piątek, 18 grudnia 2015

Sandały Keen- wzór uniwersalności

Szukacie butów, które będziecie mogli zabrać jako jedyne w podróż? W których wyjdziecie na łatwy trekking w niewysokich górach, pochodzicie po plaży, pustyni, pojeździcie rowerem, popływacie na jachcie i na końcu pójdziecie pod prysznic? Których będziecie mogli używać od wczesnej wiosny po późną jesień w mieście? Tak więc macie.


Po zniszczeniu Tevy Hurricane III na Sacharze Zachodniej, zmuszony byłem kupić nowe sandały. Padło na buty marki Keen model Newport H2. W kwietniu 2015 roku. Mieszkałem jeszcze wtedy w Anglii, chwilę czasu zajęło mi znalezienie modelu H2 w kolorze czarnym i w moim rozmiarze, jednak ostatecznie za około 320zł kupiłem swoją parę. Pierwsze wrażenie po wzięciu do ręki po otwarciu kartonu – masywne, jakie ciężkie! Takie wrażenie po lekkich i dużo mniej zabudowanych Tevach było uzasadnione. Od razu rzuciło mi się w oczy również mało staranne wykonanie. Odlew 
podeszwy jakiś taki...mało staranny. Połączenie form mocno widoczne po boku. Podeszwa jest bardzo gruba i dobrze amortyzowana. Dzięki temu bez dyskomfortu można w nich chodzić po kamieniach czy korzeniach. Bieżnik nie jest specjalnie zaznaczony, nie jest też gęsty, jednak dosć „ostry”. Póki co, nie zdarzyło mi się w sandałach uślizgnąć. Chodziło się w nich pewnie nawet na oblodzonej i ośnieżonej Islandii. Podeszwa jest trzykolorowa. Czarna z żółtymi i szarymi wstawkami. Nie zauważam też by miała gdzieś pękać, nadmiernie się zużywać. Po pierwszym, solidnie przechodzonym sezonie, praktycznie brak oznak zużycia. Góra podeszwy wykonana jest z pianki EVA, dzięki temu powierzchnia przystosowuje się do stopy, a całość jest dużo bardziej wygodna. Na wierzchniej warstwie podeszwy widnieje spory napis Anti-odor. Niestety, tutaj producent sobie poleciał i to zdrowo. Buty śmierdzą jak każde inne, a nawet bardziej. A może to tylko specyfika moich stóp? Gdyby nie to, że producent chwali się świetnie działającym systemem antysmrodowym, byłoby ok. A tak jest minus. Z przodu podeszwa przechodzi w patent Keen, czyli toe-protection. Nic innego jak kawał gumy chroniący palce. Jest to jeden z elementów, który tak wyróżnia te buty. Z daleka, jeśli widzicie zabudowany gumą przód i do tego mały, żółty trójkącik na boku, pewni bądźcie, że idzie użytkownik Keenów (lub podróbek, które jak to z podróbkami bywa, nijak mają się do oryginału i
nie warto wydawać na nie pieniędzy). Ochrona się przydaje. Możecie ją przeklinać w wielki upał, ale naprawdę się przydaje w butach tego typu. Wiele razy w zwykłych sandałach zdarzyło mi się uderzyć w gałąź i po prostu zranić sobie palce. Tylko w gałąź, ponieważ po takich przygodach w lesie na nizinach, nie wyobrażałem sobie zabrać ich w góry. A Keeny nie dość, że kilka razy uchroniły moje paznokcie od skał i gałęzi to i zdarzyło się, że i od schodków i krawężników. Chodzę tak szybko, że aż mało uważnie. Cholewka buta to jest ten elenment, który model H2 odróżnia od modelu standardowego. W wersji H2 jest ona wykonana z wodoodpornego poliestru, który od wewnątrz podszyty jest elastyczną siatką Aegis Microbe Shield®. Całość nie powoduje namniejszych obtarć nawet przy dłuższym chodzeniu czy jak jest mokra. Szwy są staranne, ale niestety znalazłem kilka sterczących nitek. Nie myślcie sobie, że teoretyk się znalazł i szuka najmniejszych minusów. Wystające, niezabezpieczone nitki, to przede wszystkim oznaka małej dbałości przy szyciu, dwa (i co gorsza) możliwość dalszego prucia. Tam gdzie kończą
się paski, wszyto pętelki i połączono je gumką. Gumka (podobnie jak w obuwiu Salomon) jest regulowana samozaciskającym się stoperkiem. Wolny (po ściśnięciu) koniec zabezpieczamy pod krzyżującą się sznurówką. Całość się nie luzuje i nie powoduje problemów przy ściąganiu. Z tyłu jest tylko jeden pasek dookoła pięty, nie jest on regulowany. Z systemu sznurowania, tego jak zachowuje się cholewka w kontakcie ze skórą, jestem bardzo zadowolony. Stopa nie przemieszcza się w środku, ani też nie odczuwam dyskomfortu z powodu zbytr ciasnego obuwia. Jedyne co zaobserowowałem, to to, że od czasu do czasu, przez dziurkę pomiędzy gumową ochorną i pierwszym paskiem wychodzi mi najmniejszy palec. Pewnie moja anatomia (najmniejszy palec mam bardzo krótki). Wszelkie napisy i logotypy nie są specjalnie nachalne. Ot, żółte logo z boku od zewnątrz, żółty trójkącik, malutki napis waterproof. Jest ok.

A teraz jak się sprawdzają. Sprawdzają się wyśmienicie. Są bardzo wygodne. U mnie od wczesnej wiosny do później jesieni są to buty podstawowe. Na początku sezonu, kiedy jeszcze jest chłodno i
zdarzyć się mogą zimne deszcze noszę te sandały w połączeniu ze skarpetami SealSkinz. Całość jest czarna i nawet nie widać, że tak naprawdę w listopadzie biegam w sandałach.:) Jest wystarczająco ciepło i stopy chronione są przed wilgocią. Wyjeżdżając w grudniu do Izraela miałem lot z Krakowa. U nas zimno, na miejscu 25 stopni. Powyżej opisane zestawienie sprawdziło się idealnie i zajmowało o wiele mniej miejsca w ograniczonym (do wymiarów podręcznego) bagażu. Używam ich na rowerze, na kajakach i na żaglach (podeszwa non-marking faktycznie nie zostawia czarnych smug na pokładzie łódki jednocześnie świetnie się go trzymając). Bez obaw mogę w tych sandałach wyskoczyć na mieliznę, by zepchnąć kajak lub jacht czy podciągnąć go do brzegu i później dalej w butach chodzić do czasu ich wyschnięcia. Na wycieczkach po schroniskach, bez obaw wchodzę w nich pod publiczny prysznic (dzięki czemu nie muszę zabierać klapek) lub po szybkim przetarciu używam jako obuwie schroniskowe. Niestety po około 3 miesiącach zaczęły się pruć elementy boczne cholewki (tak jak się obawiałem, tam gdzie były niezakończone nitki), nieładnie.

Dzięki Keenom ilość moich butów w szafce używanych na co dzień wynosi dwie pary. Sandały oraz podejściowe buty Salewa na śnieg i poważniejsze wyjazdy. (Mam też oczywiście buty na specjalne okazje, ale są tak rzadko używane, że nie ma co ich liczyć, ale gwoli uczciwości...mam:).






Podsumowując całość wywodu wypada mi sandały Keen Newport H2 polecić wszystkim. Jako uniwersalny but turystyczny. Posiadają kilka drobnych wad, i wynikają one z mało dokładnego wykonania, co bardzo mi się nie podoba. Za taką cenę producent powinien porzyłożyć się dużo bardziej. Poprute szwy już sam sobie poprawiłem. Prócz tego, wielki kciuk w górę. Zobaczymy jak długo posłużą (będę dawał znać na bieżąco). Ale jeśli dociągną do trzech lat, będzie super!   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz