czwartek, 25 grudnia 2014

Podsumowanie roku 2014.

Bałem się tego posta. Bałem się go pisać i bałem się upublicznić. Z kronikarskiego jednak obowiązku...opiszę w skrócie i ocenię mój 2014 rok.

W lutym obroniłem tytuł inżyniera po 3.5 roku nauki na Akademii Morskiej. Napisałem pracę inżyniersk
ą na temat logistyki wypraw rowerowych. Po obronie wyjechałem do Anglii do pracy...i jakoś zostałem. Pracuję tu w fabryce...pisząc ten post pęka mi 10 miesięcy. Wszystko dlatego, że nie dostałem się na studia II stopnia na kierunku dziennikarstwa na UG. Cóż...za głupi się okazałem. Czy wyjazd ten był dobrą decyzją? Ciężko mi na tę chwilę powiedzieć...pod pewnymi względami i owszem. Mam jednak świadomość, że utraciłem pewną szansę...utraciłem już na zawsze...

Ale przejdźmy do podsumowania i oceny.

Styczeń i luty były miesiącami walki z pracą inżynierską. Ze znajomymi morsowaliśmy. W styczniu opowiadałem o Czarnym-Bałtyckim w gdyńskim Infoboxie.

Szycie...szyję cały czas. Wprowadziłem do oferty bivibagi z tyveku. Dwa rodzaje: jeden klasyczny, minimalistyczny; drugi natomiast z siatką przeciw owadom i z podłogą z cordury. Ciekawe i nowatorskie w Polsce produkty. Prócz tego powstały tarpy z silnylonu. Tu jestem zadowolony.:)

W lutym w Poznaniu zdobyłem drugie miejsce w kategorii "Europa i świat" na gali Rowertouru za wyprawę Czarne-Bałtyckie 2013.

W wakacje wraz z siostrą i wujkiem ruszyliśmy do Maroka, Hiszpanii i na Gibraltar. Bardzo miła wycieczka, z której przywiozłem sporo zdjęć i mnóstwo miłych wspomnień oraz znajomości.

Zainteresowałem się hamakowaniem i jednocześnie odezwałem się do polskiego Lesovika, producenta hamaków. Rafał i Gosia są niesamowici! Coś czuję, że współpraca nam się ułoży.
I to byłoby na tyle...

Co ocenę obniży?

Najpierw sportowo. Pustka. Pobiegłem zaledwie jedną dyszkę w Gdyni nie bijąc swojej życiówki. Żadnego Harpagana, żadnego wyścigu rowerowego. Nic.

Teraz treningowo. W tym roku po prostu nie biegałem. Rowerem jeżdżę, krótkie trasy i w sumie uzbierało mi się niecałe...2000km. Tak, dobrze czytacie. W roku. Zimą nic nie jeździłem, żadnych dłuższych tras. Trochę ćwiczę na siłowni i na basenie, tak trochę.

Blog zaniedbany. W zeszłym roku 54 posty. W tym nawet 40 nie złamałem. Miałem prowadzić na bieżąco bikestatsa, ale co tu prowadzić jak nic nie jeżdżę? Skasowałem tam konto. Nie chcę by coś...na prowadzenie czego zdecydowałem się sam z siebie, leżało odłogiem. To jest niekonsekwencja, lepiej by tego nie było w ogóle.

Kolejny rok bez żadnego kursu.

Jedyny dłuższy wyjazd rowerowy tego roku to 200km w dwa dni przez Hope Valley w Anglii.

Moja szafa turystyczna rozrasta się w bardzo szybkim tempie. Zbroję się na przyszły rok. Na test czeka namiot Mountain Hardwear EV2, kurtka Incredilite od Cumulusa, śpiwór zimowy mojego własnego projektu, telefon satelitarny, kuchenka benzynowa Primus Gravity II MF...i jeszcze sporo, sporo więcej.

Coż...rok bardzo jałowy. Cały mój czas pochłonęła praca. Mam ogromny niedosyt. Wiem doskonale, że mój rozwój w tym roku stanął w miejscu. Ocena? Pamiętacie...skala 1-10. Za 2014 rok należy mi się mocne 4.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz