmesa. Przystanek, z którego odjedziecie busem tego samego przewoźnika na lotnisko z Londynu nie jest po drugiej strony Baker Street, a kilka ulic dalej! Dokładnie obejrzyjcie mapkę umieszczoną na bilecie.

Bilety, zarówno na samolot jak i busy trzeba mieć wydrukowane. Jeśli nie macie tego jak zrobić w domu to wiem, że w informacji turystycznej na lotnisku Stansted można to zrobić za 3 funty. Jak na lotniskach w Polsce, niestety nie wiem. Dajcie znać w komentarzach!

Bagaż.
Mój konik.:D Jak ktoś mnie zapyta jak wygląda sprawa bagażu rejestrowanego, kiedy jedziemy do Londynu na kilka dni na zwiedzanie to miejcie parasol, parsknę śmiechem i ślina też niekontrolowanie poleci. Taka wycieczka, by była opłacalna finansowo MUSI odbyć się tylko z bagażem podręcznym. Nie bójcie się, da się i to bez bólu. Ponieważ od początku piszę o „Rajanie” to i krótka informacja: limit bagażu podręcznego: plecak/torba 10 kg i maksymalne wymiary 55 x 40 x 20 cm oraz 1 mała torebka o maksymalnych wymiarach 35 x 20 x 20 cm. W praktyce? Polecam plecak 20l oraz ewentualnie aparat w 
pokrowcu. Torba na ramię jest niewygodna przy noszeniu, obciąża tylko jedną stronę ciała. Torba na kółkach, gdy przyjdzie iść gdzieś dalej okaże się kompletnie nietrafionym pomysłem, ponieważ na wątpliwej jakości chodników w PL i UK będzie skakała i klinowała się na dziurach. Poza tym ma jakieś rączki, kółka…generalnie elementy bardzo zawodne. Szkoda nerwów na wakacjach. Wygodny i solidnie wyszyty plecak zapewni przyjemny marsz. Oczywiście do samolotu nie weźmiemy większych butelek z płynem niż 100ml (polecam sklep Rossman, mają tam miniaturki popularnych kosmetyków), a wszystkie należy schować do torebki strunowej (lepiej wziąć swoje, ponieważ na lotniskach są dostępne za 1 funta lub 1 euro). A zestaw 100 takich woreczków na popularnym serwisie aukcyjnym można kupić za dyszkę z przesyłką. Żadnych noży, nożyczek. Przy odprawie wyjmujemy z bagażu torebkę strunową z płynami/kosmetykami/lekami, oraz całą elektronikę. Wyjmujemy wszystko z kieszonek, zdejmujemy płaszcze, pasek (metalowa klamra), czasem każą też zdjąć buty. Generalnie nie ma się czego obawiać, odprawa to pestka. Moja mama tak stwierdziła po pierwszym swoim locie, przewożąc do tego w bagażu sporej wielkości nóż kuchenny (nieświadomie).:D

Czy jest coś takiego, co warto zabrać akurat do Londynu? Chyba nie, kurka przeciwdeszczowa bo czasem potrafi popadać, ale to mamy przecież zawsze…aparat fotograficzny też…wygodne buty są bardzo ważne. Generalnie bagaż standard.

Nocleg.
Sensownie tanio może być na dwa sposoby. Albo daleko od centrum, albo wątpliwie luksusowo. Ja zawsze decyduję się na tą drugą opcję. Tym samym będąc pierwszy raz w Londynie spałem w sali 18-osobowej w The Duke of York kawałek na północ od Hyde Parku. Było przyjemnie, a co najważniejsze były tam zamykane na klucz szafki na bagaże. Noc w okolicach 12 funtów na piętrowym łóżku. Spoko. Śniadanie w cenie. Łazienka na korytarzu.
Drugi raz spałem w The Royal Bayswater London zaraz przy Hyde Parku, niedaleko Duka. Oba mają o tyle dobrą lokalizację, że są dość blisko Hyda, Muzeum Naturalnego oraz przystanku na Baker Street. W Bayswaterze nie ma szafek zamykanych w pokoju. Za 2 funty za dobę można wykupić sobie małą zamykaną szafeczkę przy recepcji. To poważny minus, jednak dwie łazienki były w sali 20 osobowej, a nie na korytarzu. W Baywaterze płaciłem około 14-18 funtów za noc ze śniadaniem.

W tego typu hostelach dostajemy pościel: poszewkę na poduszkę, jedno prześcieradło na materac i drugie, którym się przykrywamy i dopiero na nie narzucamy kołdrę. Pokoje są zwykle koedukacyjne. Śniadanie w takich hostelach stanowi szwedzki stół w jakiejś sporej jadalni. Mamy chleb tostowy, toster, marmoladę, masło, kawę, herbatę, mleko i płatki. Jeśli dokupimy sobie sami np. jakąś wędlinę, ser żółty…możemy sobie zrobić kanapek na cały dzień, ponieważ zwykle tego, co jest na szwedzkim stole jest pod dostatkiem i starczy dla wszystkich na śniadanie i na kanapki na podróż. Nawet jeśli nie ma mowy o śniadaniu w internecie, czy nie powiedzą Wam w recepcji to zapytajcie sami. Ja raz tego nie zrobiłem i śniadanie jadłem na własny rachunek. Kuchnia też jest zwykle dostępna, więc jak ktoś miałby ochotę samemu zrobić sobie kolację czy obiad, to jest gdzie. Kuchenka, czajnik elektryczny, wszystkie garnki, patelnie itp. Wi-fi zwykle jest, ale płatne funta za dobowy dostęp. W obu hostelach była możliwość płatności kartą. Obsługa wymaga pozostawienia 10funtów zwrotnej kaucji za kartę magnetyczną w gotówce. Warunki w wieloosobowych salach mogą niektórych odstraszać, ale nie przesadzajmy. Warto mieć zatyczki do uszu, bo ludzie potrafią nieźle chrapać. Warto mieć klapki pod prysznic, by nie nabawić się grzyba. Warto mieć też małą czołóweczkę, by poświecić sobie nią jak wrócimy późno na kwaterę. Zapalając główne światło pobudzimy wszystkich. W nocy, kiedy śpię, wszystkie wartościowe rzeczy mam w saszetce pod kołdrą.
Plusem takich sal jest możliwość spotkania wielu ciekawych osób. Koreańczyka, który mieszkał już w hostelu pół roku i miał swoje garnki pod łóżkiem. Angola szykującego się na rozmowę kwalifikacyjną w garniturze.:)

Komunikacja.
Londyn to kawał molocha. Możesz po nim chodzić w dwóch przypadkach. Jesteś sadomaso, albo trenujesz bieganie lub rowery. W innym przypadku będziesz przeklinał każdy krawężnik, przy okazji którego trzeba podnieść nogę wyżej i skamlał po pierwszym dniu od zakwasów. Żeby obskoczyć kilka atrakcji dziennie, trzeba się nachodzić, a odległości są spore. Jeśli zdecydujecie się zapłacić troszkę więcej to za 8.29 funta można zakupić tzw. travel ticket. Można go kupić w kasach na każdej stacji metra. Upoważnia on do korzystania z metra i autobusów dowolną ilość razy do 04:45 następnego dnia po zakupie. Sprawa o tyle wygodna, że siatka metra w Londynie jest zajebiście rozbudowana, a autobusów jest jeszcze więcej. Tym sposobem można naprawdę dostać się wszędzie i to bardzo szybko. Poza tym, przejazd metrem londyńskim czy autobusem piętrowym to atrakcja sama w sobie. W przypadku autobusów należy zawsze wsiadać drzwiami z przodu i pokazać kierowcy bilet, w przypadku metra wkładamy go normalnie do czytnika przy bramkach.

Druga fajna opcja to Barclays Cycle Hire. Publiczne rowery. Parkingów, gdzie można rower wypożyczyć oraz go oddać jest ZATRZĘSIENIE. Ceny nie są kosmiczne. Jeśli wiecie, że pojedynczy przejazd, po którym rower odstawiacie na parking będzie krótszy niż 30min to dostęp do rowerów na 24h można kupić za 2 funty. Jeśli zdarzy się tak, że roweru nie odstawicie w przeciągu 30min to płacicie ekstra funta za spóźnienie do godziny, 4 funty za opóźnienie rzędu półtorej godziny itd. wszystko jest na tabliczkach. Czytamy uważnie. Przy odstawianiu roweru upewnijcie się, że zapali się zielona lampka. Jeśli tak się nie stanie to będą Was dalej naliczać. Ruch w Londynie jest ogromny, więc jazda po lewej stronie i wśród korków musi być bardzo uważna. Zawsze to jednak nowe doświadczenie.

Co zobaczyć?
Są dwa rodzaje atrakcji, które zainteresują budżetowego turystę. Jedne do zrobienia sobie przy nich zdjęcia bo trzeba i drugie, gdzie wejdziemy do środka, po prostu za darmo. Do grupy pierwszej należy naturalnie Big Ben z przyległym Westminster Palace, kawałek dalej Westminster Abbey i London Eye po drugiej stronie Tamizy. Warto podejść pod Buckingham Palace, oraz na tłoczny Piccadilly Circus. Następnie zajść do dzielnicy City i obejrzeć modernistyczny gmach Loydsa i popularne jajko oraz katedrę św. Pawła oraz Tower of London i Tower Bridge.

Druga grupa to warte zwiedzenia: Muzeum Naturalne (wielkie to to, żeby wszystko zobaczyć trzeba naprawdę dużo czasu, warto wejść, ale by wejść to trzeba przyjść z pół godziny wcześniej ponieważ w weekendy kolejki potrafią być bardzo długie), Galeria Narodowa (mieści się na Trafalgar Square, Słoneczniki van Gogha i inne takie, mnie tam to mega nudziło bo i się nie znam:), British Museum, Houses of Parialment, Museum od London, Tate Modern, Muzeum Wiktorii i Alberta (zaraz przy Muzeum Natury)- w tych nie byłem. Doczytajcie sobie jeśli się wybieracie, duzi jesteście.;)

Zakupy.
Jak ktoś lubi pamiątki to jest dużo tego rodzaju sklepów, znajdziecie bez problemu. Ale mnie bardziej chodzi o zakupy spożywcze. Od zawsze kupowałem wszystko w Tesco. Jest Tesco Metro (większy wybór) i Tesco Express (mniejsze). Nie są to ogólnie tanie sklepy, ale na poziomie innych ceny są ok. Mapę Londynu weźmiecie za darmo w każdej kasie metra, jest to mapa od wypożyczalni rowerów i jest na tyle dokładna, że spokojnie starcza, w kasie jest też mapa metra- bardzo przydatna.

Jedzenie.
Możecie żywić się tylko kanapkami zrobionymi na śniadaniu w hostelu. Oczywiście, że możecie, jednak polecam wejść do typowo angielskiego pubu i za około 10-11funtów zjeść solidny angielski obiad. Na talerzu dostaniecie kawał mięsa, zwykle jest to wołowina lub wieprzowina. Gotowane groszek z marchewką, pieczone ziemniaki i yorkshire pudding (czarki upieczone w formach z ciasta zbliżonego do naleśnikowego). Takie danie zwykle jest „daniem dnia” i porcja jest naprawdę solidna. Do tego wybierzcie piwo z kija i obiadokolacja na wypasie! Możecie wybrać się też na tradycyjne „fish and chips”. Smażona w grubej panierce ryba z frytkami podawane na wynos w budkach to koszt 8-10funtów. Da się najeść. My Polacy spokojnie na obiad możemy sobie zamówić typowe angielskie śniadanie. Kosztuje ono około 6 funtów i składa się na nie: fasolka w sosie pomidorowym, dwie kiełbaski (kiełbaski mają niedobre), dwa tosty do zjedzenia z masłem i marmoladą, porcja duszonych pieczarek i jajka sadzone. SubWay w Anglii jest dość tani, za 5 funtów można mieć dużą kanapkę z dolewką coli, to jeśli ktoś by chciał tak na zimno.

Na zakończenie powiem tylko: warto. Warto wyskoczyć na szybki weekend do dużego świata, warto posiedzieć w Hyde Parku, wypić Guinessa z kija, przespacerować się nad Tamizą. Macie okazję to się nie zastanawiajcie, bo umrzecie widząc jedynie swoją zakichaną mieścinę. Duży świat na zdjęciach to nie to samo co „dotknięty”.

3 komentarze:

  1. Rafał, wreszcie na czymś Cie złapałem, dzięki za ten wpis! Wreszcie czytając Twojego bloga znalazłem jakieś małe coś przy czym nie musiałem się wstydzić Twojej dojrzałości (jestem tak z 10 lat starszy), nie musiałem zazdrościć Ci naturalnosci Twojego minimalizmu (do którego sam dochodzę latami i po grubych błędach marnotrastwa), który jest tak teraz modny, a u Ciebie po prostu zwyczajny, codzienny i od lat przećwiczony.

    Miło mi się tu czyta nawet o Twoim rowerze, które to mnie z zasady nie kręcą bo to wielka góra gratów, bo masz do nich takie rzemieślnicze, rozsądne i minimalistyaczne podejście. Fotograficznie już się zupełnie zgadzamy, a minimalizmu, i co chyba jeszcze ważniejsze własnej rzemieślniczej pasji połączonej do tego ze studiami się zwyczajnie od Ciebie uczę ;-) Może moim dzieciakom się przyda!

    Także te Słoneczniki i całą tą bajkę Ci jakoś daruję, dla mnie to zwyczajnie jedyny powód do wizyty w takim piekle jakim jest sobie Londyn i każda inna tego typu planeta, lubię wieś i już ;-) Chociaż pierwsza rzecz jaka była na mojej liście po wyladowaniu to Anglii to były jednak Fish and Chips, fenomem kulturowy dla mnie.. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Londyn jest super! Bylam kilka razy i zawsze bardzo mi sie podobalo, nawet zastanawialam sie czy by sie tam nie przeprowadzic, ale jakos mi to odradzono;) Nocowalam u kolezanki, wiec nie wiem jakie sa ceny ;)
    Jezeli chodzi o bagaz, to pisalam o tym rowniez u mnie na blogu, generalnie, w bagaz podreczny mozna sie spokojnie spakowac na tygodniowy wyjazd :)
    Co do zwiedzania to mozna takze wybrac sie na Canary Wharf, do Greenwich, do Muzeum Techniki (zaraz obok Muzeum Historii Naturalnej, rowniez darmowe), warto tez wybrac sie na Camden - to dosc specyficzne miesjce, ale jadnoczesnie bardzo klimatyczne i mozna poprobowac fajnego i niedrogiego jedzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. serwus Rafal

    dodam tylko:
    DO JEDZENIA - ze najtaniej jest w LIDLU, pozniej TESCO. A w kazdej sieci w godzinach wieczornych wrzucaja na przecene mase niezlych produktow, moi wspolokatorzy zywili sie praktycznie tylko nimi (i Cydrem;)

    DO KOMUNIKACJI: - jesli sie mysli o jezdzeniu tam czesciej, warto kupic sobie karte Oyster i co jakis czas doladowywac. Najtansza jest jazda autobusem fakt, ale nagminne sa sytuacje "technicznych postojow" i albo takie (godziny szczytu rano i wieczorem), ze autobus nagle zatrzymuje sie na dziwnej stacji i mowi, ze ni chuja nie pojedzie dalej.
    Metro tez nie jest w tej materii lepsze, potrafi stanac ot tak i wisisz na drazku 20min...30min... Rower to podstawa, a skladak daje najwieksze mozliwosci! W Tate modern ludzie oddaja zlozone Bromptony do szatni jak zwykle plaszcze;)

    OdpowiedzUsuń