piątek, 29 stycznia 2016

Test namiotu Mountain Hardwear EV II

W ofercie rynku turystycznego na świecie nie ma grupy sprzętu określanego jako „islandzki”. W związku z tym, szykując się na wyjazd na tę wyspę, zmuszony byłem dopasować jakąś inną grupę. Biorąc pod uwagę warunki pogodowe, a w związku z tym wymagania jakie mój sprzęt na Islandię musiał spełniać, uznałem że najbliżej mu do sprzętu wysokogórskiego. Niskie temperatury, śnieg oraz huraganowy wiatr. Pasowało. A brakło mi było namiotu. Pancernego schronu, w którym mógłbym się skryć przed wiatrem, spokojnie spać nie bojąc się porwania czy połamania masztów...otworzyły się przede mną drzwi spełnionego marzenia. Mountain Hardwear EV II. Ten namiot fascynował mnie od czasu, gdy pierwsz raz zobaczyłem go na jakimś zdjęciu w prasie branżowej. Do połowy zasypany śniegiem, pomarańczowy, z ogromnym logo, czerwone zewnętrzne maszty, charakterystyczne haczyki i wzmocnienia z dyneemy. Piękny! Trafiło się. Kupiłem. Zajarany pojechałem na Islandię. Przeżyłem...później pojechałem z nim w jeszcze kilka innych miejsc...i...teraz piszę. Ten wpis jako pierwszy na blogu może nie być obiektywnym...opiszcie obiektywnie swoje marzenie.;)

Pierwsze wrażenia po wyjęciu z paczki.

EV II przychodzi zapakowany w klasyczny walcowaty pokrowiec ściągany u jednego z końców na sznurek ze stoperem. Bida. Moje rozumowanie jest następujące: to jest namiot wysokogórski, ma być łatwy do rozłożenia i spakowania. A ten worek nijak tego nie ułatwia. Ideałem jest ten z MSR Hubba Hubba. Otwierany na boku i dodatkowo ze ściągaczami. Mountain Hardwear!! Dlaczego?? Ach...nawet nie wiecie ile samozaparcia kosztuje wsadzenie oblodzonego, sztywnego namiotu zgrabiałymi z rana dłońmi do tej tuby. Grrr. Prócz tego mamy małe nagrzane logo co uważam za nijak nieistotny drobiazg ale za ponad 3 tys. złotych wymagałoby się jednak haftu. Milej wygląda. Worek nie jest jednak tragedią. Ma jeden genialny patent.Małe plastikowe kółeczko, przez które przechodzi sznurek ściągający pokrowiec. Ponieważ to kółeczko przenosi całe naprężnia z tkaniny, nie zdarzy się nam sytuacja poprucia tunelika, przez które biegnie repik. Nie porwiemy też tkaniny, na którą działa w tamtym miejscu spore obciążenie na małej powierzchni. A worka nie ściąga się w terenie delikatnie. Ma się zamknać i lecimy. W środku mamy:
-namiot,
-pokrowiec z masztami,
-pokrowiec z aluminiowymi śledziami o przekroju Y (kpl. plus zapas),
-linki z których wykonuje się odciągi (kpl. plus zapas),
-plastkowe lockery do odciągów (kpl. plus zapas),
-footprint,
-siatkową półeczkę do podwieszania wewnątrz namiotu.
Wszystko jest takie...cholera...sztywne, solidne, twarde...całość sprawia mega wrażenie trwałości. Rozłożyłem namiot na podwórku kilka razy przed wyjazdem, zmontowałem odciągi, wybrałem tylko niezbęde minimum i ruszyłem na Islandię.

Na polu bitwy.

Po otwarciu pokrowca wyjmuję woreczek ze śledziami.Następnie jeden róg namiotu i od razu go przyszpilam. Dzięki temu wiem, że całość mi nie odleci. Wyciągając stpniowo dalej namiot, po polei przyszpilowuję pozostałe 5 oczek przy podłodze.Kiedy podłoga jest odpowiednio naciągnięta, wyrzucam z pokrowca maszty. To są DAC-i tak elegancko spasowane, że składają się same po wyrzuceniu do przodu. Przy podłodze są metalowe oczka w które wkłada się końcówki, napina maszty i to co jest naj-lep-sze: podpina haczyki. Żadne tam tunele, w które na silnym wietrze nijak nie można utrafić z masztem, żadne tam maszty wewnętrzne i narzucanie później tropiku. System prosty do bólu i skuteczny w 100%. Nawet w śnieżycy z silnym wiatrem nie miałem problemów by ten namiot rozłożyć kompletnie sam. A haczyki można obsłużyć spokojnie dłońmi w rękawiczkach. No mówię Wam, genialne.
Pytali się mnie czy miałem na wyspie silne wiatry. Miałem mówię. Ale namiot wytrzymał, mimo że kładł się przez dwie czy trzy noce. Kładł się tak, że niemal dotykał mojej twarzy. I wytrzymał. Materiał po trzech tygodniach jest nienaruszony. Tropik to nylon 70D impregnowany PU oraz nylon 30D też z PU ale w spolcie ripstop plus wzmocnienia z tkaniny X-Pack z dyneemą. W tropik wszyte są też dwa okienka z solidnej folii (nie pęka na mrozie), dzięki nim, jak i jasnym kolorom wewnątrz jest miło, jasno, nie ma się odczuć klaustrofobicznych. Z aluminiowymi masztami DAC FeatherliteNSL miałem jeden problemik. Jeden pękł. Zorientowałem się o tym dopiero rano, po wietrznej nocy. I tu uwidoczniła się kolejna ogromna zaleta i chylę czoła przed producentem. Rurki składowe nie są z jednej strony węższe (inserty) z dugiej proste tylko są po prostu z obu stron równe. Łączone ze sobą za pomocą całkowicie oddzielnych insertów. W przypadku złamania, oto co zrobiłem. Odwiązałem gumkę, wyjąłem rurkę pękniętą, uciąłem kawałek uszkodzony piłką do drewna z Leathermana, sfazowałem pilnikiem do metalu z multitoola, nałożyłem ponownie, działa.
Podłoga tego namiotu to ponownie nylon 70D. Wg mnie kompletnie wystarczający. Nieraz rozkładałem się na wulkanicznym podłożu, footprinta by oszczędzić na wadze nie wziąłem, ale podłoga namiotu nie nosi praktycznie żadnych oznak zużycia. Na pewno nie ma żadnych dziur.
Na koniec jeszcze kilka słów o dodatkach. Mało kto zwraca uwagę na zamki, taśmy i plastiki. A to ważne. Przede wszystkim dają radę.Mamy tutaj trwałe i dobrze pracujące w klamrach taśmy poliamidowe, plastiki Nexus (wg moich testów zamrażalnikowych najlepiej dających sobie radę na mrozie), zamki to natomiast BRYZGOSZCZELNE Aquaguard od YKK. Czy w jakimkolwiek innym namiocie widzieliście zamki bryzgoszczelne? Ja byłem zachwycony! Wszytskie szwy są podklejane, ale tu niestety kolejny problem. Niektóre taśmy odchodzą od nowości. Czyżby zła temperatura przy nagrzewaniu? Taki błąd przy produkcji? Zauważyłem to w kilku, pojedynczych miejscach. Nie wszystkie szwy są idealnie proste, psuje to nieco obraz całości. Dostarczone śledzie ani nie są zimowymi (na śnieg potrzeba konkretnych śledzi lub nawet szabli), z drugiej strony nie są to typowe letnie szpilki. Jak wbijałem je w lód kamieniem, pękały. Żaden z odciągów się nie zerwał.

Przejdźmy do konstrukcji.

Namiot jest jednopowłokowy i rozstawiony wisi na trzech krzyżujących się pałąkach. Jest opcja wykorzystania 5 odciągów. Namiot ma jedno wejście oraz 5 otwórów wentylacyjnych. Jego jednopowłokowość oraz wentylacja to dość istotne kwestie. To jest namiot wysokogórski, zimowy, w góry. Ataki szczytowe, gdzie nie przejmujecie się pierdołami. Jeśli zabierzecie go na niziny, na deszcz to...będziecie mokrzy. Tak. Tak cholernie drogi namiot albo przecieka, albo wilgoć tak silnie kondensuje się wewnątrz, że po prostu skrapla się na wewnętrznej stronie tropiku i spływa na podłogę a wy...budzicie się w kałuży. Zaskakujące? Dla mnie było szokiem. Jak jest mróz to wilgoć zamarza od wewnątrz i jak później silnie wieje to pada na was śnieg. Heh. Zgaduję, że pod szczytem to himalaistom kompletnie nie przeszkadza, kwestią jest przetrzymać do okna pogodowego i napierać dalej. Mi to na Islandii też kompletnie nie przeszkadzało, ale już w Polsce czy Anglii, gdzie spałem na deszczu...no nieco irytowało. Ten namiot po prostu niejest na takie warunki. Niena niziny, nie na plusowe temperatury.
Ktoś by mógł rzucić pomysł, to może spać z nieco niedomkniętymi „drzwiami”? Niestety, opływowa konstrukcja namiotu przewiduje wejście pod skosem. Owocuje to natychmiastową kałużą w środku, przy otwarciu drzwi na deszczu.Wejście zamykane są zamkiem w L i dodatkowo przykryte szeroką patką. Jeden z zamków jest wszyty w podłogę. Nie jestem himalaistą, ale mnie służył do pozbywania się ze środka nawianego śniegu. Nie musiałem otwierać „drzwi”. Wentylacja otwiera się na zamek błyskawiczny, utrzymuje otwarta poprzez „patyczki” wkładane w odpowiednie otwory, do tego jest jeszcze przykryta siatką (również można ją rozpiąć). Podłogi dla dwóch osób bez bagażu jest ok (3 m2), ale ze sporym bagażem akurat było mi samemu. Wysokość to 105cm, również całkowicie wystarczająco by klęknać, kucnąć, przebrać się. Jednocześnie jest to powierzchnia na tyle mała, że na wąskich półkach skalnych można się rozbić. Waga to około 2200g. Mało niemało. Jak na jednopowłokowca dużo, jak na namiot zimowy, mało. Jak na moje standardy o 800g za dużo.:)


Podsumowując. 



W Polsce 3300zł. Dobrze czytacie. Trzy tysiące trzysta złotych. Za namiot, który przecieka na deszczu. Inaczej. Jest to genialny namiot, ale o określonym przeznaczeniu. Bardzo wąskim. To jest namiot zimowy, na ekstremalne warunki pogodowe. Oczy krwawiły jak widziałem go rozbitego go na polu biwakowym w lasach Janowskich czy Borach Tucholskich. Sprzedałem go. Pewny jestem, że jeśli właściciel będzie używał go w określonych warunkach to pokocha go tak, jak ja. Szkoda było mi się go pozbywać...lubiłem go, ale nie potrafiłem go wykorzystać odpowiednio tak często, jakbym chciał. Okazuje się, że marzenia czasem mijają się z rzeczywistością. Ponieważ jaram się namiotami i tarpami to szyję właśnie kolejnego, a jeśli o namiot chodzi...niedługo poczytacie o MSR Hubba Hubba. Dobrze czytacie, kupuję namiot typwo dwuosobowy...na dwie osoby.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz