piątek, 1 kwietnia 2016

Test plecaka Mountain Hardwear Scrambler

Nie wiem czy widać…że jestem fanem amerykańskiej firmy Mountain Hardwear. Nie wiem czy po tym teście będzie widać, że raczej byłem. Po recenzji (w sumie to bardzo pozytywnej) namiotu EV2, który przeciekał na deszczu, przyszedł czas na plecak Scrambler. W historii bloga, do tej pory zdarzyły się dwie całkowicie negatywne recenzje. Butów Regatta (całkowita klapa) oraz pompki Barbieri (też szmelc). Przyszedł czas na trzecią, do której napisania skłoniły mnie cztery dni spędzone w Finlandii.
Plecak jest tym z rodzaju minimalistycznych. Przy wadze 320g z pianką „usztywniającą” można by powiedzieć…ultralekkich. Przeznaczony do transportu szpeju pod ścianę na krótkich odległościach lub jako plecak szturmowy czy wycieczkowy. Po prostu mamy duży plecak, z którym meldujemy się w schronisku czy w bazie i później już na lekko wędrujemy sobie z takim lekkim workiem w stylu Scramblera, który do tej pory siedział w wielkim plecaku transportowym. Tylko, że coś mnie to nie gra…coś jest nieco niespójne. Ale o tym zaraz. Najpierw kilka słów o budowie, fajerwerkach i materiałach. Proszę.
Plecak ma bardzo klasyczną, miłą dla oka budowę worka ściąganego u góry za pomocą sznurka. Zamknięty ściągaczem następnie nakrywamy genialnie wyprofilowaną, nieregulowaną klapą. W klapie jest bardzo wygodna kieszonka zewnętrzna oraz jedna wewnętrzna, która służy jednocześnie do spakowania plecaka w mały pakuneczek. Klapa zamykana jest na jeden regulowany pasek blokowany fastexem. Fastex nie jest klasycznie przelotowy, a z jednej strony mocowany bezpośrednio do tkaniny. Od frontu mamy pająk z shockcordu oraz mocowanie do czekana. Od wewnątrz, od strony pleców jest natomiast płaska kieszonka na piankę „usztywiającą” lub po prostu piankę nieco oddzielającą plecy niosącego od zawartości plecaka. I to w zasadzie tyle. Minimalizm w czystej postaci. Szelki wykonane są z cienkiej siateczki obszytej lamówką. Brak pasa biodrowego, mamy tu tylko pas piersiowy. Tkanina, z której w większości plecak jest uszyty to cordura (jest nawet oficjalna wszywka od wewnątrz). Wewnątrz kieszonki w klapie jest plastikowy karabinek wszyty w
czerwoną tasiemkę, na klucze.
Plecak spakowałem szpejem na 4 dni w dziczy, około 6kg. Wypełniłem całą  jego objętość oraz zamocowałem mały worek wodoszczelny pod pająkiem z gumki. Pierwszy minus objawił się już przy pakowaniu w domu. Niecałkowicie przelotowy fastex ciężko jest zapiąć nawet w przypadku gołego plecaka, natomiast kiedy pod shockcord wrzucimy np. kurtkę to dojście do niego jest zablokowane całkowicie. Mocowanie części żeńskiej wypada na środku powierzchni pająka…nieładnie. Mocowanie zrolowanego paska od regulacji fastexu na rzep to bardzo miły dodatek, dzięki któremu nic się luźno nie majta. Wypakowany plecak zarzuciłem na plecy i pomaszerowałem na lotnisko. Miałem sprawdzenie bagażu (pierwszy raz w karierze!) i przeszedł jako mały w WizzAir. Szybki lot i na miejscu ruszam na szlak. Dość szybko objawia się największy minus tego plecaka czyli użycie taśmy do lamowania (LAMOWANIA!!) przy drabinkach do regulacji pasów ramiennych oraz paska piersiowego. Jak można…tym bardziej, że elegancka taśma nośna wszyta jest do regulacji fastexa od klapy. Kto to wymyślił, zasługuje na nagrodę w kategorii największa pomyłka konstrukcyjna. Taśma do lamowania jest dużo cieńsza (ok jest też dużo lżejsza), ale jest też bardzo śliska i kompletnie nie nadaje się do pracy w plastikach. Rozregulowuje się od samego patrzenia, przy noszeniu plecaka trzeba dociągać paski co 10min. I tak samo jest z pasem piersiowym. Brak pasa biodrowego (nawet w postaci 25mm taśmy) uważam również za duży minus. Już po kilku kilometrach czuję spory ból ramion, ale cóż się dziwić skoro cieniutka siateczka się roluje i wpija w ciało na szerokości 1cm.
Później podkładałem sobie pod nie ubrania i bieliznę by tylko ustrzec się przed dalszym bólem, a i tak każdy dzień kończyłem z czerwonymi pręgami dokładnie w miejscu przebiegania pasków plecaka. Ok, powiecie. Kupiłem plecak kompletnie nie do takich zastosowań, do jakich został stworzony. Wiem o tym, ale dlaczego napisałem z początku, że całość konstrukcji jest dla mnie mało spójna?

Pojemność 30l to dużo. Dużo za dużo do przenoszenia na cienkich siatkowych paskach ramiennych. Mocowanie czekana i klapa w takim plecaku są moim zdaniem kompletnie niepotrzebne, ponieważ przenoszenie ciężkiego, wspinaczkowego szpeju pod ścianę będzie i tak mega uciążliwe, a dodatkowo kłócą się z ideą plecaka minimalistycznego. Mam inny plecak tego typu, z cienkimi paskami oraz pakowany do małego woreczka i jest to opisany TUTAJ Karrimor. I tu ok, brak klapy, brak shockcordów, wszelkich mocowań. A wydaje mi się, że MHW chciał wcisnąć w jedną konstrukcję z jednej strony mega użyteczność oraz mega niską masę. I w wyniku tego doświadczenia otrzymujemy plecak o ciekawej konstrukcji i sporej pojemności, ale kompletnie nieużyteczny, ponieważ z beznadziejnym systemem nośnym. Z drugiej zbyt ciężki na typowy plecak ultralekki, bo z klapą i usztywnieniem. A spakować do małej kieszonki i tak go z tą pianką usztywniającą nie można. Do tego uszyty z zastosowaniem błędnie dobranych dodatków. No nie. Ja plecak odsprzedałem. W mieście też mi się nie sprawdził
ponieważ wrzucone do jego przepastnej objętości drobiazgi się mieszały, obijały. Plecak żył swoim życiem podczas biegania. Kilka drobiazgów wrzuconych tylko do klapy plecaka i z pustawą komorą główną skutkowało dziwnym ułożeniem plecaka na plecach, niejako jego zwijaniem się. Od siebie nie polecam. Widziałbym tutaj dobrą podstawę, gdyby wymienić system nośny na poważniejszy oraz dodać nieco wentylacji w plecach. To mógłby być dobry plecak, gdyby tylko Mountain Hardwear zrezygnował z możliwości pakowania do małej kieszonki oraz ultra lekkiej wagi na siłę.     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz