sobota, 2 maja 2015

Historia pewnej sakwy

Szyć zacząłem w 1999r. czyli 16 lat temu. Najpierw sobie. Różnego rodzaju sakiewki, worki i pokrowce. Z tego, co znalazłem w ścinkach tkanin mamy, babci czy cioci. Nawet wujka. Nićmi, które zawsze leżały w domu w metalowym, czerwonym pojemniku po czekoladkach Wedel. Puszka leżała w kuchni. Właśnie w kuchni, na stół wysypywałem guziki i wybierałem te, które akurat pasowały do „projektu”. Śmieszna sprawa…projektu. Ale w sumie tak. Te wszystkie drobiazgi najpierw były wymierzone, później skrojone, poszyte…to był projekt w rozumieniu „procesu” od początku do końca. Śmiali się. Koledzy i koleżanki. Babcia się śmiała, tata i mama też się śmiali. Nie, nie chodzi mi o to, że był to śmiech szyderczy, śmiech oznaczający drwinę. Taki…pobłażliwy śmiech. Ach…chłopak…bierze igłę i nici, kawałek szmatki bawełnianej i ręcznie fastryguje woreczek ściągany na sznurek. Byłem harcerzem w związku z czym te wszystkie mieszki, sakiewki i woreczki często mi się przydawały na np. zestaw kuchenny. W zwykłym worku z tetry z pieluchy (tak…na takich materiałach zaczynałemJ) nosiłem samodzielnie zrobioną kuchenkę na kostki esbit. Takie były czasy.
2006r. był początkiem moich podróży rowerowych i wtedy właśnie powstał pierwszy większy projekt. Pierwsze sakwy rowerowe mocowane na bagażniku. Uszyła je babcia z granatowego brezentu ze starego namiotu wujka. Były na guziki i mocowane tak, że ekspandery podtrzymywały je od dołu, ponieważ obawiałem się, czy wysłużony materiał nie puści. Szyła je babci, ponieważ był to pierwszy projekt z wykorzystaniem maszyny. Maszyny napędzanej nożnie. Pamiętam, że szła jak burza;), a babcia przeobraziła się w moją pierwszą szwaczkę. Ja projektowałem, kroiliśmy wspólnie i babcia szyła. Później pałeczkę przejęła mama. Mama dysponowała jak na tamte czasy maszyną wypasioną! Łucznikiem na prąd! Jak ta szła! Oczy mi się świeciły, kiedy obserwowałem mamę przy pracy. Natomiast w 2010r. stał się przełom. Mama wstała sprzed maszyny i kazała usiąść mi. Wzięła moje ręce i prowadziła nimi materiał tak, by szew szedł dobrze. Pokazała jak nawinąć dolny bębenek, jak regulować napięcie, jak cofać…szyłem już sam. Szyłem dla siebie różne wersje sakw, szyłem dla kilku osób z rodziny.
W 2012r. przed wyprawą w Alpy poważnie zainteresowałem się materiałami. Wybrałem odpowiednie cenowo i mama powiedziała: „weź maszynę do Gdyni”. Studiowałem w Gdyni i właśnie wtedy zdecydowałem się otworzyć działalność. Wtedy powstał pierwszy framebag. Pierwszy z pierwszych. Uszyty z podróbki cordury, z której odchodziła impregnacja oraz oryginalnej cordury w moro, nieco krzywo skrojony, z marnym zamkiem. Bez lamówki, wyściełany siatką dystansową. Miał pierwszą moją metkę. I służył mi dzielnie 3 lata. Nie rozpadł się znaczy. Do dziś. 

Dziś powstał najlepszy framebag, jaki do tej pory udało mi się uszyć. Do mojego Pugsleya. Na moją Islandię. Z oryginalnej cordury oraz laminatu aramidu z carbonem, z najlepszymi na świecie zamkami bryzgoszczelnymi YKK, wyściełany pianką, z wewnętrzną przegrodą, z płaską kieszonką na mapy i dokumenty. Z moją nową metką. Idealnie równy, idealnie pasujący. Wreszcie mój!!

Wiecie co? Do dziś nie stać mnie było na moje własne produkty. Oczy mi się świeciły, jak szyłem ludziom sakwy z naprawdę dobrych materiałów. Tarpy z materiałów ściąganych z Niemiec. Miło było mieć takie pod maszyną i w rękach. Ale później je wysyłałem, a na swój rower zakładałem ten pierwszy zestaw. Pierwszy, pierwszy. Testowy. Wysłużony. Dziś mam swojego framebaga. Jest piękny.:) Wreszcie mój!:) 




5 komentarzy:

  1. To wspaniale robić coś własnymi rękami, wiedzieć że jest dobre i cieszyć się tego użytkowaniem.
    Jeśli przy okazji można na tym zarabiać, zaczynamy zbliżać się do szczęścia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładnie Ci wyszło! A w ogóle miło poczytać o połączeniu moich 2 największych pasji tj. szycia i roweru, których ja akurat jakoś nie łączę. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pugsley moje kolejne marzenie..... :)
    A bagażniki do niego to były już w komplecie czy osobno dokupione?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja rower kupowałem używany i razem z bagażnikami. Wiem jednak, że nowy przychodzi bez bagażników, a te oryginalne od Surly nie są niestety tanie. Za tylny 600zł.:/

    OdpowiedzUsuń