sobota, 2 stycznia 2016

Podsumowanie roku 2015

2015 pełen był drastycznych zmian. Szybkich decyzji. Ryzyka i niepewności.Wielu nieprzespanych nocy. Bólu i zmęczenia. Radości i satysfakcji z dobrze wykonanej roboty.

Rozpoczęło się niewinnie. Wstałem po wietrznej nocy na klifach niedaleko Bridlington i zamarłem w bezruchu. Niebo było czerwone. Widok Morza Północnego 40 m niżej. Kompletna cisza. Zaparło mi dech w piersi. Bałem się poruszyć by nie zmącić tego, czego właśnie byłem świadkiem. Pierwszy wschód słońca roku 2015. Obudziłem się ponad 1200mil od miejsca, gdzie ten rok kończę.

W Anglii było świetnie. Dobrze mi się pracowało. Miałem tam wspaniałych znajomych. Poznałem Corby. Był Grzesiek, z którym chodziłem na siłownię. Był Piotrek, najlepszy z najlepszych. Była Dominika z Bartkiem, na których można było liczyć. Był John, który traktował mnie jak syna. Praca tam pochłaniła cały mój czas. Najpierw w fabryce, później szyłem. Nie sądziłem, że uda mi się przez ten czas spędzony w Anglii również pracować na swoje! Były opóźnienia, ale byliście wyrozumiali. Cały czas w głowie miałem jednak co innego.
Moją Islandię.
I wyruszyłem 7 maja. Co tam przeżyłem, wiecie. Mogliście posłuchać na Menażkach, mogliście zapytać, mogliście poczytać nieco na blogu i na forum. Mimo, że trasy nie ukończyłem, było pięknie. Prócz tego jednego, ogromnego wyjazdu, raczej nigdzie nie wyjeżdżałem, co mnie nieco bolało. Było trochę jałowo. Tygodznik Siedlecki napisał w międzyczasie o moim wyjeździe islandzkim.

Później przyszedł lipiec. Przejechałem wtedy kawałek niesamowitej trasy Jessici, Guille i Mitcha
wzdłuż północnej granicy Polski oraz odwiedziłem Cumulusa. Byłem tam na rozmowie kwalifikacyjnej, po której szefostwo przyjęło mnie do pracy. Ciekaw jestem co przeważyło odnośnie decyzji o przyjęciu właśnie mnie?:) Miałem tydzień na przeprowadzkę i wszystko, ku mojejmu zaskoczeniu, udało się zrealizować.

Sprowadziłem się po półtora roku emigracji do Gdyni i mieszkałem u Kamila. Nieco kątem, trochę na łóżku, trochę na kanapie, trochę na podłodze. Daliśmy radę i po 5 miesiącach przeprowadziłem się do własnego mieszkania. Była nerwówka z zakupem. Ale dopiąłem i to. Skromne 33m.

I wtedy się zaczęło!!!
Przyjechała mama i zdobyłem swoją kolejną latarnię morską (aktualnie brak mi tylko JEDNEJ latarni w Gąskach:)). ->
Następnie pojechałem na urodziny kolegi Michała w okolice Janowa Lubelskiego, a trasa do pokania była przez 3/4 Polski. ->
Spędziłem weekend w Borach ze starymi znajomymi z forum rowerowego. ->
Z całą ekipą Cumulusa wybrałem się znów w Bory na biwak integracyjny. ->
Później przejechałem z Kamilem i Grzesiem trasę dookoła Tatr ze startem w Krakowie i metą w tym samym mieście. ->
Zrobiłem rajd z kompasem ze starymi harpaganowymi kolegami i zajęliśmy 6 miejsce. ->
Wygrałem rajd na orientację organizowany przy okazji festiwalu podróżniczego Wanoga. ->
Z Cumulusem i Grzesiem objechaliśmy 100km na Harpaganie plasując się na 30 pozycji. ->
Nieco przez przypadek pobiegłem półmaraton w Gdańsku z czasem 01:51:47. ->
Następnie spędziłem weekend w Sztokholmie. ->
Tydzień później pobiegłem Bieg Niepodległości w Gdyni na około 47min. ->
Kolejny tydzień później spacerowałem po lesie w Finlandii. ->
JESZCZE kolejnego weekendu bawiłem się z Kamilem w Pradze. ->
W grudniu opowiadałem na Menażkach o Islandii, co zaowocowało umówieniem się na kolejną prelekcję w kwietniu 2016r. ->
Rok zakończyłem 5 dniami w Izraelu i nurkowaniem na rafie koralowej. ->
Ufff...działo się.:)

W tym roku doszły cztery kolejne, odwiedzone państwa do listy i zamykam ją z ilością 22.
Lotów samolotem było 13, co daje więcej niż jeden na miesiąc.;)
Wyposażyłem się w mnóstwo fajnego sprzętu z okazji wyjazdu na Islandię. Zimowe biwaki już nie są straszne! Jeźdżę od czasu do czasu fatbikiem, sprzęt fotograficzny rozrósł się drastycznie.
Zamówień coraz więcej. Dwa moje zdjęcia dostały się do kalendarza podróży rowerowych.
Jest ok, to wszystko winduje ocenę pod niebo!

Co ją jednak obniży?
Przede wszystkim mało pisałem na bloga. Obiecałem sobie poprawić to w zeszłym roku i jak widać,
nic z tego.
Niestety mało jeździłem rowerem, a jeszcze mniej biegałem.
Potrzeba mi systematyczności i więcej dyscypliny.
Kolejny rok bez żadnego kursu/szkolenia. Mam już trzy do nadrobienia i czwarty aktualny! Wstyd!
Nie pojawił się żaden mój artykuł w prasie tematycznej, a prelekcji wygłoszonych...była tylko jedna.

Podsumowując, kiedy teraz patrzę na cały zeszły rok. W mojej głowie szybko przemykają urywki, klatki, wspomnienia, zapachy i uczucia. Wiem, ze ta cała praca nierzadko po 18h na dobę, nie poszła na marne. Podkrążone oczy tak naprawdę wyglądają super. Mało wygodne noce na lotniskach i w pociągach, nie były po nic. Poważne decyzje i podjęte ryzyko się opłaciło. Cały rok był dla mnie niesamowicie łaskawy.

Jest jeszcze jedna sprawa. Jeśli bym wierzył, że gdzieś tam jest nam coś zaplanowane. I, że każda decyzja jest po coś, mógłbym powiedzieć, że pod sam koniec roku dowiedziałem się po co dane było mi wrócić do Gdyni. Jaki był tego cel. Mógłbym, ale nie powiem. Podchodzę raczej do tego tak, że odpowiedzlana za cały ciąg zdarzeń jest pasja, w której się realizujemy i nie pozwalamy godzinom przeciekać przez palce, a każdą sekundę wykorzystujemy w 100%.

Ocena? Na 10? Daję sobie 9! A niech tam! Najwyższa ocena jak do tej pory! Czego sobie życzę na przyszły rok? Systematyczności.

2 komentarze:

  1. Im dalej czytałem Twoje podsumowanie, tym pod większym wrażeniem byłem... :) Gratulacje, że udało Ci się tyle osiągnąć! Trzymam kciuki, żeby w tym roku sukcesów i zrealizowanych planów było jeszcze więcej!

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję udanego roku i ciekawych zmian w życiu :)

    OdpowiedzUsuń