sobota, 30 stycznia 2016

O pamiątkach z podróży słów kilka.

I oto jest. 200 post na tym blogu. Czytacie mój 200 artykuł. Tak się właśnie zastanawiałem, co by tu napisać z okazji takiej rocznicy. I w zasadzie uznałem, że nie napiszę nic specjalnego. Nie ma sensu nic podsumowywać, pokazywać Wam liczb, statystyk ani procentów. Choć...warto by było te 200 jakoś zaznaczyć. O tym może później, natomiast... „zaznaczyć”. To w sumie dobrze mi się napisało. Bo 200 post niech będzie o zaznaczaniu. Jak najczęściej zaznaczamy podróż? Pamiątkami. Ok. Niech 200 post będzie więc o pamiątkach. I nawet nieźle się składa...tam 200, a tu mi się kończy herbata z Izraela...Dobra, wyjaśniam.

Z pamiątkami to jest tak, że wlazły nam w głowę i niby nie, ale zawsze coś się ze sobą z wyjazdów przywozi. Najlepsze jest to, że jakiegoś upominku oczekują też rodzice, rodzeństwo, może bliźsi znajomi? I tak ciężko jest im wyjaśnić, że ja nie przywożę pamiątek. Że to nie ma większego sensu. Że minimalizm, że nie ma obstawiania, obwieszania pierdołami z cepelii, że ciupaga z Gdańska i Neptun z Krupówek, że w minimalistycznym bagażu nie ma miejsca na drobiazgi pamiątkowe. Ale można to pogodzić. Oto moje cztery pomysły:

  1. Zdjęcia.
Dobre zdjęcia z wyjazdu to zawsze najlepsza pamiątka. Nie uchwycisz aparatem rzeczywistości w 100%, ale obraz przywoła zakopane w Twojej pamięci doznania. Na zdjęciu nie oddasz wiejącego na grani wiatru, lejącego się z nieba żaru na pustyni, deszczu wybijającego rytm na twoich plecach niczym na perkusji. Nie oddasz zapachu chinkali, ani smaku lokalnego piwa. Ale to wszystko jest zakopane w twojej głowie i się odtworzy błyskawicznie po spojrzeniu na zdjęcie. Zdjęcia są niezbędne również, kiedy opowiadasz o podróży innym. Ale niech nie będzie to 120 zdjęć, nieposortowanych, przypadkowych i udanych wymieszanych z nieudanymi. Niech będzie to 20 dobrych. A najlepszy komplement jaki możesz otrzymać po opowieści to: „I co, tylko tyle?”. Kolejna rzecz to wykorzystanie zdjęć jako pocztówki. Tak tak, dysponując komputerem w podróży, a nawet smartfonem czy tabletem bardzo łatwo można wywołać zdjęcie w lokalnym punkcie foto, dodając napis i storzyć wyjątkową pocztówkę, którą można wysłać do znajomych bezpośrednio z państwa, gdzie została stworzona. A jak nie ma punktu foto? Polecam zakup przenośnej drukarki do zdjęć PoGo od Polaroida. Nie ma lepszej pamiątki dla goszczących nasz ludzi, czy kierowcy, który zabrał nas na stopa niż wspólne zdjęcie, które zostaje od razu wywołane i przekazane. I na koniec, dobrze przemyślane zdjęcie lub ich kolaż w formie obrazu w ramce także uszczęśliwi bliskich. Zdjęcia mają tę zaletę, że nie zajmują nam fizycznie miejsca w bagażu (zapisane na karcie pamięci), a również później – zajmują tylko tyle co laptop, dysk przenośny. Ewentualnie, że wywołujecie.

  1. Pocztówka
No jeśli naprawdę nie chcecie bawić się we własne pocztówki, miłym drobiazgiem jest wysłanie jakiejś ładnej kupionej na miejscu. Ponownie, kupujecie → wypisujecie → wysyłacie, nic nie wozicie dodatkowo. Tylko pamiętajcie by zabrać adresy wszystkich, do których chcielibyście wysłać kartkę.:)

  1. Tradycyjne jedzenie.
Tak, to już zajmuje miejsce w bagażu. I to niemało. I nie zawsze każdy produkt przechodzi przez kontrolę bezpieczeństwa na lotnisku. I nie każdy może być przewożony w nagrzanym plecaku. Przywożenie rodzinie lokalnych produktów spożywczych jest trochę ryzykowne, ale bardzo często to robię. Przywożę zarówno sobie jak i rodzicom, charakterystyczne produkty żywnościowe z odwiedzanych przeze mnie rejonów. Wino z Gruzji, kawa i herbata z Izraela, suszone ryby z Islandii. Jak miło jeszcze miesiąc po powrocie móc pić lokalną herbatę izraelską. A mi się właśnie kończy...

  1. Tatuaż.
Ostatni mój pomysł dotyczy samej osoby podróżującej. Jeśli chciałbyś zaakcentować to, co dla Ciebie ważne, możesz to zrobić na...swoim ciele. Już od dawna myślę o wytatuowaniu sobie nazw wszystkich krajów, jakie odwiedziłem. Jeśli miałbym coś umieścić na swoim ciele to to, co dla mnie najważniejsze. A nie wnikam jaki masz stosunek do tatuowania ciała...uważam to za ciekawy pomysł.

A z okazji 200 posta mały giveaway. Mam kilka małych woreczków usztych z cubenu. Niestety nie pamiętam ile. 4 lub 5. Zostaw komentarz pod tym postem, w którym opiszesz co Ty przywozisz z podróży wraz ze swoim adresem e-mail. Jedna taka Ratowniczka później wylosuje kilka osób i do nich się odezwę z prośbą o adres do wysyłki takiego drobiazgu.

Czas na zamieszczanie komentarzy mija o 23:59 w piątek 05.02.2016. 

Trzymajcie się i dzięki, że jesteście ze mną tyle czasu i przeczytaliście te 200 artykułów. Doceniam przeznaczony przez Was na to czas.:)



7 komentarzy:

  1. Na wstępie - fajny art w ostatnim Bikeboardzie - gratki, fajne foty i historia zgrabnie opowiedziana - krócej niż tu a nadal fajnie ;) My akurat przywozimy wszelkiej maści "maski" - mniejszy minimalizm, ale zawsze bagaż podręczny :) maski są na całym świecie i trudno o dwie podobne :) Mój Saddlebag czuje się dobrze i nadal to najlepsza podsiodłówka (pojemna i megastabilna), jaką widziałem i używałem :) Jakby się czepiać - wkładkę z plexy można ciąć z bardziej zaokrąglonymi rogami, bo po jakimś czasie lubią się pojawić na wierzchu :) poza tym - meeega i jeszcze raz dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zbieramy magnesy, dla siebie i znajomych. Zawsze super się prezentują na lodówce, mało ważą i nawet do portfela się zmieszczą :)

    Co do tatuaży - to super pomysł ma Martyna Wojciechowska - tatuuje współrzędne geograficzne. Sam chyba zacznę coś takiego u siebie.

    Poniżej link jak to u niej wygląda:

    http://vipnews.pl/wp-content/uploads/2012/04/Martyna-Wojciechowska1.jpg

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie "pamiątki" z podróży zbierają się same. Nie kupuję nic szczególnego, a i zdjęcia robię rzadko, bo aparat przeszkadza w patrzeniu. Za pamiątki służą mi "normalne" rzeczy, kupione w celach tzw. konsumpcyjnych: bilet z muzeum, koszulka z kangurem, suszone liście cytrynowca, papierek po wiedeńskiej czekoladce itd. Jestem też typem zbieracza, nie gardzę rzeczami znalezionymi, o ile przydadzą mi się w domu albo mają jakiś urok. Przeważnie są to ciekawe kamienie, wyjęte gdzieś z dna jaskini, znalezione pod skałą albo na dnie rzeki. Mam już sporą kolekcję takich kamyczków i muszelek. Może to trochę dziwne, ale kiedy zobaczę interesujący kawałek szkła, drewna lub metalu to również zabiorę do domu. Każda z takich pamiątek budzi wspomnienia nie gorzej niż zdjęcia, a ich opis, tzn. kiedy i gdzie je znalazłem, jak się wtedy czułem i jaka była pogoda po prostu trzymam w głowie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zbieram torby ekologiczne z roznych miast, o ile da rade ich kupic. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. O pamiątki z naszych wędrówek i wyjazdów dbają moje córki (obecnie 6 i 2 lata). Dzięki temu posiadamy w domu małą kolekcję patyków, kamieni, skałek, żwirków, szyszek, mchów i liści. Dla porządku: dzieci tylko zbierają, nosić musi już ktoś inny... :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Największą moją pamiątką z rowerowej eskapady w australijski outback jest aborygeński tatuaż spalonej słońcem trawy buszu, falującej na wietrze :)

    Super się czyta o Twoich podróżach.

    PS I dzięki za super pogies

    OdpowiedzUsuń
  7. BARDZO MIŁO MI POINFORMOWAĆ, ŻE WSZYSCY OTRZYMUJĄ PODAREK. PROSZĘ O KONTAKT NA bucy23@wp.pl

    PODAJECIE ADRESY A JA WYSYŁAM WORECZKI, DZIĘKI!:))

    OdpowiedzUsuń