środa, 27 sierpnia 2014

Ruszamy do Maroka!

Tym razem bez roweru. Tym razem samolotem, autokarem lub pociągiem. 

Trochę bardziej cywilizowanie? 
Lepiej czy gorzej? 
Słyszymy się za dwa tygodnie, to Wam powiem.:)

Jeszcze jutro, przed samym wylotem, lista sprzętu.
Pozdrowienia, Rafał

środa, 13 sierpnia 2014

Bezinwazyjna transformacja czołówki w lampkę rowerową.

O światłach na rower pisałem już TUTAJ. Zwróćcie proszę szczególną uwagę na ostatni akapit tekstu. Po 2 latach doszedłem do wniosku, że czołówka nie jest jednak najlepszym pomysłem na rower. W przemyśleniach tych utwierdziła mnie również ostatnia wycieczka Czarne->Bałtyckie 2013. Zabrałem na nią swoją wysłużoną, lecz wciąż idealnie działającą HLS-K2r od Mactronica. Czołówka ta była kupiona głównie z myślą o rajdach przygodowych w stylu Harpagana, które zdarzyło mi się biegać. Jednak myśleniem minimalisty doszedłem od razu do wniosku, że nie potrzebuję drugiej, dedykowanej lampki rowerowej posiadając już czołówkę. Jeżdżąc początkowo bez kasku w sumie nie było problemu. W zasadzie przeszkadzało mi tylko to, że musiałem znaleźć miejsce na niemałą czołówkę w małych sakwach. Kiedy po wypadku zacząłem w kasku jeździć, problem zaczął narastać. Problem pogodzenia czołówki z kaskiem naturalnie. Z początku próbowałem zakładać kask na czołówkę. Było niewygodnie, a i kask nie spełniał wtedy swojej roli. Był przechylony do tyłu, niedociągnięty paskami.
Na wspomnianej wycieczce Czarne->Bałtyckie zamontowałem czołówkę do kasku zipami. Odpadł problem upychania czołówki po sakwach, ponieważ na stałe jeździła na kasku. Kask natomiast dobrze leżał na głowie. Niestety zwiększył się przez to ciężar, jaki wiozłem na głowie, co odczułem bólem szyi. Niewygodnie też było na biwaku, kiedy po zmroku musiałem jeść z kaskiem na głowie, ponieważ czołówka była do niego przyczepiona na stałe.

Postanowiłem podejść do sprawy światełek raz jeszcze. Po pierwsze lampka z przodu. Tutaj wykorzystałem posiadaną czołówkę (wciąż minimalizm).
Zauważyłem, że całkowicie bezinwazyjnie można od niej odczepić paski trzymające ją na głowie. 
Głowica latarki jest z bateriami połączona kawałkiem kabla, co jeszcze ułatwiło sprawę montażu.
Ponieważ chciałem uchronić lampkę przed wstrząsami powstającymi podczas jazdy, szczególnie na sztywnym widelcu, wyciąłem z gęstej gąbki podkładki pod głowicę oraz pojemnik z bateriami. 
Stosując podkładkę pod głowicą, chciałem również nieco „wygładzić” zaokrąglenie kapsla w moim mostku.
Całość zamontowałem zipami. Uznałem, że głowicę zamontuję centralnie na kapslu mostka, natomiast pojemnik z bateriami przy ramie. Docelowo zamiast tych grubych, niebieskich; zastosuję cieńsze, czarne, co powinno nadać nieco więcej elegancji mojemu rozwiązaniu.

Pierwsze jazdy wypadły bardzo obiecująco. Lampka trzyma się bardzo solidnie. Czołówka posiada regulację góra dół oraz włącznik przy głowicy- jedno i drugie jest bardzo wygodne. Regulacja działa płynnie, jednak nie „przeskakuje” na wybojach. Umiejscowienie pojemnika z bateriami jest wygodne, nie wystaje on bowiem poza rurki ramy, więc nie haczę o niego kolanami podczas jazdy na stojąco. Wymiana baterii również jest banalnie prosta, montaż do ramy nic tu nie zmienił. Muszę jedynie pamiętać o tym, że po otwarciu pojemnika, baterie same wypadają, co by ich nie zgubić po nocy. 
Minus? Lampka jest przyczepiona do roweru na stałe- jest oczywiście wodoodporna, jednak czy solidny, całonocny deszcz nie załatwi jej podczas noclegu roweru poza tarpem? Czy zostawiając rower w miejscu publicznym nie trafi się zdesperowany złodziej światełek rowerowych z nożyczkami?


Druga sprawa to światło czerwone.
Zrezygnowałem z Sigmy Micro, którą woziłem na stałe (również zipami) przyczepioną do górnej rury tylnego widelca. Uznałem, że owszem jest lekka, mała i poręczna jednak sprawdza się dobrze tylko w roli awaryjnego światełka. Do codziennego dojazdu do pracy potrzebuję czegoś mocniejszego. Postawiłem na uszczelniany no name z pięcioma diodami, który świeci o wiele mocniej niż wspomniana Micro z jedną diodą. Jak to w no nameach, mocowanie było o kant d**y potłuc, światło zamocowałem w związku z tym również na stałe- zipami, w miejscu spawu górnych rurek tylnego widelca z rurą podsiodłową.
Ponieważ światło białe, przednie zamontowane jest do roweru na stałe, nie ma możliwości korzystania z niego w czasie biwaków podczas wypraw. Na tę okazję kupiłem sobie mikro czołówkę Petzl E+lite.
Jak mała jest, możecie zobaczyć na zdjęciu mojej dłoni. Waży natomiast 27g z bateriami. Na biwaku nie potrzeba nic więcej niż oferuje to maleństwo. Nada się idealnie do rozłożenia tarpa po zmroku, do przeprowadzenia naprawy, przygotowania jedzenia, wyjścia na stronę...Takiej wagi nie czuje się na głowie. Co więcej, nie dubluję sprzętu. Czołówka ta ma również jedną diodę czerwoną. Będzie mi służyła w zastępstwie normalnego światełka czerwonego w czasie wyjazdów, kiedy i tak nie przewiduję jazdy po nocy. Ot awaryjnie. Uparłem się na starą wersję tej czołówki z klipsem i taśmą zamiast nowej ze zwijaną linką ze względu właśnie na klips, który umożliwi mi wygodne przypięcie światełka do szlufki w saddlebagu.

Jak wy rozwiązaliście sprawę oświetlenia? Piszcie!