wtorek, 20 stycznia 2015

Wyprzedaże...doświadczeń

Black Friday wiecie co to, no nie? Wielkie wyprzedaże. Być może w Polsce niektóre większe sieciówki chcą też to wprowadzić, ale póki co niezbyt im to wychodzi. W Anglii wychodzi. Bo wychodzą ludzie na sklepy i tym samym wychodzi zbyt towarów. Taki szał. Taka tradycja.

Znajomi uznali, że trzeba by te wyprzedaże wykorzystać. Ale nie normalnie, o nie. Nie w Corby, przecie tu nawet centrum handlowego nie ma. Pojedziemy do Leicester. 40km. "Chcesz jechać"- spytali mnie. "Zakupy...eeee...pojadę, chętnie."

Nie polubiłem się z zakupami. Od urodzenia. To jest tak...wiecie...mówi się, że faceci nie lubią zakupów generalnie. Jak idą z kobietą na zakupy to się męczą i nudzą. Są śmieszne zdjęcia, komentarze, kawały. Jak jest początek związku to ok, facet udaje, że go to interesuje. Ale tak po dwóch, trzech latach...już zwyczajnie nie ma siły na tak wymagającą grę aktorską.

U mnie nie jest tak, że mnie zakupy nudzą, męczą itd. Ja chętnie pójdę z kimś na zakupy, doradzę na ile mój spaczony gust pomoże. Ocenię. Ale wtedy, kiedy naprawdę są one niezbędne. Minimalistyczne podejście w tym przypadku wyjaśnia wszystko. Mam spodnie. Nie potrzebuję drugich. Mam dwie koszule. Po cóż mi trzecia?! Wyprzedaże niestety budzą w ludziach "potrzebujca". Tak to sobie nazwałem. "Potrzebujec" jest takim głosem w głowie, który mówi: "Stary, teraz jest taniej. Kup 3 na zapas, przecież i tak, kiedyś będziesz musiał kupić te koszulki. Kupisz później, zapłacisz więcej. Czas na zakupy!". Tylko, że "potrzebujec" nie do końca ma rację. On zwyczajnie aranżuje sytuację. Sytuację, kiedy zaczynamy nosić koszulki nowe, ponieważ są fajne, są nowe. A stare...leżą. Później mamy stare stare i nowe, ale już stare. A można było donosić stare stare i wtedy kupić nowe. Nie wiadomo kiedy. Za 2 lata? Innymi słowy. Z koszulek 2 robi się 5. Z 5 mamy nagle 10 i szafa się nie zamyka. A pieniądze jakby były...ale nie ma.

A najgorsze jest to, że i w naszej głowie też nic nie ma. Koszulka nie jest doświadczeniem. Nie jest wspomnieniem. Jest tyko rzeczą. Gdyby pieniądze wydane na ubrania, zostały przeznaczone np. na bilet w ciekawy zakątek świata...tak, wtedy w głowie by coś przybyło. Coś dużo istotniejszego niż rzeczy w szafie.

Naturalnie. Zakupy są niezbędne. Ale jak do wszystkiego, także do nich trzeba podejść z głową. Kupuję wtedy, kiedy stara rzecz się zniszczyła, jest nie do naprawienia i naprawdę potrzebuje jej dalej. Albo kupuję, kiedy naprawdę czegoś potrzebuję. Gdybym miał jechać zimą w góry ze swoim śpiworem z 200g puchu tylko dlatego, że nie kupię sobie z 1000g puchu bo takie mam przekonania...byłbym idiotą. Chcąc się realizować, potrzeba sprzętu. Ale to jest zakup uzasadniony.

Natomiast kupno rzeczy tylko dlatego, że wyszła nowa kolekcja? Proszę Was. Bo coś innego jest teraz modne? Ponieważ inny kolor jest szaleństwem sezonu wiosna/lato 1987? Nawet ciężko mi to skomentować.


Być może komentarzem mogły być słowa Dave'a Ramsey'a:
We buy things we don't need, with money we don't have, to impress people we don't like.
Może mogłyby być...ludzie, których lubimy, których cenimy...z pewnością nie patrzą na nas przez pryzmat tego co nosimy na sobie i ze sobą.

Pojechaliśmy do Leicester. Zajechaliśmy do galerii. W galerii były tłumy. Poszedłem z kolegą do McDonalda, zjedliśmy i on poszedł dołączyć do swojej dziewczyny...a ja poszedłem na miasto. Leicester jest jednym z najstarszych miast w Anglii. Po to tutaj przyjechałem. Niecodziennie jest okazja odwiedzić miasto założone jeszcze przez Rzymian w okolicach czterdziestego roku naszej ery.:)
Pogoda była średnia. Było zimno, później zaczęło kropić, na końcu zaczął padać śnieg. Najpierw zaszedłem do informacji turystycznej mieszczącej się w okolicach Clock Tower. Otrzymałem tam plan miasta. Z wielką przyjemności obszedłem starszą część miasta. Zależało mi głównie by zobaczyć najstarszy budynek w Leicester. Guildhall spodobał mi się. Był zwykły. Był drewniany. Miękki w dotyku. Był biały, kamienny i czarny. Rzeka Soar była natomiast smutna. Płynęła wybetonowanym kanałem przez zatłoczone i pełne wrzawy miasto. Musiała znosić śmieci, które płynęły z jej nurtem. Pewnie dusiła się spalinami
samochodów przejeżdżających nad nią po mostach. W akompaniamencie marznącego deszczu prezentowała się wyjątkowo smętnie. Skierowałem swoje kroki do Leicester Castle zbudowanego ponoć w 1070r.. Ładnie oświetlony, bardzo klimatyczny bruk na Castle Rd., cisza, spokój, nikogo w zasięgu wzroku oraz całkiem przyjemne ogrody wokół samego zamku. Wycieczka zajęła mi około 2-3h, moje dłonie zdążyły nieco zmarznąć, a ponieważ mijałem akurat dość klimatyczny pub angielski, to wszedłem przez jego ciężkie, drewniane drzwi do wnętrza. Zamówiłem tam Punk IPA i sącząc powoli piwko patrzyłem przez mokrą od deszczu szybę na wąską uliczkę starego miasta. Ludzi było coraz mniej, pewnie dlatego, że kropli na szybie przybywało. Krople spływały po śliskiej pionowej powierzchni znacząc swój tor wąską, mokrą ścieżką. Jedna kropla miała dla siebie ledwo sekundę i już zaraz zmazywana była przez kolejną. Pomyślałem...jak z planami i marzeniami. Mamy je określone i pewną drogą dążymy do ich realizacji. Warunki jednak szybko weryfikują nasze cele. Marzenia się zmieniają, zmazywane są przez inne, plany kolidują z pozostałymi potrzebami. Głupio to brzmi, ale szyba mokra od deszczu powiedziała mi...na jedną kroplę twoich marzeń masz ledwie sekundę. Nie odkładaj go na później. Jeśli czegoś chcesz, zrób to teraz, ponieważ leci już kropla kolejna...niekoniecznie taka, jaką byś chciał."

Rozmyślania przerwał telefon. Znajomi skończyli szopping. Czas było wracać do Corby. W deszczu poszedłem na parking. Krople atakowały moją głowę. Te krople deszczu i krople planów...czyżby jeszcze nie wszystko stracone?

PS Nie będę Wam ściemniać. Zakupy to zakupy. Mimo tego, że zdecydowaną większość czasu spędziłem szwędając się wąskimi uliczkami Leicester to zaszedłem też do sklepu. Turystycznego. Prócz kilku drobiazgów, które wykorzystam do zrealizowania swoich projektów krawieckich, na wiosnę zarzucę na barki kurtkę na Primalofcie.:)

3 komentarze:

  1. Świetny wpis, miło Cię czytać w tak wysokiej formie! Wszystko to potwierdza moją wizję, że dziennikarstwo niczego więcej by Cię nie nauczyło ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Radku po pewnej przerwie. Maila od Ciebie otrzymałem, nie wiem jednak wciąż jak na niego odpowiedzieć...ale odpowiem, niech tylko znajdę chwilę by złożyć myśli w całość. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Drogi Rafale, @ nie wymaga odpowiedzi, przecież piszesz bloga ;-) Zwyczajnie trudno mi przejść nad Twoim potenacjałem i osiągnięciami obojętnie więc się czasem wymądrzam.. Wybacz..

    Ostatnia jakość wpisów mnie zachęciła do komentarza, tak trzymać a świat jest Twój!

    OdpowiedzUsuń