niedziela, 21 grudnia 2014

Porlex Tall- turystyczny...młynek do kawy.:)

Dziś zajmę się trochę luksusem, smakiem i swego rodzaju… przerostem formy nad treścią (?). Może przesada uznacie…ale nic nie poradzę, że od kiedy spróbowałem naprawdę dobrej kawy, taką tylko piję. Wszelkie siki w postaci kawy rozpuszczalnej czy popularnych na półkach kaw ze zmiotek odpadają. Ciężko powiedzieć czy smak jest naprawdę dużo lepszy czy tylko mnie w głowie się coś przestawiło. Na pewno dużą rolę odgrywa tu też cały rytuał sporządzenia tego ciemnego napoju, ostatecznie…wszystko, na co poświęca się więcej (niż zwykle) czasu, musi być dobre. Dziś odłożymy minimalizm lekko na bok.  Zwykle przecież nie wozimy ze sobą w teren młynka do kawy, proszę Was.;)

Każdy kawosz powie Wam, że nie ma to jak kupowanie kawy w ziarnach i mielenie odmierzonej jej
ilości bezpośrednio przed parzeniem. Taki sposób postępowania umożliwia zachowanie i wydobycie z ziaren maximum aromatu. Ja z początku, od razu przy zakupie kawy prosiłem o jej zmielenie. Zaczytałem się jednak w internetach i doszedłem do burżujskiego wniosku: kupuję młynek, ponieważ wcześniej zmielona kawa tak szybko wietrzeje!! (OMG!:) I to nie byle jaki młynek, o nie! Na pewno nie kupię elektrycznego młynka nożowego, one przegrzewają ziarna poza tym zamiast miażdżyć kawę, to ją tną. Taki sposób rozdrabniania nie gwarantuje dobrego wydobycia aromatu. Potrzebuję młynka ceramicznego, ręcznego! Chciałem coś małego, prostego, wykonanego z materiałów wysokiej jakości…i oczywiście dobrze wyglądającego. Musiało być prosto, elegancko i minimalistycznie.

Porlex to firma japońska, ale dostępna w Polsce w wielu internetowych sklepach. Szczególnie tych specjalizujących się w dobrych kawach właśnie. Porlex ma w swojej ofercie dwa ciekawe młynki do kawy.
Porlex Tall 077-POR-TAL
Porlex Mini 050-POR-JAP
Wersja Tall młynka umożliwia mielenie na raz 30 - 34 gram kawy, czyli akurat na cztery standardowe espresso. Ponieważ dla mnie espresso standardowe to za mało, po moim własnym przeliczeniu wychodzą dwie kawy.:) Wersja Mini to 20-24g- to ilość w zasadzie na dwa espresso, czyli jedna kawka. Dla naszej dwójki wybrałem wersję Tall i jesteśmy z niej zadowoleni.

Budowa młynka jest taka, jaka być powinna, czyli spartańsko prosta. Z zewnątrz to po prostu tuba z blachy nierdzewnej z pięciokątnym wypustkiem u góry. Średnica naszego młynka to 50mm, wysokość 185mm i waga 265g (tyle, co tarp!!:). Tuba ta dzieli się na trzy części: wieczko części górnej, górną część gdzie wsypujemy ziarna kawy z żarnami ceramicznymi oraz część dolną gdzie zbiera się zmielona kawa. Kawę mieli się za pomocą dołączonej rączki ze stali, którą nasadza się na wspomnianą wypustkę a trzyma za plastikowy obracany „kapturek”.
Żarna ceramiczne są wymienne i bez problemu można dokupić ich nowy komplet, choć moje (używane około dwóch miesięcy codziennie) wyglądają wciąż idealnie- nie wiem więc, po jakim czasie wymagana będzie ich wymiana.
Wykorzystanie stali nierdzewnej sprawia bardzo miłe wrażenie dla dłoni. Przedmiot wydaje się solidny już od pierwszego dotknięcia, poza tym naprawdę wygodnie myje się go z olejku kawowego, czego nie można powiedzieć o młynkach plastikowych.
Całość jest idealnie wręcz spasowana, mielenie jest wygodne, choć śliska, okrągła obudowa potrafi czasem wyśliznąć się z dłoni przy lżejszym ścisku. Taką jednak cenę płaci się za elegancki, niczym nieskłócony wygląd stali nierdzewnej. Dla mnie jednak to nie problem.
Młynek posiada regulację mielenia. Odbywa się ona za pomocą pokrętła znajdującego się wewnątrz, poprzez jego odkręcanie o określoną ilość usłyszanych „klików”. Na opakowaniu pokazane są cztery stopnie zmielenia, ponieważ jednak regulacja jest drobniejsza, spokojnie można uzyskać efekty pośrednie i docelowo mieć (jak naliczyłem) 24 stopnie. Ja używam młynka na poziomie 6, ponieważ parzę kawę w kawiarce. Grubsze zmielenie polecane jest dla osób używających prasek francuskich czy ekspresów przelewowych. Drobniejsze przy kawiarkach właśnie, gdzie operuje się już nieznacznym ciśnieniem. Pył kawowy stosujemy przy ekspresach ciśnieniowych, gdzie ciśnienie jest znaczne.

„Wciąż w drodze…” to jednak blog typowo outdoorowy. Jak więc młynek sprawdza się w terenie?
No właśnie…tak, jak napisałem na początku: na wycieczki nie wozi się zwykle takich rzeczy. Tym bardziej, jak się liczy każdy gram w sakwach czy plecaku. Ale przychodzi taki czas, kiedy jest słoneczna, chłodna sobota. Kiedy jest wolne i dwoje podróżników chce uciec od zgiełku miasta. Wtedy zabieramy kuchenkę, młynek, kawiarkę i naszą ulubioną kawkę Blue Mountain prosto z Jamajki. Pakujemy koc, dwa kubeczki i coś do przekąszenia. Zwykle z początku bawimy się przysłoną i czasami naświetlania, próbując uchwycić źdźbło trawy jak najpiękniej się da. Później natomiast siadamy w słońcu i pijemy kawę.
W takich sytuacjach cieszę się, że Porlex jest:
-ręczny (żadnych rozładowanych baterii, ani odgłosów zakłócających tych, z natury),
-ma obły prosty kształt, który idealnie pakuje się do plecaka,
-ma wytrzymałą obudowę, która nie pęknie mocniej ściśnięta między kawiarką, a statywem foto.

Czy wart jest 180zł? A ile dla Was warta jest chwila odpoczynku na łonie natury, smak dobrej kawy i ciepło drugiej osoby? Ostatecznie…czasem możemy sobie przecież podarować trochę luksusu? Nawet tego wyimaginowanego…prawda?;)

2 komentarze:

  1. Fajny młynek ma w ofercie firma GSI - model "Java Grind". Do wyrwania za niecałe 90 PLN.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje się być trochę mniej wygodny w użyciu, ale niewątpliwie jest to pozycja warta wspomnienia. Jendrzych jak zawsze czujny w komentarzach. Dzięki!:)

    Oby było ich więcej co motywuje do dalszego pisania:)

    OdpowiedzUsuń